Alex Holmes, reżyser “Maiden”: “Moja córka też będzie musiała mierzyć się z uprzedzeniami” [WYWIAD]

Andrzej Badek: Na początku chciałbym tylko powiedzieć, że Maiden to fantastyczny film. Jestem wielkim fanem i chciałbym ci bardzo za niego podziękować. Przejdźmy zatem do pierwszego pytania. Kiedy po raz pierwszy usłyszałeś o historii Tracy Edwards i jachcie Maiden? Jak to się stało?

Alex Holmes: Właściwie wydarzyło się to, gdy po raz pierwszy spotkałem Tracy. Moja jedenastoletnia córka kończyła wtedy podstawówkę. Miała właśnie przenieść się do nowej, większej szkoły. Poszedłem na coś, co się nazywa celebration evening. Zrobiłem to z ciężkim sercem. Rozumiesz, mam troje dzieci, to była już trzecia taka uroczystość i wiedziałem, czego się spodziewać – masy aplauzów, rozdania dyplomów i nie za dobrych występów wokalnych. Na szczęście dla mnie, tamtego roku szkoła coś pomieszała i zaprosili specjalnego gościa, żeby opowiedział o sobie dzieciom. Tym gościem była Tracy. Gdy tylko zaczęła przedstawiać swoją historię zobaczyłem, widać było to zaciekawienie chłopców i fascynację dziewczyn. Zresztą podobnie reagowali dorośli. Już wtedy wiedziałem, że właśnie słucham wspaniałej historii, opowiadanej przez niezwykłą postać. Im głębiej wnikała w historię, tym bardziej czułem, że to znakomity materiał na film. Kiedy skończyła mówić, pomyślałem, że ktoś musiał już nakręcić taki film. To był po prostu za dobry materiał. 

Zobacz też: “Maiden” – Na przekór prawom ludzkim i boskim [RECENZJA]

Podszedłem do niej po wszystkim i o to zapytałem. Ona zaprzeczyła, choć często myślała o tym, kiedy ktoś wpadnie na taki pomysł. Zaproponowałem, że możemy się spotkać i o tym porozmawiać, ponieważ bardzo chciałbym spróbować i przenieść tę opowieść na ekrany kin. W tamtym momencie myślałem o filmie narracyjnym, dramatycznym, gdyż większość wydarzeń miała miejsce na morzu. Z dala od lądu, w czasach przed małymi cyfrowymi kamerkami. Ani przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, że istnieją jakiekolwiek materiały filmowe z tego rejsu. Dopiero parę dni później, kiedy spotkałem się z Tracy, powiedziała mi, że przez cały czas na pokładzie znajdowały się kamery. I to właśnie stworzyło sposobność opowiedzenia tej historii w formie dokumentu, z czego bardzo się ucieszyłem. Filmy dokumentalne to moja pierwsza miłość, dlatego byłem tak zadowolony, że stało się to możliwe do zrealizowania.

Słyszałem o tym. Dwie kamery na statku. Wiem też, że użyłeś wielu dawniejszych wywiadów telewizyjnych i bardziej współczesnych materiałów. Musiały to być setki godzin nagrań. Na pewno trzeba było wiele z nich wyciąć podczas montażu. Zatem co było waszym priorytetem? Które materiały były dla was najważniejsze?

Pierwszym wyzwaniem było ich odnalezienie. Choć nagrań było dużo, zostały porozrzucane po wszystkich częściach świata. Dosłownie, ponieważ z końcem każdego etapu podróży załoga przekazywała taśmy lokalnym agencjom informacyjnym. Te z kolei poszatkowały nagrania i przekazały je światowym mediom, które relacjonowały rejs. Później nikogo za bardzo nie obchodziło, co stało się z oryginalnymi taśmami. Musieliśmy zatem przeprowadzić swego rodzaju detektywistyczne dochodzenie i prześledzić wstecz materiały, które ukazały się w różnych audycjach, aby sprawdzić, czy da się dotrzeć do ich pierwotnej formy. Czasami mieliśmy szczęście, a czasami nam go zabrakło. Efektem tego okazała się istna mozaika materiałów. Ale masz rację. Zebrawszy wszystko w kolejności chronologicznej, spróbowaliśmy zmontować historię tak, jak chcieliśmy ją opowiedzieć. Pierwsza wersja filmu miała 5 godzin. 

Od tego momentu nasza praca polegała wyłącznie na skracaniu i udoskonalaniu tego, co udało nam się stworzyć. Muszę przyznać, że miałem bardzo dużo szczęścia, ponieważ montażystka Maiden Katie Bryer, jest bardzo utalentowaną osobą. Widziałem jeden z jej poprzednich projektów, film Virunga, który złożony był, podobnie jak Maiden, z materiałów zebranych na przestrzeni wielu lat. Byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak sprawnie udało jej się skleić z tego wspaniałą opowieść. Wiedziałem, że wybrałem odpowiednią osobę do pracy z moim filmem. Dzięki jej umiejętnościom udało nam się wydobyć prawdziwą esencję z tych pięciu godzin pierwowzoru. Zrobić z tych wszystkich materiałów film o osobie, dla której nie ma takiej odpowiedzi jak “nie”, która się nie poddaje i nie przerywa swojej pogoni za marzeniami nawet, gdy napotyka po drodze przeszkody – także te związane z jej życiem prywatnym. Wszystko w towarzystwie załogi, która okazała się ogromnym wsparciem i w pewien sposób stała się jej rodziną. Dzięki temu udało jej się pokonać wszelkie niedogodności i osiągnąć coś naprawdę nadzwyczajnego. To była historia, którą opowiedziała mi Tracy podczas naszego pierwszego spotkania. Mówiła o niej w szkole mojej córki. Stała się historią, którą chciałem opowiedzieć w swoim filmie.

Zobacz też: W którą stronę zmierza serialowy feminizm? [FELIETON]

Skoro już jesteśmy przy temacie montażu, to chciałbym cię zapytać o kilka decyzji związanych z tym procesem. Chodzi mi między innymi o połączenie w jedno czwartego i piątego etapu wyścigu. Tym samym o pominięcie na przykład drugiej wizyty w Punta del Este. Dlaczego podjęliście taką decyzję? Czy chodziło o to, żeby bardziej udramatyzować tę historię?

Montaż to przede wszystkim proces selekcji. Nie możesz pokazać widzom każdej minuty materiału, do którego udało ci się dotrzeć. Na nas spoczywa odpowiedzialność podejmowania takich decyzji, a one z kolei zależą od tego, jaką historię opowiadamy. Dopasowujemy do siebie wydarzenia, które miały faktyczny wpływ na podróż przedstawianych bohaterów. Mam na myśli podróż nie tylko w sensie fizycznym, ale także emocjonalnym. Bardzo nam to odpowiadało, biorąc pod uwagę fakt, że musieliśmy przekształcić pięć godzin materiału w film trwający około stu minut. Jeżeli chodzi o ten postój, na który zwróciłeś uwagę, to podczas tamtego pobytu w Urugwaju nie wydarzyło się nic naprawdę istotnego dla rozwoju historii przedstawionej w filmie. Postanowiliśmy więc się na tym nie skupiać i od razu przejść do bardziej istotnych kwestii. Zrezygnowaliśmy z pewnych zbędnych aspektów, które odwracałyby uwagę od zdarzeń faktycznie kluczowych dla fabuły filmu. 

Rozumiem. Zatem moje kolejne pytanie dotyczy muzyki użytej w filmie. Uważam, że jest ona naprawdę doskonała. Świetnie buduje napięcie i naturalnie sprawia, że widz kibicuje żeglarkom z Maiden. Czy to ty byłeś odpowiedzialny za jej dobór? A może była ona już częścią materiałów telewizyjnych, do których dotarłeś?

Nie, ścieżka dźwiękowa w większości została skomponowana specjalnie na potrzeby filmu. Część archiwalnych materiałów zawierała muzykę. Ze znacznej jej części musieliśmy zrezygnować, ponieważ nie mogliśmy pozwolić sobie na wykupienie praw do jej wykorzystania. Lwią część tego, co słychać w filmie, stworzył genialny kompozytor Samuel Sim, z którym współpracowałem przy okazji kilku innych projektów. Lubię z nim pracować, ponieważ mamy bardzo podobną wrażliwość. Uważam, że doskonale rozumie, co chcę przekazać w danym filmie. Jego muzyka zawsze pasuje do kreowanej przeze mnie opowieści i dodatkowo ją wzbogaca. Dlatego cieszę się, że udało nam się połączyć siły także przy okazji pracy nad Maiden.

Dobrze, to wspaniale. Opowiedz mi teraz proszę o głównej bohaterce filmu – Tracy Edwards. Jak bardzo popularna jest ona w Wielkiej Brytanii? Wiem, że ty sam nie słyszałeś o niej wcześniej, ale jak sytuacja wygląda w przypadku innych ludzi, w tym żeglarzy? 

Wydaje mi się, że jest bardzo znana w środowiskach związanych z żeglarstwem, ale ten świat jest bardzo hermetyczny, niszowy. Dlatego nie powiedziałbym, że jest ona celebrytką czy kimś tego rodzaju. Na pewno ludzie o wiele bardziej kojarzyli ją, rozpoznawali na ulicy tuż po tym, jak ukończyła wyścig. To było jednak bardzo dawno temu, więc z biegiem czasu pamięć o niej nieco się zatarła. Nie zmienia to jednak faktu, że Tracy nadal jest niesamowitą postacią. Tak samo silną i ambitną osobą jaką była trzydzieści lat temu. Może jest teraz nieco delikatniejsza w niektórych kwestiach, ale wciąż ma w sobie ten sam ogień, który miała wtedy.

Odnoszę wrażenie, że to bardzo silna i jednocześnie miła kobieta.

To prawda.

Zobacz też: Sebastian Fabijański: “Jestem właśnie w trakcie pracy nad swoją rzeczą hip-hopową. Nie jest to film” [WYWIAD]

A co z resztą żeglarek? Czy udało ci się je wszystkie odnaleźć? Czy wszystkie one chciały brać udział przy tworzeniu tego filmu?

Byłem pod dużym wrażeniem ich dobroduszności. Pozwoliły mi opowiedzieć swoją historię, która nie dotyczyła wyłącznie Tracy, ale wpłynęła na dalsze życie każdej z nich. Poświęciły mi także masę swojego czasu. Nie mieliśmy wystarczająco dużo pieniędzy na to, aby latać po świecie i spotykać się z nimi pojedynczo. Poprosiliśmy je o przybycie do Londynu i porozmawianie z nami na miejscu, aby ograniczyć koszty. Wszystkie kobiety bardzo chciały to zrobić, ale niektóre nie miały ku temu możliwości. Brały wtedy udział w innych wyprawach żeglarskich i nie mogły z nich wrócić, żeby pomóc podczas kręcenia zdjęć do filmu.

Nie udało nam się porozmawiać tylko z dwiema członkiniami załogi Maiden. Myślę jednak, że cała grupa dyskutowała między sobą jeszcze przed wywiadami, próbując dojść do wniosku, czy powinny zaangażować się w ten projekt. Później dopiero zrozumiałem, dlaczego tak było. Na szczęście wspólnie stwierdziły, że to dobry pomysł, a taki film może rzucić ciekawe światło na tę wyprawę sprzed lat. Dopiero po czasie przyznały mi się do swoich wcześniejszych rozważań. Udało mi się dowiedzieć, że zastanawiały się także nad tym, jak szczere powinny być podczas wywiadu. Myślały o tym, czy podzielić się ze mną całą prawdą, czy też podać jakąś ugrzecznioną wersję swoich doświadczeń.

Ostatecznie (myślę, że duża w tym zasługa Tracy) zdecydowały się na stuprocentową szczerość zarówno w kwestii dobrych, jak i tych cięższych przeżyć. Tracy uważa, że nie można przedstawiać tego ludziom w taki sposób, aby myśleli, że dobro przytrafia się tylko tym, którym wszystko w życiu przychodzi z łatwością. Chciała przekazać, że nawet jeżeli ktoś ma problemy, walczy z innymi, a także z samym sobą, upada, to wcale nie oznacza, że nie może ciągle przeć naprzód i osiągać wielkich celów. Ludzie często zniechęcają się nawet po małych rozczarowaniach, podczas gdy powinni skupiać się na tym, co chcą osiągnąć. 

Uważam również, że takie podejście czyni bohaterów filmu bardziej ludzkimi. Nie pozują oni na superbohaterów rodem z Marvela, czy innych im podobnych.

Dokładnie. One wszystkie mają i wady, ale także naprawdę wiele silnych stron. To właśnie sprawia, że są prawdziwymi ludźmi.

W jednym z wywiadów wspomniałeś, że ukończenie Maiden zajęło ci cztery lata, a w trakcie swojej pracy spotykałeś ludzi, których ciężko było przekonać do tego, że będzie to dobry film. Kim były te osoby i dlaczego, Twoim zdaniem, tak ciężko było im uwierzyć w powodzenie tego projektu?

Nie będę oczywiście podawał tutaj żadnych nazwisk, ale mogę powiedzieć, że byli to ludzie, do których zwracałem się z prośbą o sfinansowanie mojego filmu. W sumie jestem w stanie zrozumieć ich obawy. Fabuła dotyczy transoceanicznego żeglarstwa, a nie jest to coś szczególnie popularnego. Rozumiesz, to nie ma od razu ogromnego potencjału. Nie wiesz, jak wiele osób będzie chciało pójść na to do kina. Ponadto cała historia wydarzyła się dość dawno temu i żadna z jej bohaterek nie jest obecnie kimś powszechnie rozpoznawalnym. To nie jest dokument o Amy Winehouse czy Diego Maradonie. W filmie nie ma żadnego celebryty.

Ale wciąż wierzyłem w tę historię. Czułem, że jest ona ważna, ponieważ wracając do tego wieczoru, gdy pierwszy raz opowiadała ją Tracy, zdałem sobie sprawę, że w przyszłości moja jedenastoletnia córka będzie musiała zmierzyć się dokładnie z tymi samymi przeszkodami. Wydaje się nam, że wiele spraw poszło naprzód, jeśli chodzi o równość, sprawiedliwość, także analogiczne możliwości dla kobiet i mężczyzn. Niestety tylko prowizorycznie. Pomimo tych zmian dobrze wiem, że moja córka musiałaby się zmierzyć z tymi samymi uprzedzeniami i wyzwaniami. Dlatego wewnętrznie czułem, że warto opowiedzieć historię Tracy. Chociażby dlatego, żeby przypomnieć ludziom o wciąż aktualnej walce, którą toczą kobiety. Jeśli moglibyśmy pozbyć się szowinizmu, świat byłby lepszym miejscem dla każdego. Przede wszystkim to hasło wcale nie było popularne pięć lat temu, kiedy zbieraliśmy pieniądze i zaczynaliśmy pracę nad filmem. Oczywiście od tego czasu wiele kwestii uległo zmianie w dyskursie publicznym. W międzyczasie pojawił się ruch #metoo i Time’s Up. Kobiety zaczęły ponownie odnajdywać swój głos i protestować wobec niesprawiedliwego traktowania oraz nierównych szans. W pewnym sensie mamy szczęście, że ten film nie powstał wcześniej, gdyż to właśnie teraz znalazł on odpowiednią widownię, która jest gotowa usłyszeć tę historię, a przede wszystkim na nią zareagować.

Zobacz też: Dziewięć żyć kotów na ekranie [ZESTAWIENIE]

Jak wyglądała zatem recepcja filmu w Zjednoczonym Królestwie?

Cóż, Maiden zostało przyjęte bardzo dobrze – zarówno przez krytyków, jak i, co dla mnie najważniejsze, publiczność. Lubię tworzyć produkcje kinowe, ponieważ uważam, że jest coś szczególnego, zwłaszcza przy dokumentach, we wspólnym przeżywaniu emocjonalnych podróży takich jak ta. Było mi bardzo miło oglądać ten film z perspektywy widowni, zanurzyć się w tę opowieść, poczuć ten entuzjazm, gdy Megan dopływa do ostatniego odcinka swojej podróży. Odczułem, że widzowie nieco bardziej uwierzyli we własne marzenia i możliwość ich spełnienia. Zatem odbiór był bardzo dobry. Teraz mam tylko nadzieję, że coraz więcej osób będzie w stanie go zobaczyć, bo pokładam wiarę w tym, że ta historia może mieć pozytywny wpływ na ludzkie życia.

Też mam taką nadzieję. W Polsce premiera filmu odbyła się w ten piątek. Byłem uczestnikiem jednego z pokazów przedpremierowych i publiczność była zachwycona. Zdradź mi, czy spotkałeś się z jakimkolwiek negatywnym odbiorem?

Autorem jedynej negatywnej opinii była osoba, która powiedziała, że w filmie mogłoby być więcej żeglarstwa. Traktuję to jako komplement. Jeżeli to jedyne, czego brakuje w filmie, to wykonaliśmy solidną robotę. Niektórzy zastanawiają się nad tym, czy nie mogliśmy zawrzeć więcej szczegółów. Uważam, że zawsze zostawia się publiczność z apetytem na więcej. Inni za to pytali, co stało się z załogą po zakończeniu rejsu. Rozważaliśmy dodanie na koniec filmu pewnej informacji, dotyczącej późniejszych losów ekipy, ponieważ życiorysy wielu z nich obfitują w interesujące fakty. Oczywiście na statku było dwanaście osób, więc to zajęłoby szmat czasu. Poza tym potrzebowaliśmy tematów do Q&A po filmie. Na tym naprawdę kończą się krytyczne głosy.

To wspaniale. Powiedz mi jeszcze, czy ten film zmienił coś osobiście w Twoim życiu?

Myślę, że zmienił, ponieważ, jak wspomniałem, byłem autentycznie zaskoczony, gdy zdałem sobie sprawę, że moja córka będzie przeciwstawiać się takim problemom jak te, które spotkały Tracy w 1989 roku. Mam syna i dwie córki. Nigdy nie czułem potrzeby, by zachęcać mojego syna do bycia ambitnym, do poszerzania horyzontów, do mierzenia wysoko. Nie zapewniałem go, że swoje cele osiągnie z łatwością, ale też nie czułem, że muszę go przekonywać do podejmowania prób. Z kolei moje córki musiałem motywować, aby się nie poddawały, nie pozwalały sobie wyznaczać limitów i podcinać skrzydeł. Dzięki tej historii zdałem sobie sprawę, co je tłamsi i ogranicza. To był szok. Już w pierwszej chwili, gdy usłyszałem tę historię, wiedziałem, że wywrze duży wpływ na moje życie.

Duży wpływ miała na to także sama Tracy Edwards, ponieważ jest ona bardzo inspirującą osobą. Można powiedzieć, że miałem ją w sercu przez cały czas kręcenia filmu i to naprawdę wiele dla mnie znaczyło. Potrafi uczyć innych samym podejściem do życia i sposobem na radzenie sobie z przeciwnościami. Poza tym, sam rozumiesz, tworzenie filmów jest czasami ciężkie. Pojawiają się sprzeczki, konflikty, kłótnie. Kreatywne relacje potrafią być skomplikowane i pogmatwane. Tego typu kwestie nie dotyczą jednak Maiden. Proces jego powstawania był uciechą od początku do końca. Czystą przyjemnością była praca z całą ekipą – z producentką Victorią Gregory, z Katie Bryer, fantastyczną montażystką, która stała się moją bliską przyjaciółką, z producentem Samem Brayshaw, wspaniałym od pierwszej do ostatniej chwili. Te relacje przypominają mi, dlaczego tworzenie filmów to taka cudowna branża i jakie mam szczęście, że w niej pracuję.

Zobacz też: Przewodnik po Octopus Film Festival

Jest jedna kwestia w filmie, która zarówno dla mnie, jak i dla wielu osób z widowni, wydaje się być dosyć zaskakująca. Chodzi o obecność na ekranie postaci króla Jordanii. Zadziwiające, że w tej historii znajduje się ktoś z Bliskiego Wschodu i jest to osoba, która pomaga Europejkom w spełnieniu ich marzeń.

Absolutnie. Wbrew wszelkim oczekiwaniom, bliskowschodni monarcha robi coś takiego, wspiera kobiety w czymś ewidentnie dotyczącym ciągle trwającego procesu upodmiotowienia płci żeńskiej. W dodatku jest sympatyczną i uprzejmą osobą, która ma pozytywną filozofię życia. To wszystko z pewnością jest dla wielu niespodzianką. Król Hussein, niestety zmarły przed laty, był naprawdę niezwykłym przywódcą, przykładem dla świata, człowiekiem szukającym ludzi, w których mógłby uwierzyć. Taką myślą przewodnią kierował się w życiu. Starał się zachęcać do podążania za swoimi marzeniami każdą osobę, którą napotkał na swojej drodze. Wierzył, że wszystko jest możliwe. Myślę, że to też dało Tracy tę pewność siebie, wiarę we własne cele i wolę, by je osiągać. Król Hussein nie powiedział jej tego jednak tak po prostu i nie pozostawił samej sobie. Nieustannie ją wspierał, pozostawał z nią w ciągłym kontakcie. Kultywował ich relację, by móc wspierać Tracy w trudnych chwilach. Tak zwyczajnie było. Gdyby nie ta interwencja, Tracy nigdy nie zyskałaby takiego samozaparcia i chęci do nieprzerwanego działania. Dzięki temu w praktyczny sposób mogła udowodnić, że kobieta też potrafi osiągać wielkie cele. Naprawdę mamy za co być mu wdzięczni.

A nie miałeś pewnych wątpliwości względem postaci króla Husseina? Nie bałeś się, że jej obecność przekształci nieco przesłanie dotyczące siły kobiet i w ostatecznym rozrachunku wyjdzie na to, że potrzebują one pomocy mężczyzn?

Nie, nie. Film przedstawia prawdę o tym, że wszyscy jesteśmy lepsi, gdy działamy razem. Wydaje mi się, że Tracy nie chciała oszukiwać. Musiała zebrać żeńską załogę i wziąć udział w żeglarskim wyścigu dookoła świata, aby pokazać, że kobiety są do tego zdolne. Jednak jej celem nie było zainaugurowanie osobnych rejsów dla samych kobiet. Faktycznie, w skład Maiden 2, czyli łodzi przeznaczonej do kolejnej wyprawy, weszło po równo sześć kobiet i sześciu mężczyzn, co zdarzyło się po raz pierwszy w historii.

Na tym właśnie jej zależało – chciała wyrównać szanse po obu stronach. Nie chciała wykluczać mężczyzn, ale uwzględnić ich udział w sukcesie kobiet. Nie dziwi mnie więc, że zwróciła się o pomoc do króla Jordanii. Wszyscy prędzej czy później potrzebujemy pomocy. Myślę że to, co mówi Tracy, mobilizuje do otwarcia się na nowy dialog w kontekście praw kobiet. W 1989 roku tego typu rozmowy toczyły się głównie między samymi kobietami. Mówiły: Dlaczego nam tego nie wolno? Kto nam tego zabrania i po co to robi? Dzisiaj do tej konwersacji dołączają się również mężczyźni.  Dzięki temu, że teraz każda ze stron w niej uczestniczy, istnieje większa szansa na przetrwanie wspólnie ustalonych zmian. To bardzo pozytywna sytuacja. 

Zobacz też: “Mowa ptaków” – Dlaczego wszystko musi się rymować? [RECENZJA]

Uważasz, że pomimo dużej popularności skrajnie prawicowych i konserwatywnych ruchów (zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych), dialog w sprawie równouprawnienia kobiet zmierza w dobrą stronę?

Myślę, że czeka nas jeszcze bardzo długa droga, ale wszystko zmierza w dobrą stronę. Obecny wzrost aktywności skrajnej prawicy to efekt ich strachu o to, że przegrają tę bitwę. Moralność i sprawiedliwość są po stronie ludzi, którzy pragną równości, którzy są bardziej otwarci i nie kierują się uprzedzeniami. Widzę, że ludzie, którzy wierzą w te wartości, z każdym dniem są coraz silniejsi i jest ich coraz więcej. 

Twoje podejście jest bardzo optymistyczne. Mam nadzieję, że masz rację, a unikatowe filmy takie jak Maiden będą kluczowe w osiągnięciu tego celu. Bardzo dziękuję Ci za rozmowę i poświęcony czas.

Również dziękuję za poświęcony czas. Do widzenia i być może do zobaczenia.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.