KomiksKultura

Wstyd, upokorzenie i nadzieja u wschodnich bram Europy, czyli “Odyseja Hakima” zmierza ku końcowi [RECENZJA]

Andrzej Badek
Odyseja Hakima tom 3 Non Stop Comics
Współczesna odyseja to często podążanie przez las ze smartfonem w dłoni, co wbrew pozorom nie eliminuje wszystkich trudności podróży. fot. Materiały prasowe

Trudno opisuje się wielkie narracje. Trudno – szczególnie z perspektywy wygodnego fotela, siedząc w stolicy jednego z europejskich państw – pisać o rzeczach wielkich, odwoływać się człowieczeństwa, do rozumu oraz serca i nie popaść w nadmierny patetyzm, który łatwo przerodzić się może w śmieszność. Wreszcie, trudno z wyczuciem sięgnąć po narrację wielkich mitów naszej cywilizacji, po antycznych herosów, wykorzystać ją, żeby wykuć opowieść o współczesności. Fabien Toulmé, autor Odysei Hakima dokonał tej ostatniej rzeczy. Ja, niżej podpisany, stoję przed pierwszymi dwoma wyzwaniami.

O przygodach Hakima piszę nie po raz pierwszy. Już rok temu opisywałem swoje emocje i przemyślenia towarzyszące śledzeniu poczynań młodego Syryjczyka w jego beznadziejnie trudnej podróży z ogarniętego wojną kraju do Francji. Drugi tom zakończył się w momencie, gdy mężczyzna wraz z małym synkiem, dostał się do Europy. Przyznaję, że wątpiłem, że trzecia część może okazać się tak poruszająca jak poprzednie dwie. Co bowiem może grozić uchodźcy po dostaniu się na kontynent, którego mieszkańcy lubią myśleć o sobie jako o najbardziej ucywilizowanych na świecie? Co w Europie może dorównać piekłu przeżywanemu podczas walki o życie na morzu albo fizycznemu niebezpieczeństwu zetknięcia się z wojną?

Toulmé na 250 kartach frankofońskiego komiksu uzmysławia czytelnikowi, jak złudny i kruchy bywa europejski humanitaryzm w zderzeniu z kryzysem. Jak niewiele trzeba, żeby w środku Europy ludzie niemalże zamarzali lub musieli walczyć o jedzenie w akompaniamencie złośliwych rechotów.

Odyseja Hakima 3 Non Stop Comics
Droga, którą przebył Hakim z domu w Syrii do nowego domu we Francji. fot. Materiały prasowe

Jeśli miałbym wskazać jedną emocję, która najlepiej pasuje, żeby opisać podróż Hakima przez Macedonię, Węgry, Austrię, Szwajcarię i – wreszcie – Francję, byłby to wstyd. Wstyd bohatera, wykształconego i świadomego człowieka, który staje się nagle istotą pośledniej kategorii. Wstyd ojca, który musi prosić o pomoc, żeby nakarmić i ogrzać swoje małe dziecko. Wstyd człowieka, który został upokorzony, czyli doświadczył jednej z tych stanów, o którym nie zapomina się do końca życia. Wreszcie, wstyd mój własny, odbiorcy, który wyrzuca sobie, że być może mógł był lub powinien był zrobić więcej u szczytu kryzysu imigracyjnego sprzed kilku lat.

Przeczytaj również:  Evangelion: 3.0+1.0 Thrice Upon a Time - Odmawiając bólu | Recenzja

Gdy drogi Hakima kierują go do obozu tymczasowego dla uchodźców na Węgrzech, skojarzenia historyczne pojawiają się automatycznie i naturalnie, choć ani protagonista ani autor nie mówią wprost, co przypomina nam wszystkim ta niewielka zbieranina baraków, przepełnionych ludźmi. Kawałek ziemi otoczony murami i strażnikami, z wydzielonymi czterema umywalkami i czterema toaletami, do których wiecznie stoi kolejka. Jako pożywienie wystarczyć musi zimna woda i rzucane kilka razy dziennie kanapki z szynką; pogardliwie i uwłaczająco, bo przecież większość przetrzymywanych to muzułmanie. Oni jednak rzadko mają możliwość narzekać na rodzaj mięsa, bo nie zawsze udaje im się złapać kanapkę w locie, nie wspominając o nasyceniu się nią.

Można by wnioskować, że Odyseja Hakima to komiks smutny, dołujący wręcz. Ale tak nie jest. Być może dlatego, że od pierwszych stron historii wiemy, że ma ona happy end. Przecież wiemy, że rysownik rozmawia z żywym człowiekiem, że spisuje historię osoby, której ostatecznie się udało – choć może lepiej powiedzieć: osoby, która dokonała tego. A może dlatego, że choć nad historią Hakima nieustannie zbierają się ciemne chmury, co chwila przebija się przez nie pojedynczy promień słońca, który rozpala w nas – czytelnikach i bohaterze – nadzieję.

Tą nadzieją bywa przyjaciel poznany na wcześniejszym etapie podróży. Albo kobieta użyczająca swojego mieszkania celem noclegu. Albo inny imigrant, który pomaga w transporcie. Albo ktoś, kto dzieli się mlekiem, żeby zgasić pragnienie i głód małego dziecka.

Przeczytaj również:  “Kosmiczna Odyseja” – space opera w świecie DC od twórcy Thanosa [RECENZJA]
Fabien Toulme odyseja hakima
Fabien Toulmé, autor trylogii “Odyseja Hakima” fot. Materiały prasowe

Jestem głęboko świadom, że żyjemy w świecie, w którym zdecydowana większość ludzi ma wyrobione poglądy na kryzys migracyjny, Black Lives Matter, na politykę państw członkowskich UE, na rząd Victora Orbána i dziesiątki innych tematów, na które zdanie wyrobiliśmy sobie poprzez środki masowego przekazu; media, portale społecznościowe, relacje dziennikarzy i reporterów, wpisy publicystów. Siedząc w wygodnym fotelu nie mam prawa ani mocy, żeby apelować do nikogo o zmianę jego lub jej poglądów.

Głęboko wierzę jednak, że Odyseja Hakima w swojej uniwersalności wykracza ponad problem imigracji, kryzys uchodźczy środka ubiegłej dekady będąc opowieścią o człowieczeństwie i nieustającej walce ze złem. Jak bowiem pisała niegdyś Hannah Arendt, zło jest banalne, a my mamy tendencję, żeby wielkimi ideami przysłaniać sobie widok na zwykłych ludzi, którym czasem potrzeba nie więcej niż szklanki mleka i chwili ciepłej uwagi. W ten sposób my – tutejsi – możemy choć odrobinę naprawić ich – tamtejszych – złamane, potrzaskane i pełne upokorzeń, których nigdy nie zapomną, ale z którymi mogą nauczyć się żyć. Razem z nami.

Ocena

8 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Persepolis"

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.