“Czarne lustro: Bandersnatch” – Recenzja

Dziś na Netfliksie opublikowany został pełnometrażowy film interaktywny osadzony w uniwersum Black Mirror, oznaczony podtytułem Bandersnatch. Eksperymentalna forma produkcji wzbudziła duże zainteresowanie widzów na całym świecie, choć mnie samego pozostawiła raczej sceptycznym. Wbrew pozorom, idea interaktywnego filmu nie jest bynajmniej koncepcją nową. Już w latach 70-tych próbowano połączyć kinematografię i gry komputerowe jako media do siebie zbliżone. Wówczas jednak, poprzez ograniczenia techniczne, głównie dotyczące ogromnej ilości pamięci wymaganej do obsługi takich produkcji, nie zyskały one popularności. Od filmów miały gorszą fabułę, od gier były bardziej liniowe.

Zobacz również: Analizę filmu “Oni” Paolo Sorrentino

I choć co jakiś czas na Steamie pojawiały się gry pokroju Postmortem: one must die, epoka ebooków umożliwiła pewien rozwój literatury, w której czytelnik decydował o losach bohaterów, a i teatr eksperymentował z interaktywnością choćby w popularnych Szalonych nożyczkach, był to raczej temat poruszany w niewielkich i zaangażowany grupach. Choćby z tej przyczyny, premiera Bandersnatch w ramach bardzo popularnego serialu, na najpopularniejszym serwisie streamingowym świata to wydarzenie wielkie i godne uwagi. Z taką właśnie myślą zasiadłem do seansu.

Już na wstępie przywitał mnie samouczek, który wytłumaczył, w jaki sposób nawigować produkcją. Zostałem poinformowany, że w niektórych momentach zostanę poproszony o wybór jednej z dwóch możliwości, wpływając na dalsze losy historii. I faktycznie, już w pierwszych minutach seansu okazało się, że 19 letni Stefan będzie potrzebował mojej pomocy naprawdę często. Choćby przy wyborze płatków śniadaniowych czy decyzji o kasecie do walkmana, słuchanej w drodze do pracy.

Akcja Bandersnatch rozgrywa się w 1984 roku i jej główny bohater to młody programista pracujący nad grą, w której gracz ma podejmować decyzje wpływające na dalszą rozgrywkę. To oczywiście brzmi bardzo znajomo. Trudno rozpisywać się wiele na temat dalszego rozwoju historii nie zdradzając żadnego z możliwych zakończeń, ale warto wspomnieć, że czymś, co odróżnia film od innych produkcji tego typu, z którymi miałem styczność, to jego samoświadomość. Twórcy bawią się zarówno konwencją, naszymi oczekiwaniami, jak i nawet gatunkiem utworu. Istnieje jedna ścieżka, w której możemy doświadczyć nawet kina akcji!

Brak dolnego paska postępu sprawia, że nie umiem ocenić, jak długo czasu poświęciłem na seans. Prawdopodobnie około 90 minut, który deklaruje nam aplikacja przy wyborze produkcji. W tym czasie poznajemy kilka zakończeń, kilkukrotnie wracamy do decyzji z przeszłości mogąc je zmienić. Niejednokrotnie okazuje się wówczas, że w tej samej sytuacji mamy do wyboru dwie zupełnie inne opcje, kierujące seans w obszary dotychczas nieznane. Wymagało to od twórców niewyobrażalnej pracy. Sumarycznie nagrano materiał liczący aż pięć godzin zegarowych!

Zobacz również: Recenzję filmu “Płomienie”

Z drugiej strony, drugi seans filmu, po podjęciu dość różnorodnych wyborów przy pierwszym, okazał się być raczej okazją do wyłapywania nieodkrytych wcześniej smaczków, nie zaś pełnoprawnie nowym seansem. Pod tym względem produkcja przypomina mi liczne komputerowe gry fabularne, które obiecują kilkanaście czy kilkadziesiąt różnych zakończeń, choć w rzeczywistości różnią się one jedynie kosmetycznymi detalami.

Na Black Mirror: Bandersnatch patrzę jak na udany eksperyment; pokaz tego, jak wielkie możliwości ma współczesna telewizja. Być może dzięki temu zabiegowi, niezwykle ciekawemu formalnie, już wkrótce ujrzymy więcej produkcji tego typu? Na pewno nikt inny w historii nie miał możliwości przeprowadzania tak szybkiej i powszechnej rewolucji kinematografii u masowego widza. Pod tym względem nie mam żadnych wątpliwości; w najbliższych dniach miliony widzów wezmą do ręki myszki lub piloty i pokierują życiem Stefana. Być może dla wielu z nich będzie to pierwsze spotkanie z interaktywną rozrywką.

3/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.