“Kafarnaum” – Recenzja

Kafarnaum Nadine Labaki otrzymał Nagrodę Jury w Cannes oraz został wybrany filmem otwarcia tegorocznej edycji festiwalu Nowe Horyzonty, na którym miałem okazję go obejrzeć. Podczas uroczystej gali rozpoczynającej festiwal, Roman Gutek, dyrektor festiwalu, stwierdził że wydarzenia z libańskiego filmu mogłyby się dziać w wielu zakątkach świata. Trudno o zdanie, które w lepszy sposób wprowadzi widza do seansu. Istotnie, pokazane w produkcji bazary, z tysiącami klientów kluczącymi wokół stoisk i głośnymi handlarzami zachwalającymi swoje towary, spotkać możemy zarówno w Zachodniej i Północnej Afryce, na Bliskim Wschodzie oraz dalej – w tłocznych Indiach i pięknej Tajlandii.

Wraz ze zmianami kraju, zmieniają się dostępne owoce, niektóre produkty oraz wygląd ludzi, stałe natomiast pozostają intensywne doznania wizualne, słuchowe oraz zapachowe; agresywnie atakujące zmysły nieprzywykłego człowieka jaskrawe kolory, krzyki ludzi, dźwięki samochodowych klaksonów, aromat przypraw i smród potu tysięcy ciał. Wspólnym mianownikiem jest wysoka temperatura, która sprawia że powietrze zdaje się kłaść na człowieku niczym gruby koc, otaczający go z każdej strony i utrudniający oddech.

Nadine Labaki na planie “Kafarnaum”

Jeśli kiedykolwiek doświadczyliście choć w ułamku podobną atmosferę, zrozumiecie od razu klimat Kafarnaum i środowisko, w którym wychowuje się Zain – w teorii nieistniejący młody człowiek. Nikt nigdy nie zarejestrował jego narodzin, nie posiada dokumentów; niczego co stanowiłoby dowód na to, że jest częścią rzeczywistości. Poza tym, że żyje, dorasta, kradnie, dba o swoją siostrę oraz wchodzi w konflikty z rodzicami. Chłopak jest jednym z miliona mu podobnych, których los nie obchodzi żadnego polityka czy urzędnika, tak długo jak ten nie sprawia uciążliwych problemów prawnych.

Zobacz również: “Sny Wędrownych Ptaków” – Recenzja

Protagonistę poznajemy już w pierwszych minutach filmu. Najpierw jako oskarżonego, później jako oskarżającego swoich rodziców. Symbolicznie, podczas rozprawy, obrońcą Zaina jest sama Nadine Labaki, której film już za moment rzuci nas w dwugodzinną opowieść, tłumaczącą jak doszło do bieżących wydarzeń. Pani reżyser zastosowała ciekawy, choć niebezpieczny zabieg, prezentując nam chłopaka prostego i prawdziwego. Do tego stopnia, że z początku nie wzbudza jednoznacznej sympatii widza i dopiero kolejne wydarzenia, pozwalające zrozumieć środowisko, które wychowuje bohatera, sprawiają, że zaczynamy go najpierw rozumieć, a później lubić.

Zobacz również: “Skate Kitchen” – Recenzja

Zain to dziecko ulicy. Nigdy nie odebrał żadnej edukacji, na co dzień walczy o życie i w tym celu nie obawia się kraść i kłamać. To jeden z tych małych chłopców, którzy na widok zachodniego turysty sprzedaliby mu byle śmieć za kilka dolarów albo przejęli w posiadanie nieuważnie pilnowany portfel. Wszelkie kodeksy etyczne są mu zupełnie obce, bo i dlaczego miałby je przestrzegać, skoro świat za słuszne postępowanie może go ukarać tylko głodem i bólem?

Kadr z filmu “Kafarnaum”

Kolejne akty dramatu kształtują bohatera, rzucając go w coraz nowe role, podczas których zaprzyjaźnia się z kobietą uciekającą z Etiopii do Libanu, a także zmuszony jest samemu opiekować się małym dzieckiem. Wszystkie te szalenie intensywne wydarzenia stanowią przyspieszony kurs dorastania boleśnie odciskający się na charakterze Zaina.

Zobacz również: Better Call Saul – analiza drugiego odcinka czwartego sezonu

Brutalny realizm Kafarnaum, skrzętnie budowany przez większość filmu, jest niestety zwieńczony bardzo patetycznym finałem, do którego przygrywa nam wzniosła muzyka. Zabieg ten psuje w pewnym stopniu wrażenia z seansu, ale nie odbiera nam tego wszystkiego, co doświadczyliśmy wcześniej.

Nadine Labaki na planie “Kafarnaum”

Film Labaki to dzieło mocno immersyjne i produkcja, która momentami ociera się o dokument, gdy filmuje z szerszej perspektywy całe miasto. Zeszłoroczny The Florida Project był historią dzieci wychowanych na amerykańskich ulicach. Kafarnaum rozgrywa się w miejskiej dżungli, w kraju w którym na dzieci nie zerknie łaskawym okiem nawet szorstki dozorca grany przez Willema Dafoe. I być może z tego wynika tak duże wrażenie, jakie potrafi wywrzeć na widzu.

3.5/5


One thought on ““Kafarnaum” – Recenzja

  1. mnie najbardziej urzekło w filmie Lebaki to autentyczność. W filmie występują niemal sami naturszczycy. Zejn i inne dzieci to, tak samo jak odgrywane przez nich filmowe postacie, syryjscy uchodźcy lub inni mali mieszkańcy biednych dzielnic Bejrutu.

    Prawdziwe są również emocje. Od razu widać „kobiecą” rękę i ogromną empatię reżyserki, zwłaszcza kiedy porusza obszary związane z macierzyństwem. Poprzez to „Kafarnaum” jest filmem bardzo czułym i jeszcze mocniej poruszającym.
    https://poliglotte.pl/2019/02/23/kafarnaum-recenzja-filmu/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.