FelietonyPublicystyka

Badek: Pasikowski się zdekompensował. Obrona krytyki filmowej

Andrzej Badek
Pasikowski
fot. Władysław Pasikowski na planie "Kuriera" / Grzegorz Michałowski

Władysław Pasikowski to twórca, którego bardzo cenię. Od blisko trzech dekad dostarcza widzom interesującego kina sensacyjnego; być może najlepszego kina akcji, które możemy oglądać w polskich kinach. Jego Psy z 1992 roku, wraz z kontynuacją, na stałe zapisały się złotymi literami w rodzimej kinematografii, a dialogi w nich obecne są używane po dziś dzień w codziennych rozmowach i po wielokroć parafrazowane w popkulturze.

Psy 3. W imię zasad zadebiutował na początku bieżącego roku i choć osiągnął pierwsze miejsce w rodzimym Box Office i do kin przyciągnął blisko 400 tysięcy widzów, nie zadowala to reżysera. Trudno się dziwić. Film, który w zamierzeniu miał okazać się ogromnym hitem, znacząco przegrywa z wynikami najlepiej sprzedających się komedii romantycznych albo filmów Patryka Vegi. Sama produkcja również nie zyskała zbyt dużego uznania w gronie krytyków. Kiedy piszę te słowa, w serwisie Mediakrytyk produkcja ma jedynie cztery pozytywne opinie na dwadzieścia sześć recenzji, a jej średnia ocena to 4.4. Również nasz redaktor, Marcin Kempisty nie szczędził słów krytyki dla Psów.

Nie chcę być dwudziestym siódmym krytykiem, który oceni sam film. Odnieść chcę się do słów Pasikowskiego, które opublikował portal Interia. Jak się okazuje, reżyser winą za niską frekwencję obarcza przede wszystkim fanów. Kilka chwil później obrywa się także krytykom. Reżyser stawia kilka niepowiązanych ze sobą zarzutów.

Po pierwsze, atakuje krytyka, który w swoim tekście napisał, że Pasikowskiemu należą się za film “srogie baty”. Ta krytyka jest zrozumiała. O ile autor recenzji ma prawo tworzenia na potrzeby literackie pewnego wyobrażenia na temat twórcy filmu, tak nawoływania do przemocy, nawet te metaforyczne, budzą we mnie spory niesmak. Od takich działań nasza redakcja, jak i większość innych, jak sądzę, stanowczo się odżegnuje.

Po drugie, zarzuca nieprofesjonalizm innemu autorowi, który rzekomo obejrzał niegotową wersję filmu i na jej podstawie napisał recenzję. Tu również stanę po stronie reżysera, jeśli jego oskarżenie jest uzasadnione. Takie działanie to zwykłe oszustwo, wykalkulowane w taki sposób, żeby dostarczyć gotowy tekst w najszybszym możliwym terminie.

Przeczytaj również:  "Mroczne umysły" ze świata "Stranger Things" – Oddychaj. Słonecznik. Tęcza. [RECENZJA]

Trudno mi jednak bronić reżysera przy kolejnych zarzutach, które stawia. Jak bowiem znaleźć merytoryczną treść w anegdotycznym oskarżeniu, że twórca Psów usłyszał kiedyś, że recenzenci po pokazach prasowych uzgadniają swoje opinie o filmie? Jak mam skomentować opinię Pasikowskiego, że głos dzisiejszych krytyków “nic nie znaczy”? Nostalgiczne odniesienie do lat 40. w Hollywood pominę, bo niepokojąco bliskie jest pospolitemu i bezrefleksyjnemu wychwalaniu lat minionych.

Świat ewoluuje, a wraz z nim zmienia się forma pisania i oceniania kinematografii. Kiedy nasza redakcja pisze dla czytelników artykuły filmowe, nie wychodzimy nigdy z pozycji wieszczy, którzy serwują prawdę objawioną. Piszemy jako ludzie, którzy mają nieco więcej niż inni obejrzanych filmów na koncie, zaznaczając mocne i punktując słabe strony produkcji. Nie lubimy określać się krytykami i czuliśmy się mocno zakłopotani, gdy zostaliśmy tak kiedyś nazwani przez TVP Kultura. Nie mamy żadnych papierów ani licencji na pisanie o kinie. I prawdę mówiąc uważam, że to dobrze.

Nie ma co tęsknić do przeszłości, gdy istniało jedynie kilku krytyków, których opinie wznosiły film ku firmamentom chwały lub wydawały na niego wyrok. Opinia pojedynczego krytyka straciła z pewnością na znaczeniu, ale personalne ataki, niepodparte merytorycznymi argumentami nie przystoją poważnym twórcom filmowym. Zwłaszcza, że dziś małe blogi i portale wcale nie ustępują wielkim tradycyjnym mediom pod względem zamieszczanych w nich treści. Przeciwnie, czasem mniejsze media mogą pozwolić sobie na większą swobodę twórczą i eksperymenty formalne niedostępne dla gigantów.

Michał Oleszczyk w jednym ze swoich podcastów mówił, że żałuje, że w Polsce, w odróżnieniu od choćby USA, nie rozwinęła się nigdy eseistyka filmowa pisana piórem samych filmowców. Skoro możemy przeczytać, co Ari Aster uważa o Parasite, czyż nie byłoby ciekawym doświadczeniem przeczytać publicystykę Pawlikowskiego na temat Komasy? Zanussiego o Wajdzie? Lindy o Grabowskim?

Przeczytaj również:  "Sonic. Szybki jak błyskawica", czyli spektakularna wywrotka na zakręcie [RECENZJA]

Tylko skoro nawet tacy weterani branży jak Władysław Pasikowski nie potrafią zdystansować się od opinii krytyki filmowej, wyobraźcie sobie, ile kontrowersji wzbudziłyby w naszych rodzimych twórcach krytyczne uwagi od swoich branżowych kolegów. A szkoda, bo przecież sztuka powinna być otwartym polem do dialogu – tak długo jak się wzajemnie nie obrażamy.

Polskie dziennikarstwo dalekie jest od doskonałości i mierzy się z wieloma problemami. Walka o uwagę czytelnika jeszcze nigdy nie była tak zacięta jak współcześnie. Kolejne redakcje (nie tylko te z branży filmowej) prześcigają się niekiedy w liczbie clickbaitowych nagłówków. Istnieją przedstawiciele branży, którzy łamią przeróżne zasady etyki zawodowej. Zapewniam jednak czytelników, że nawet jeżeli po seansach prasowych zdarza się wymienić w gronie swoje wrażenia po seansie, nie ma to nigdy cech żadnej zmowy. Wśród piszących nie brakuje także osób, które robią to z miłością i szczerze, chcąc stworzyć most komunikacyjny pomiędzy filmowcami a widzami. Przecież wszyscy chcielibyśmy oglądać same dobre filmy.

Mam szczerą nadzieję, że pan Pasikowski, gdy ochłonie z emocji towarzyszących premierze, zrozumie, że wojna na wyzwiska nie służy nikomu. Nie powstaną od niej lepsze filmy, nie zrodzi dojrzalszej publicystyki, ani nie zachęci większej liczby Polaków do pójścia do kin. Współczuję twórcy, że przegrał bitwę o rząd dusz z Patrykiem Vegą i jego wykalkulowanymi produktami i życzę, żeby jeszcze kiedyś nakręcił produkcję, którą zachwycą się wszyscy. Przecież niezależnie od różnic i sympatii wobec twórczości Jagody Szelc, ponad wszystko łączy nas miłość do dobrego filmu.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.