KomiksKultura

“Kassumai”, czyli nanoszenie Gwinei Bissau na nasze mapy [RECENZJA]

Andrzej Badek
kassumai okładka

Powiedzmy to szczerze i otwarcie. Gwinea Bissau, podobnie jak większość krajów Afryki nie posiada w głowie większości naszych rodaków kształtu. Ma, jeśli w ogóle, swoje mgliście zaznaczone miejsce na mapie afrykańskiego kontynentu. Gdzieś pomiędzy szerokim pasem Sahary a bogatą w diamenty Republiką Południowej Afryki. Ten wielki odcinek kontynentu, zamieszkany przez miliony ludzi, tysiące narodów i kultur, które posługują się niezliczonymi językami, pozostaje terra incognita. A może terra tabu? Trzeba się nie lada natrudzić, żeby znaleźć pozycje prasowe czy publicystyczne traktujące o codziennej polityce, czy życiu lokalnych mieszkańców.

Wydaje się, że ostatnie lata przynoszą w tej kwestii pewną odwilż. Niczym pierwsze kwiaty, które przebijają się wiosną przez śnieżną pokrywę, tak i na rynku wydawniczym czy dystrybucyjnym, zaczynają się pojawiać pozycje, które w sposób precyzyjniejszy i bardziej szczegółowy traktują o kulturach Afryki, Azji, Oceanii, Ameryki Południowej.

Takim przykładem jest Kassumai wydane w Polsce przez Timof Comics. Pozycja ta to wspomnienia spisane przez Davida Camposa, Portugalczyka, który w latach 2006-2007 pracował w Gwinei Bissau jako wolontariusz w organizacji pozarządowej Acção para o Desenvolvimento (port. Działanie dla rozwoju).

Mający nieco powyżej stu stron komiks, narysowany w sepii, nie robi gigantycznego wrażenia na pierwszy rzut oka. Byłem przekonany, że lektura utworu zajmie mi jedynie pojedynczy wieczór i to w połączeniu z dokształceniem się na temat tego młodego i biednego państwa. Wkrótce okazało się jednak, że moja przygoda z Camposem musi potrwać kilka dni i bynajmniej nie wynikało to z tego, że jego styl jest nużący, ale z tego, że poszczególne fragmenty wymagają  chwili, żeby poukładać je w głowie.

Przeczytaj również:  "Potwór" - cyberpunk i przekleństwo pamięci [RECENZJA]
Kassumai recenzja Timof
Rysunki w sepii traktują o codziennym życiu wolontariuszy i mieszkańców. fot. Materiały prasowe

Kassumai nie jest spójną opowieścią. To forma ilustrowanego – w bardzo ładny sposób – pamiętnika, w którym autor nieregularnie, ale emocjonalnie i szczerze opisuje swoją pracę, relacje z ludźmi, podróże po kraju w wolnym czasie, przyjaźnie zawarte z mieszkańcami kraju, czy spacery po plaży.

Campos jako pracownik dzieli się wizją daleką od tej, którą lokalni mieszkańcy i biura podróży roztaczają przed turystami. Gwinea Bissau nie jest ani piekłem biedy, w którym autor jest niczym heros walczący o ludzkie prawa, ani urokliwym tropikiem z piękną przyrodą, kokosowymi palmami i plażami czekającymi na znużonych pracą turystów.

Gwinea Bissau Camposa jest wspaniała w swojej zwyczajności. Jej mieszkańcy śmieją się i płaczą. Chodzą na dyskoteki, słuchają radia, uczą się w szkołach i przemieszczają po fatalnych drogach, różnymi mechanicznymi środkami transportu. I choć życie wolontariuszy jest tam całkiem różne od tego, które prowadzą w Europie, próżno tu szukać fajerwerków i przygód rodem z Indiany Jonesa, czy innych podróżniczych dzieł kultury.

Portugalczyk, świadomie lub nie, podejmuje decyzję, żeby nie mierzyć się z szerokim kontekstem historii oraz geopolityki. Opisuje świat w czasie teraźniejszym (czyli tak, jak wyglądała sytuacja w kraju w latach 2006-2007), unikając pogłębionej rozprawy na temat przeszłości państwa pod butem portugalskich kolonialistów, ani tworzenia zrębów państwowości po uzyskanej w wyniku długoletniej wojny niepodległości.

Z jednej strony jest to decyzja zrozumiała i godna poszanowania, a z drugiej pozostawia po lekturze lekki niedosyt. Sprawia, że Kassumai może funkcjonować raczej jako element układanki, z którego pomocą poszerzamy naszą wiedzę o państwie i regionie, niż jako samodzielny i pełnowartościowy reportaż. W kontekście czytelnika z Polski, w której tematyka zachodniej Afryki poruszana jest bardzo rzadko, może to poskutkować dezorientacją niektórych odbiorców.

Przeczytaj również:  "Zaczęliśmy rozmawiać, że reklama konwentu, w której goła laska kąpie się w wannie pełnej kostek do gry to nie jest najlepszy pomysł."  - mówi nam Kasia Babis, autorka komiksów oraz serii "Dziady polskiej fantastyki"
Kassumai recenzja timof
Autor zawarł podczas swojego pobytu wiele przyjaźni z dziećmi i dorosłymi mieszkańcami. fot. Materiały prasowe

Ostatecznie jednak Timof dostarcza nam bardzo szczery opis wspomnień, zdarzeń i refleksji na temat fascynującej kultury, który przemawia do nas nie tylko literami, ale przede wszystkim rysunkami, sporządzonymi w odcieniach brązu, które bywają nieraz realistyczne, a nieraz tak odjechane, że historia nabiera cech realizmu magicznego. I to właśnie ta formalna część winduje komiks do miana prawdziwie autorskiego dzieła, które stanowi ważny, ciekawy i piękny element układanki, który już na zawsze zakoduje nam w głowach, że Gwinea Bissau to nie jest po prostu “jeden z krajów Afryki”.

Ocena

7 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

reportaże zagraniczne w formie książki lub filmu

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.