GryKultura

Pikachu i jego 150 przyjaciół obchodzi dziś 24 urodziny!

Andrzej Badek

Dokładnie 24 lata temu, świat ujrzał jedną z najbardziej kultowych franczyz wszech czasów. 27 lutego 1996 roku, japoński gigant w świecie gier komputerowych, Nintendo, wydał na konsolę Game Boy dwie produkcje, które miały podbić serca fanów całego świata – Pocket Monsters Red oraz Pocket Monsters Green! Z czasem seria zyskała oficjalną nazwę Pokemon, rozeszła się w setkach milionów egzemplarzy, doczekała się adaptacji w formie serii anime oraz kilku pełnometrażowych adaptacji. Jedną z nich, Detektywa Pikachu mogliśmy oglądać w zeszłym roku na ekranach kin. O co się tu jednak tak naprawdę rozchodzi?

Pokemon Red i Pokemon Green, które otrzymało później ulepszone wersje FireRed oraz LeafGreen opiera się tak naprawdę na bardzo prostej i przystępnej mechanice, która jednocześnie zawiera w sobie wiele smaczków dostępnych jedynie dla bardziej zaawansowanych graczy. Legenda głosi, że pomysł na gry został zaczerpnięty z dzieciństwa dewelopera, Satoshiego Tajiri, który uwielbiał był w dzieciństwie zbierać owady.

Trzy podstawowe Pokemony do wybrania na początku rozgrywki

 

Istotnie bowiem, sukcesu Pokemon należy upatrywać w dwóch aspektach. Z jednej strony ma tu do czynienia z typową mechaniką gier fabularnych (ang. RPG – Role Playing Game). Z każdą potyczką zdobywamy punkty doświadczenia, które z kolei przekładają się na coraz wyższe poziomy, a te z kolei zwiększają nasze statystyki, sprawiając że stajemy się coraz silniejsi. Taka mechanika w 1996 roku nie była niczym nowym, ale w większości gier – tych papierowych i tych na konsole – rozwój postaci ograniczał się do głównego bohatera, którym sterowaliśmy i, ewentualnie, nielicznej drużynie jego towarzyszy. W Pokemon liczyło się to, jak silne są nasze Pokemony, które nie tylko zyskiwały nowe poziomy, ale uczyły się nowych ataków, a także… ewoluowały!

Fabuła rozgrywek jest prosta, wręcz pretekstowa. Oto zaczynamy jako chłopiec lub dziewczynka z małego miasteczka. Jako młoda i chętna przygód osoba, szybko przystajemy na propozycje lokalnego profesora, który wręcza nam Pokedexurządzenie służące do rejestrowania i kolekcjonowania danych o spotkanych stworkach oraz oferuje nam wybór podstawowego kompana. Nie da się zliczyć kłótni pomiędzy graczami o to, który z początkowych stworków jest najfajniejszy czy najsilniejszy. Każdy uzyskał status kultowości i ma rzesze oddanych fanów. W laboratorium możemy wybrać pomiędzy trawiastym Bulbasaurem, wodnym żółwiem Squirtlem i dziecięcym smokiem Charmanderem.

Przeczytaj również:  #ZostańwDomu | Najlepsze gry komputerowe, na które może pozwolić sobie każdy

W trakcie naszej podróży przemierzamy lasy, łąki, jaskinie czy wielkie jeziora i w zależności od lokalizacji spotykamy odpowiednie dla danego “klimatu” stworzenia. Możemy je łapać, zbierać i używać do walk z innymi trenerami, a następnie zdobywać odznaki w drodze po tytuł najlepszego trenera wszech czasów! Co warto zaznaczyć, w naszej drużynie jednocześnie znajdować może się jedynie sześcioro kompanów, dlatego przed trudnymi walkami czy daleką podróżą przyjdzie nam wybrać odpowiednich towarzyszy. Dla przykładu, jeśli przyjdzie nam przeprawić się przez jaskinię pełną kamiennych pokemonów, dobrym rozwiązaniem jest wzięcie ze sobą ekipę wodną, na którą kamień jest wrażliwy, nie zaś elektrycznego Pikachu, którego ataki nie zrobią żadnego wrażenia na oponentach.

Gry Nintendo nigdy nie szczyciły się realistyczną grafiką i podobnie jest z Pokemonami. Dopiero najnowsze edycje serii weszły w trójwymiarowy świat, natomiast większość pozycji z serii oferuje nam izometryczny, dwuwymiarowy punkt widzenia na świat oraz charakterystyczną muzykę, która z początku lekko irytuje, ale potem tylko bardziej hipnotyzuje i wciąga w świat przedstawiony.

Pikachu, ikona serii. Tu w adaptacji “Detektyw Pikachu” z 2019 roku

Jako gra wydana na platformę mobilną, Pokemon można było zabrać ze sobą wszędzie. Co więcej, pomiędzy konsolami można nawiązać połączenie i tym samym wymieniać się stworzeniami i toczyć walki z przyjaciółmi. Niektóre stworki ewoluują, czyli przekształcają się w silniejsze, choć bardzo różne od pierwotnych, wersje siebie jedynie poprzez wymianę między graczami, co miało zachęcać do interakcji. Zresztą, jeśli ktoś chce zobaczyć, jak złożone potrafią być mechaniki pozornie prostych gier, niech zajrzy w wolnym czasie na Bulbapedię, encyklopedię poświęconą uniwersum.

O serii można i należałoby pisać godzinami, bo choć kolejne części nie wprowadzały nigdy rewolucji w systemie rozgrywki, dodawały do niej nowe stwory (w samej pierwszej serii mamy do czynienia ze 151 istotami!) i zapewniły mnie oraz milionom innych graczy setki godzin rozrywki na przestrzeni lat. Żadna inna gra nie wciągnęła mnie na tak długo jak Pokemon i do żadnej innej tak regularnie nie powracam – choćby poprzez emulatory na telefonie. Dlatego, jeśli ostatni raz graliście jako dzieci albo nie mieliście nigdy okazji tego zrobić, a seria kojarzy Wam się głównie z Ashem Ketchumem lub przesłodkim Pikachu z głosem Reynoldsa, sięgnijcie po Game Boya albo emulator i zostańcie trenerami! Wszystkiego najlepszego, Pikachu!

Przeczytaj również:  "Mount&Blade II: Bannerlord" wreszcie jest! Wrażenia z pierwszych godzin gry

PS Autor uważa, że Squirtle to jedyny słuszny wybór początkowy w grach, ale darzy miłością całą trójkę.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.