Advertisement
GryKultura

“Mount&Blade II: Bannerlord” wreszcie jest! Wrażenia z pierwszych godzin gry

Andrzej Badek
fot. Steam

Mount&Blade pojawił się na rynku w 2008 roku jako połączenie gry akcji ze strategią. Produkcja wrzucała nas w świat rozbitej na kilka różnych frakcji krainy, w której mogliśmy robić wszystko to, co można było robić w średniowiecznych czasach. Na głównej mapie mogliśmy rekrutować i szkolić armie, odwiedzać miasta, kupować i sprzedawać towary, natomiast podczas konfrontacji zbrojnej lub wizyty w tawernie sterowaliśmy bezpośrednio naszym bohaterem.

Krwawe, taktyczne bitwy wielkich armii, oblężenia, czy możliwość poprowadzenia kariery od chłopa, kowala czy ubogiego szlachcica do marszałka i wielkiego lorda, skupiającego w swoich rękach liczne posiadłości były tym, co uczyniło grę kultową dla graczy. Zwłaszcza że, w odróżnieniu od innych produkcji, stawiała ona na realizm, nie na świat pełen magii, smoków i innych elementów fantasy. Choć toporna i dla wielu nieprzystępna, doczekała się dwóch większych kontynuacji: Ogniem i mieczem, która rozgrywała się we wschodniej Europie XVII wieku oraz Warband, która była de facto rozbudowaną o liczne elementy mechaniki oraz dodatkową frakcję podstawową wersją gry. W internecie można także znaleźć tysiące modów, które pozwalają nam przenieść rozgrywkę do tolkienowskiego Śródziemia czy nawet w uniwersum Gwiezdnych wojen.

Ten krótki wstęp powinien służyć za dostateczne wyjaśnienie, dlaczego kontynuacja gry cieszyła się tak ogromnym zainteresowaniem. Zwłaszcza jeśli dodamy do tego fakt, że prace nad tytułem zostały ogłoszone już niemal dekadę temu, a oryginalny Mount&Blade straszy dziś już nie tylko topornością, ale także grafiką, która nawet w dniu premiery nie powalała na kolana. Na usta cisną się zatem dwa pytania. Czy warto było czekać? I czy gra jest warta swojej niemałej ceny?

Gdy piszę te słowa, produkcja dostępna jest do zakupu na Steam w tak zwanym “wczesnym dostępie” w cenie 161,99 zł i oznaczeniem, że jest to oferta z 10% dyskontem. Tymczasem po kilku godzinach gry mogę powiedzieć, że… to tylko (lub aż) nowy stary Warband. Dostajemy bardzo podobną mechanikę i formę rozgrywki w lepszej fabule i z przystępniejszym interfejsem, ale brak tu jakichś większych rewolucji.

fot. Steam

Podobnie jak uprzednio, grę zaczynamy od wybrania lokalizacji startowej w jednym z sześciu królestw Calradii (akcja dzieje się na wiele lat przed wydarzeniami z pierwowzoru) oraz nakreślenia historii naszego bohatera. Do wyboru mamy kilka scenariuszy, które istotnie wpływają na nasze statystyki, a także pozwalają nam bliżej zapoznać się ze swoim awatarem. Na tym etapie można także dobrać wygląd czy wzrost postaci i (wreszcie!) nadać jej twarzy cechy, które nie sprawią, że jak najszybciej nałożymy jej na głowę hełm.

Przeczytaj również:  4 filmy o sile kobiety, które trzeba zobaczyć na #NH2020

W odróżnieniu od pierwszej części, Bannerlord oferuje nam dużo bardziej rozbudowany tutorial, a nawet główny wątek fabularny. Razem ze swoim bratem zbieramy oddział wieśniaków z pobliskich wsi, żeby zaatakować kryjówkę bandytów i poznać losy naszej rodziny. Ten wstęp pozwala zaznajomić się z podstawową mechaniką, ale już chwilę potem zostajemy rzuceni z bardzo ogólnym zadaniem i przesłaniem: rób, co chcesz. Czyli tym, co lubimy najbardziej.

Już pierwsze godziny gry dają nam wgląd w nowości. Interfejs i system rozwoju bohatera jest tym razem dużo bardziej czytelny. Mamy sześć głównych cech, takich jak inteligencja czy wytrzymałość, a każda z nich ma po trzy umiejętności, z których każda posiada osobne drzewko rozwoju. Oznacza to, że dzięki kolejnym poziomom możemy przyspieszać to, jak szybko uczymy się zdolności taktycznych lub walki jednoręcznym mieczem, a także wykupować odpowiednie bonusy, w momencie gdy osiągniemy odpowiednio wysoki poziom danej umiejętności.

Dużym ułatwieniem jest także fakt, że postaci, które mają nam do zaoferowania zadania, zostały oznaczone wykrzyknikami, a dostęp do rozmowy z nimi możemy uzyskać bezpośrednio z okna osady czy miasta. Tym samym nie musimy za każdym razem jechać konno przez całą wieś, żeby pogadać z lokalnym przywódcą. Niestety, nie oznacza to, że w ten sposób unikniemy ekranów ładowania. Podobnie jak w poprzedniej części, są one zmorą gry i trwają zdecydowanie zbyt długo. Każda bitwa, każda wizyta na wsi to co najmniej kilka sekund czekania. A przecież w Mount&Blade między perspektywą taktyczną a trzecioosobową przełączamy się bardzo często.

Gra wciąga. Po kilku godzinach zyskałem spory majątek z ochrony lokalnych wieśniaków przed bandytami, rozbudowałem swój oddział z bandy chłopów do niemalże regularnego wojska i zrekrutowałem kilku towarzyszy. Ci ostatni, jeśli mają wystarczający poziom umiejętności, są w stanie wykonywać za nas zadania poboczne. Znikają wtedy wówczas na kilka dni z naszej drużyny wraz z kilkoma żołnierzami. Trening oddziału wygląda tak jak uprzednio: poprzez walkę nasi podwładni zdobywają doświadczenie, a z czasem możemy awansować ich na wyższe stopnie. Po około trzech godzinach rozgrywki znudziło mnie najmowanie się u chłopów, zakupiłem porządny ekwipunek i uznałem, że jestem dość silny, żeby stawić czoła regularnym armiom. Tym samym zaciągnąłem się jako najemnik do jednej z okolicznych armii i stoczyłem kilka większych potyczek.

Wielkie bitwy to element, który zawsze najbardziej lubiłem w całej serii. Są realistyczne, krwawe, dają możliwość wykorzystania taktycznych umiejętności. Walcząc w zespole z innymi armiami zmienia się jednak struktura dowodzenia. Nie dowodzimy już swoimi oddziałami, ale ich konkretnym rodzajem. Przykładowo, mnie, jako niedoświadczonemu przywódcy, pozwolono zarządzać jedynie łucznikami oraz swoją własną postacią, która jednak, jako człon kawalerii, dostawała rozkazy bezpośredniego działania od innego lorda. Z pewnością stwarza to potencjał do różnych kombinacji taktycznych i urozmaica grę.

Przeczytaj również:  „Patrick” - Uczucia obnażone [RECENZJA]
fot. Steam

Nie byłoby uczciwie ocenić Bannerlorda w tej chwili. Choć sam nie miałem problemu ze stabilnością, fora internetowe huczą od doniesień, że gra potrafi się wyłączać czy nawet kasować zapisy gry. Ekrany logowania, które na moim komputerze były tylko irytujące, u niektórych trwają tak długo, że odbierają całą przyjemność z rozgrywki. Do tego dochodzą liczne bugi i problemy z fizyką świata. Dość wspomnieć o barmance, która zaraz po rozmowie ze mną wsadziła całą swoją rękę w kamienną ścianę.

Największa zaleta gry, czyli nieliniowość i długa, wielogodzinna rozgrywka; cechy, przez które w Calradii spędziłem dziesiątki godzin, to również największa wada utworu. Piszę ten tekst już teraz nie dlatego, że gonią mnie terminy, ale dlatego że nie wiem, czy starczy mi ciekawości i determinacji, żeby zagłębiać się daleko dalej w grę. Z prostego powodu: robiłem to już kilkukrotnie. Kilkukrotnie zbierałem armię i stawałem się potężnym lordem, czasem nawet królem. Być może kolejne godziny Bannerlorda odkryją przede mną mechaniki, które przez tych kilka godzin pozostawały schowane, ale na ten moment czuję się, jakbym grał raczej w zremasterowaną wersję pierwszej części niż w pełnoprawną kontynuację.

Nowy Mount&Blade powstał o kilka lat za późno. Ma dużego pecha powstać niedługo po Kingdom Come: Deliverance, czyli grze, która także rozgrywa się w realistycznym średniowieczu i także wrzuca nas w buty bohatera, który początkowo nie znaczy zupełnie nic. I choć Kingdom Come nie ma elementów strategii, na gruncie rozwoju postaci, walki i w zasadzie wszystkich elementów poza strategią właśnie, przebija Bannerlorda. Jest ładniejszy, ma wciągającą fabułę i wiele rozbudowanych mechanik, których najnowszej produkcji TaleWorlds Entertainment zwyczajnie brakuje.

I choć ta finałowa konstatacja może wydawać się smutna, mimo wszystko polecam tę grę i sam chętnie sprawdzę, jak szybko w górę światowej hierarchii może wspiąć się moja postać. Wszyscy fani, którzy od lat czekali, nie potrzebują żadnej namowy, a ci, którzy nigdy z serią nie mieli doświadczenia albo zostali odstraszeni przez wygląd pierwszej części, powinni bez wahania sięgnąć po kontynuację. Tylko może lepiej zaczekać na jakąś promocję?

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.