FelietonyPublicystyka

Wschodnia Europa przegapiła dużo więcej niż “tylko” edukację seksualną

Andrzej Badek
Niefortunny numerek lub szalone porno
fot. Kadr z filmu "Niefortunny numerek lub szalone porno"

Kiedy dziś myślimy o ruchu hipisowskim przełomu lat 60. i 70., w naszej głowie jawią się wspomnienia młodych rockmenów, Woodstocku, długich włosów, narkotyków oraz wolności seksualnej. Popkultura wykorzystała ten interesujący setting, żeby stworzyć dzieła filmowe, książkowe, muzyczne i teatralne. W tej nostalgiczno-szalonej wizji przeszłości, która nam – wychowanym przez pokolenia dorastające za żelazną kurtyną – rysuje się wręcz nierealistycznie, łatwo zapomnieć, że w całym ruchu chodziło o wiele więcej niż miłość, pokój i muzykę.

Zarówno Europa, jak i Stany Zjednoczone zmagały się po II Wojnie Światowej z wyczerpaniem wartości. Straumatyzowane wojną pokolenia uczyły się powoli żyć w nowej rzeczywistości, w której początkowy entuzjazm czasów pokoju został stopniowo przyćmiony przez wizję potencjalnego konfliktu z ZSRR. Potrzeba było czasu, żeby wypracować metody zrozumienia, w jaki sposób w Europie dopuszczono się tak strasznego procederu jakim był Holokaust, zadawano sobie pytania, jak stworzyć można nową filozofię, etykę, naukę i prawo, skoro te dotychczasowe zawiodły.

I kiedy wreszcie świat szeroko pojętego “zachodu” otrząsnął się z marazmu i odbudował swoje siły, dyskusja na te tematy wybuchła na niespotykaną skalę. Wybuchła – bo jakże by inaczej – wśród młodych ludzi, w rytmie buntowniczego rocka, w sprzeciwie wobec wojny, państwu, religiom i innym przymiotom starego porządku.

Hair
Kadr z filmu „Hair” Miloša Formana. Musical przedstawia kontrkulturę hipisowską w zestawieniu z problemami amerykańskiej młodzieży – rewolucją obyczajową, czy protestami przeciwko wojnie w Wietnamie.

Wbrew temu, czego można się by było obawiać, nie była to – w odróżnieniu od rewolucji robotniczych pięćdziesiąt lat wcześniej – rewolucja przemocy. Wyrosły na jej ramionach ruchy postmodernistyczne, które nie zrywały z dyskursem modernistycznym, ale wchodziły z nim w zażartą krytykę.

To właśnie w ogniu debat toczonych przez studentów, prawników, filozofów, lekarzy, artystów i wielu innych grup zostały ukute współczesne prawa człowieka, zredefiniowany został humanizm, nauczono rozmawiać się o seksualności w sposób otwarty, zmieniono optykę spojrzenia na więziennictwo, lecznictwo zamknięte, choroby psychiczne oraz – szerzej – sam sposób interpretowania prawa i porządku społecznego.

W tym samym czasie, na drugą stronę Europy docierały jedynie echa tych debat. Echa na tyle silne, że pobudzały zainteresowanie kolorowym „zachodem”; tak innym od szarej rzeczywistości PRL-u. A jednak, choć niektóre odłamy lewicowców i hipisów sympatyzowały ze Związkiem Radzieckim, komunistyczno-totalitarna retoryka ówczesnej Rosji daleka była od tez głoszony przez Foucaulta czy Chomsky’ego.

Przeczytaj również:  Ludzie o miedzianym czole. Recenzujemy „Żeby nie było śladów” Jana P. Matuszyńskiego

Pokłosie tego braku poważnej dyskusji obserwujemy do dziś. Nie tylko w Polsce, co doskonale obrazuje tegoroczny zwycięzca Berlinale: Niefortunny numerek lub szalone porno. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, to nie pornograficzne otwarcie ma tutaj największą siłę rażenia, ale kolejne rozdziały filmu, które obrazują, jak tabuizacja tematu seksualności doprowadza do stworzenia sztucznego zaworu ukrywającego kłębiące się pod wysokim ciśnieniem przemyślenia, pytania i wątpliwości.

Kiedy do sieci wycieka filmik, na którym nauczycielka uprawia seks z własnym mężem, rodzice i grono pedagogiczne mimowolnie stają się stronami w karykaturalnym pseudoprocesie, gdzie nikt nie potrafi nawet ustalić reguł. Bo przecież nikt ich nie zna.

Bliski kontakt z taśmą zawierającą scenę seksu wyważa nigdy nieotwarte drzwi rumuńskich dorosłych, którzy – podobnie jak ich dzieci oraz inni obywatele postzimnowojennej Europy – nigdy nie rozmawiali w sposób dojrzały o tej powszechnej i oczywistej sferze życia.

Niefortunny numerek lub szalone porno
fot. Kadr z filmu “Niefortunny numerek lub szalone porno”

Pośród elegancko ubranych ludzi, posyłających swoje dzieci do topowej szkoły, język formalny miesza się z wulgarnością. Doświadczenia życia prywatnego, przygód młodości i oglądanej w ukryciu pornografii zderzają się ze światopoglądami innych. Wszystkim brakuje pewności siebie, wiedzy i doświadczenia, żeby chociażby opisać to, co oburzyło ich w zaistniałej sytuacji. Fakt, że nauczycielka uprawia seks z mężem? To, że przebiera się i używa gadżetów w ramach gry wstępnej? To, że uprawiają oni seks oralny? Wyciek filmu do internetu? Potencjalna demoralizacja młodzieży? A może upadek autorytetu nauczycielskiego?

Skąd mogą to wiedzieć, skoro nigdy sami nie zadali sobie pytania, gdzie i dlaczego leżą ich granice intymności? Skoro ich wiedza to pochodna: religijnych kazań, zawoalowanych metafor dyktowanych przez nieprzygotowanych rodziców, popkultury, pornografii i sprośnych, urywkowych rozmów prowadzonych w gronie znajomych przy alkoholu.

W jeszcze większy popłoch wpadną rodzice, gdy podświadomie zdadzą sobie sprawę, że nie umieją nawet zdefiniować samej roli szkoły, treści materiału, który ma być w niej nauczany, roli historii w życiu człowieka współczesnego i wielu innych aspektów, które wypłyną na powierzchnię podczas zebrania.

Trudno jest mi sobie wyobrazić, że taka debata przebiegłaby inaczej w warunkach polskiego liceum; nawet takiego w Warszawie lub innym dużym mieście. Może na miejsce Eminescu przywołany zostałby Mickiewicz, a zamiast Ceausescu rzuconoby nazwiskiem Jaruzelskiego, ale cała reszta potoczyłaby się identycznym torem.

Przeczytaj również:  Pamięć widmowa. Podsumowujemy 46. FPFF w Gdyni

Przecież i u nas dziś dostrzegamy, jak bardzo nieuzbrojeni jesteśmy jako społeczeństwo do rozmawiania na podstawowe tematy naszego życia. Liberałowie i lewicowcy protestują przeciwko kolejnym decyzjom ministra Czarnka w zakresie zmian programu nauczania, ale ilu z nich umiałoby wskazać, w jakim kierunku powinna pójść szkoła? Kolejne rozwiązania proponowane tak w samym filmie, jak i w naszej lokalnej debacie publicznej sprowadzają się zazwyczaj do prostych solucji, żeby zwiększyć liczbę godzin historii, wycofać religię ze szkół, wprowadzić edukację seksualną. Lub odwrotnie.

Niefortunny numerek lub szalone porno
fot. Kadr z filmu “Niefortunny numerek lub szalone porno”

Wyjątkowość, a zarazem tragizm, filmu Radu Jude polega na tym, że w jego utworze dochodzi do zażartej debaty różnych ludzi; w większości w sile wieku i z klasy średniej lub średnio-wyższej, którzy rzadko otrzymują jakąkolwiek platformę do takiej rozmowy. Dopiero szokujące zdarzenie staje się przyczyną, żeby dorośli ludzie usiedli do dyskusji na temat fundamentalnych aspektów życia. Oczywistym jest, że w ciągu kilkudziesięciu minut nie rozwiążą kwestii, które frapują nas od setek lat, że daleko będzie im chociażby do zgody, a poszczególne strony niekoniecznie zmienią pierwotne zdanie.

A jednak to brakiem obecności tej przestrzeni, którą stworzył przez kilkoma dekadami ruch hipisowski, różnimy się do dziś my – Polacy, Rumuni i inne narody “wschodu” – od Niemców, Francuzów i Amerykanów. Zgłosiliśmy akces do świata, w którym publiczna debata na niektóre tematy zdążyła wybuchnąć płomieniem i wygasnąć, a my rzuciliśmy się w wir rzeczywistości postradzieckiej przebudowy i ustalania jednobiegunowego świata kapitalizmu, niczym zdolni uczniowie, którzy nie nadrobili zaległości z semestru nieobecności.

Kto wie? Może w świecie postępującej digitalizacji potrzeba nam więcej afer i skandali; sekstaśm naszych nauczycielek, znajomych z pracy, dyrektorów i polityków. Okazji, które pchną nas ku temu, żeby zadać sobie pytanie, dlaczego naga pierś jest akceptowalna na plaży nudystów, a budzi zgorszenie na prywatnym filmiku. Wtedy możemy odkryć ze zdumieniem, że wiele zasad, które przejęliśmy aksjomatycznie może zostać zakwestionowanych, odpowiedzi wcale nie są takie proste, a granice między niefortunnym numerkiem a szalonym porno dużo trudniejsze do ustalenia niż dyktuje nam to intuicja.

Niefortunny numerek lub szalone porno obejrzycie w kinach już od 24 września!

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.