“Niedobrani” – Współczesny przepis na feel good movie [RECENZJA]

Istnieje cały szereg przyczyn tego, że Hollywood nazywane jest Fabryką Snów. Od tej najprostszej, że od lat stanowi Mekkę dla filmowców całego świata, otwierając drogę do sławy i wielkich pieniędzy, po te bardziej subtelne, kształtujące sposoby percepcji otaczającego nas świata. Za jeden z największych sukcesów amerykańskiej sztuki filmowej uważam sprzedawanie ludziom prostych historii, z bohaterami, w których odnajdujemy samych siebie oraz światem, w którym dobro zawsze zwycięża, a Stany Zjednoczone okazują się być krajem prawych ludzi, którzy jedynie czasem błądzą. Na tych założeniach opierają się przeróżne filmy świąteczne, na tym oparty został scenariusz Green Book, tegorocznego zwycięzcy Oscara za najlepszy film i na tym samym schemacie opierają się Niedobrani – najnowsza komedia Jonathana Levine’a.

Jego – Freda Flarsky’ego (Seth Rogen), fajtłapowatego dziennikarza przy kości, poznajemy gdy stara się rozpracować lokalną organizację neonazistowską. W dość zabawnym otwarciu bohater musi pozwolić wytatuować sobie pół swastyki na ramieniu, a następnie ucieka, wykonując skok przez okno. Z Nią – Charlotte Field (Charlize Theron), Sekretarz Stanu, zapoznajmy się chwilę później; śledząc jej pełen spotkań, ściśle zaplanowany dzień w sercu waszyngtońskiej polityki. Los dwójki bohaterów, znajomych z dzieciństwa połączy się niedługo później w pełną autentycznie zabawnych gagów komedię romantyczną z celnym komentarzem politycznym.

To właśnie na poziomie krytyki współczesnego amerykańskiego modelu społeczno-politycznego Niedobrani radzą sobie najlepiej. Postać prezydenta USA, który planuje rezygnację z kariery politycznej na rzecz transferu do kina (w tej roli świetny występ znanego z Zadzwoń do Saula Boba Odenkirka) to niezbyt subtelna, ale śmieszna szpila wbita w Donalda Trumpa. Levine ukazuje nam też problem lobbowania ustaw przez wielkie korporacje, czy problem współczesnego niezależnego dziennikarstwa, w którym coraz częściej liczy się nie prawda i waga tematu, ale poczytność i zgodność z agendą wydawcy. Twórcy nie szczędzą także krytyki pod adresem polityków, którzy niejednokrotnie zmuszeni są godzić się na ustępstwa i kompromisy, żeby przepchnąć swoje ustawy, co obdziera je z ich pierwotnego sensu. Wszakże, czy można mówić o sukcesie pakietu klimatycznego w obronie naszej planety, jeśli w ramach ustępstw porzucimy kwestię czystości mórz i regulację masowej wycinki drzew na Alasce?

Nieco gorzej komedia sprawdza się w kolejnym akcie, gdy tematyka polityczna schodzi na dalszy plan, a my zostajemy widzami międzyklasowego romansu, który zrealizowany został w bardzo schematyczny sposób. O karykaturę opiera się sposób ukazania Flarsky’ego, który w większości scen nosi tanią kurtkę i czapkę, mające nam za wszelką cenę przypominać, jak bardzo odróżnia się od eleganckich współpracowników Field. Rogen zdaje się grać tutaj na autopilocie; tworzy kompilację dziesiątek innych podobnych postaci sympatycznego, prostego i lekko zagubionego Amerykanina, który został wrzucony w obce sobie środowisko.

Zdecydowanie najjaśniejszą gwiazdą produkcji jest Charlize Theron. Aktorka w zależności od potrzeby jest elegancka, piękna, dystyngowana, władcza, dowcipna. Stanowi zupełne zaprzeczenie Claire UnderwoodHouse of Cards jako idealistka i perfekcjonistka, która musi zmierzyć się z podstępnym światem polityki. Charlotte Field dzięki Theron przechodzi istotne metamorfozy; ze sztywnej i nudnej Pani Sekretarz w szykownym kostiumie potrafi przeobrazić się w ubraną w dres, dziewczynę, która pod wpływem kwasu negocjuje przez telefon uwolnienie zakładników.

Niestety, za każdym razem, gdy fabuła wykracza poza sprawy wewnętrzne Stanów Zjednoczonych Ameryki, w oczy rzuca się, jak bardzo amerykanocentryczni są scenarzyści. Zaskakujące, że ci sami ludzie, którzy w zabawny i celny sposób dostrzegają wady systemu istniejącego w ich kraju, pozostają tak wielkimi ignorantami w kwestii polityki międzynarodowej. Kanada, Indie czy inne kraje wspomniane (lub wymyślone!) w filmie to państwa zbudowane ze zlepku stereotypów i powrzucane do scenariusza jedynie w celu pokazania, że Sekretarz Stanu zajmuje się polityką zagraniczną.

Niewątpliwie komedia to jeden z trudniejszych gatunków do napisania; szczególnie taka, która musi wpasować się w aktualne realia polityczne. Inaczej wygląda dowcip zapisany na papierze, inaczej odegrany przez aktorów. Do tego jego wymowa może ulec całkowitej zmianie po kilku miesiącach, które dzielą napisanie scenariusza i premierę filmu. Niedobrani są udaną komedią; taką, na której widz się pośmieje, która poprawi mu nastrój. To niewątpliwie kino z gatunku tych, które puszczać będą stacje telewizyjne w celu przyciągnięcia widzów. Wreszcie, to produkcja, która ma wiele niedociągnięć i wad typowych dla tego kraju produkcji. Wad, na które narzekamy, ale które, w głębi duszy, kochamy. Tak samo jak słodkie happy endy.


2.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.