Advertisement
Festiwal Filmowy Pięć Smaków 2020FestiwalePięć Smaków w DomuRecenzje

“Mikrosiedlisko” – Gorzki film (przed)świąteczny prosto z zimnego Seulu [RECENZJA]

Andrzej Badek
Mikrosiedlisko recenzja pięć smaków
Miso, główna bohaterka filmu z klasycznym dla niej papierosem, fot. kadr z filmu "Mikrosiedlisko"

Para kochanków klęczy naprzeciwko siebie w niewielkim mieszkaniu. Są ciepło ubrani, bo nad światem za oknem zapanował zimny zimowy wieczór. Para orientuje się, że minęło wiele czasu od momentu, w którym ostatni raz uprawiali ze sobą seks. W szybkim akcie wybuchu pożądania zdejmują z siebie ubrania, zbliżają do siebie… żeby zaraz skonfrontować się z faktem, że jest im po prostu zbyt zimno, by czerpać przyjemność ze stosunku.

Jedna z pierwszych scen, które otwierają Mikrosiedlisko na Festiwalu Pięć Smaków jest niezwykle dołującym fizycznym doświadczeniem biedy. Nie oznacza to bynajmniej, że produkcja Koreanki Jeon Go-woon przez cały czas trwania będzie nas karmić obrazami ubóstwa i beznadziejności. Reżyserka ma nam do zaoferowania o wiele więcej.

Podczas festiwalu Mikrosiedlisko wyświetlane jest w sekcji “Parasites”, która odnosi się oczywiście do tegorocznego zwycięzcy Oscara, Parasite. Sekcja poświęcona jest południowokoreańskim produkcjom, które portretują życie w Korei od strony mniej zamożnych mieszkańców. A dokładniej: mieszkańców, którym z trudem przychodzi łączenie końca z końcem w państwie kojarzonym z sukcesem gospodarczym, kolorowymi tancerzami oraz gigantami techniki pokroju Samsunga.

Miso, protagonistka opowieści, to młoda dziewczyna, która wiedzie spokojne życie w Seulu. Rytm jej życia wyznaczają proste przyjemności: spotkania z chłopakiem, który próbuje swych sił w rysowaniu koreańskiego komiksu, manhwy, palenie ulubionych papierosów i sączenie whisky w ulubionym barze. Oprócz tego, Miso najmuje się do sprzątania i gotowania. Ta ostatnia czynność wyróżnia ją spośród wszystkich; niejednokrotnie właśnie poprzez kuchnię podniesie na duchu swoich przyjaciół.

mikrosiedlisko recenzja Pięć smaków
Miso i jej chłopak / fot. Materiały prasowe

Nadciągająca podwyżka czynszu zmusi bohaterkę do porzucenia swojego kontrsystemowego stylu życia. Stojąc przed decyzją o porzuceniu swoich przyjemności lub utratą dachu nad głową, podejmie radykalne stanowisko opuszczenia mieszkania wraz z niewielkim dobytkiem i poszukiwania schronienia wśród przyjaciół ze szkolnych czasów. W tym momencie charakter produkcji ulega zmianie. Choć nadal będziemy podążać śladami bohaterki, Jeon Go-woon sprezentuje nam cały wachlarz różnych postaci, które sumarycznie złożą się na obraz społeczeństwa. Społeczeństwa młodych, samotnych i zagubionych.

Przeczytaj również:  "Kingdom Come" - Biblia, heroizm i braki w edukacji Zacka Snydera [FELIETON]

Kogo tam nie ma! Poznamy żywiołową dziewczynę, która po wzięciu ślubu została sprowadzona do roli kury domowej, w której się nie odnajduje, bo nienawidzi gotowania. Mężczyznę, który stracił partnerkę i został z wielkim mieszkaniem, które spłacać będzie przez najlepsze dekady swojego życia. Innego, który żyje z zaborczymi rodzicami i nie jest w stanie nawiązać romantycznej relacji z żadną kobietą. Bohaterkę, która nie realizuje się poprzez macierzyństwo, choć czuje, że powinna.

Zaglądając do każdego z nich na jedną lub kilka nocy, Miso okaże się nie tylko przyjaciółką z dawnych czasów, ale też zwierciadłem, w którym będą mogli się przejrzeć; porównać obecne życie z czasami beztroskiej młodości. Pod tym względem Mikrosiedlisko nabiera cech… filmu świątecznego. Niczym w Opowieści wigilijnej Charlesa Dickensa mamy tu silne rozliczenie przeszłości i teraźniejszości dokonywane w akompaniamencie śnieżnej zimy.

Reżyserka stawia nas przed paradoksalnym brakiem wolnego wyboru. Który los jest lepszy? Ten, który obrała Miso; bezkompromisowego życia na rubieżach systemu i norm, oddając się prostym przyjemnościom? A może dorosły, “dojrzały” żywot jej przyjaciół, którzy wikłają się w skomplikowane relacje życia rodzinnego? Czy ma to ostatecznie znaczenie, skoro jednych zduszą coraz wyższe ceny usług, a innych dławić będą ich własne rodziny i fałszywa, niezrealizowana obietnica szczęścia poprzez stabilizację?

Idąc drogą na skróty można by uznać Mikrosiedlisko za film antykapitalistyczny, ale w moim odczuciu byłoby to niezwykle krzywdzące spłaszczenie utworu. Krytyka systemowa jest tu silnie zaznaczona, ale reżyserka jednocześnie punktuje słabości i nierealne oczekiwania pokolenia Miso. Wszechogarniająca samotność, brak czułości, nieumiejętność rozliczenia się z sobą samym krzyczą donośnie z ekranu. Przecież właśnie na sumie tych wszystkich braków, nie na samym wzroście kosztów życia, opierają się nasze bolączki. I nie znikną one, gdy tylko wymienimy ludzi u władzy i system polityczny.

Przeczytaj również:  Sojusz robotniczo-cyrkowy – Recenzujemy "Towarzyszkę Kim w przestworzach"
Mikrosiedlisko pięć smaków
Zimowa aura i podróż Miso nadają opowieści świąteczny charakter, fot. Materiały prasowe

Szkoda, że twórczyni postanowiła uczynić symbolem niezależności bohaterki używki. Według kryteriów diagnostycznych Miso bez wątpliwości jest wysoko funkcjonującą alkoholiczką. Dodatkowo, bez wahania wydaje ostatnie pieniądze, żeby zaopatrzyć się w kolejną paczkę papierosów. Choć jest to wypominane bohaterce przez niektórych znajomych, sama Miso buduje na alkoholu i nikotynie podstawy swojej tożsamości. Niestety, krytyka tego nie wybrzmiewa w produkcji zbyt głośno.

Poprzez umiejscowienie festiwalu na przełomie listopada i grudnia, wielu z nas obejrzy Mikrosiedlisko w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie. W naszej kulturze jest to okres spotkań rodzinnych, prezentów, ale również czas na autorefleksję. Choć Korea Południowa leży tysiące kilometrów od Polski, jej kultura i historia ma zaskakująco wiele punktów stycznych z naszą. A konfrontacja naszego własnego życia, oczekiwań i decyzji z bohaterami filmu może zapewnić gorzką i odświeżającą refleksję na temat przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Ocena

7.5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.