“Chef Flynn – najmłodszy kucharz świata” – Recenzja

Film dokumentalny – samo to sformułowanie narzuca nam całą masę skojarzeń. Charakterystyczne wywiady prowadzone z uczestnikami jakichś wielkich światowych wydarzeń; pozbawione narracji obrazy zapierających dech w piersiach zakątków świata; amatorskie nagrania wykonane przez uczestników zdarzeń, czy animacyjne wstawki służące odtworzeniu przeszłości. “Chef Flynn” nie zawiera żadnego z tych elementów; to dokument, który wyróżnia się swoją formą spośród innych przedstawicieli gatunku.

Zobacz również: Trwaj chwilo, jesteś piękna – czyli esej o „Przed wschodem słońca”

Zapewne każdy z nas ma w swoim domu albumy zdjęć z dzieciństwa oraz krótkie filmy portretujące pierwsze kroki, jakieś zabawne sytuacje, uroczystości rodzinne, okrągłe urodziny. Nie każdy z nas ma jednak rodziców, którzy zawodowo zajmują się pracą z kamerą. Takie szczęście miał dorastający Flynn McGarry, najmłodszy szef kuchni świata. Jego matka, Meg McGarry sukcesywnie nagrywała syna w trakcie rozwoju jego kucharskiej pasji, tworząc nietuzinkowy obraz, który w całości składa się nie tylko na biografię utalentowanego młodego człowieka, ale też film o jego pasji, dojrzewaniu, relacji z matką, czy wreszcie portret współczesnego „American Dream”.

Ale zacznijmy od początku: Flynna poznajemy w momencie, gdy jest jeszcze nieznanym światu chłopcem, który już w wieku dziesięciu lat odnajduje w sobie ogromną pasję – gotowanie. Tworzy on potrawy będące małymi dziełami sztuki, łączy w oryginalny sposób smaki, tworząc udane kompozycje, którymi wkrótce zaczynają się interesować nie tylko jego rodzina, ale również szkolni znajomi. Jego matka, a jednocześnie główna narratorka dokumentu, mocno wspiera swoje dziecko w realizacji pasji, dzieląc się często z widzem entuzjazmem, ale również wątpliwościami związanymi ze swoją rolą jako matki, menadżera, a także głowy rodziny, bowiem początek kucharskiej przygody jej syna zbiega się w czasie z jej rozwodem i psychicznymi problemami ojca Flynna.

Zobacz również: Klasyka w dniu premiery – „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”

To właśnie matczyna narracja stanowi główną siłę utworu. Pozbawia ona dokument obiektywności w spojrzeniu na bohatera, ale serwuje nam historię pełną dumy z siebie i ze swojego dziecka. Nie tylko relacjonuje nam kolejne etapy jego kariery, ale ubogaca historię analizami zachowań chłopaka i swojej własnej roli. Nie szczędzi sobie krytyki, stwierdzając, że młody Flynn musiał młodo przejąć część obowiązków za rodzinę, gdy ona sobie nie radziła. Te wszystkie rozterki targające kobietą nadają filmowi dużo głębi i jednocześnie angażują widza, sprawiając że stajemy się nie tylko obserwatorami relacjonowanych na zimno wydarzeń, ale kimś w rodzaju zaufanego przyjaciela Meg.

Zwłaszcza że Flynn to młody chłopak, który poprzez swój talent i pasję wyzbywa się beztroski dzieciństwa. Jego drobna postura i wysoki głos sprawiają, że staje się łatwym celem wyzwisk, a w dalszej perspektywie musi się zmierzyć z falą internetowego hejtu od ludzi, którym nie mieści się w głowie, żeby nastolatek mógł być szefem kuchni. Bohater wydaje się wychodzić z tego wszystkiego obronną ręką, po drodze rzucając szkołę i zajmując się jedynie gotowaniem.

Zobacz również: „22 Lipca” – Recenzja

Niestety, poznawanie świata z perspektywy matki bohatera uniemożliwia widzowi złapanie dystansu do historii, która w kilku miejscach aż się prosi, żeby spojrzeć na nią nieco bardziej krytycznym okiem. Czy obsesyjne kręcenie filmów, mimo braku zgody syna było zawsze na miejscu? Albo czy warto poświęcić ogólne wykształcenie w imię rozwoju jednej ścieżki życiowej? Czy nowojorskie środowisko szefów kuchni jest na pewno dobrym miejscem dla nastolatka? Czy przyrządzanie mikroskopijnych porcji wyszukanego jedzenia to faktyczne mistrzostwo kulinariów, czy może już zwykła sztuka dla sztuki? Tych pytań kochająca matka nie postawi. Postawić je na szczęście może natomiast uważny widz, wprowadzony do świata kulinariów.

“Chef Flynn” to ciepły i przyjemny film, nie mający w sobie nic ze zwyczajowej szorstkości dokumentalnej formy. To opowieść o miłości, wsparciu, oddaniu się pasji, w której każdy z nas znajdzie coś dla siebie. Wreszcie, to bardzo sprawny dokument o współczesnym biznesie kulinarnym, o działaniu restauracyjnych kuchni i o amerykańskim śnie realizowanym z perspektywy Szefa Kuchni.


3.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.