Czy Oscary wędrują do najlepszych filmów sezonu? [FELIETON]

Jak co roku, nominacje do Oscarów, czyli nagród Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, wzbudziły liczne kontrowersje wśród europejskich, a szczególnie polskich widzów. Najbardziej prestiżowa nagroda świata to rokrocznie okazja do konfrontacji własnego gustu z gustem członków Akademii, wyrażenia oburzenia ze względu na pominięcie pewnych produkcji wśród pretendentów do tytułu najlepszego filmu, czy po prostu sposób na wyłowienie wartych obejrzenia produkcji ze świata kina. Wydaje się jednak, że w całej dyskusji na ten temat brakuje większości z nas zrozumienia, czym są te nagrody, o co w nich chodzi i dlaczego nominacje dla Czarnej Pantery albo Bohemian Rhapsody nie są bynajmniej przypadkiem.

Po pierwsze, należy sobie wyjaśnić, że Fabryka Snów, wbrew chwytliwej i pięknej nazwie, nie nagradza filmów najlepszych. Nie robi tego z pełną świadomością, nie robiła tego nigdy i nie należy oczekiwać, że nagle zacznie to robić. Hollywood od początków istnienia interesują zasadniczo dwa aspekty kina; wybitne osiągnięcia techniczne, stylistyczne i formalne oraz produkcje poruszające istotne z amerykanocentrycznego punktu widzenia problemy społeczne.

Zobacz również: Dlaczego „Czarna Pantera” to najważniejszy film 2018 roku? [FELIETON]

Jeśli gdzieś głęboko w Was czai się myśl, że jest inaczej lub, że kiedyś było inaczej, szybkie spojrzenie na listę produkcji nagradzanych na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat powinny rozwiać wszelkie wątpliwości. Statuetki wędrują do twórców, którzy opowiadają o mrocznych sekretach Ameryki, trudach wojny w Wietnamie, bohaterstwie żołnierzy w czasie II Wojny Światowej, o Wojnie Secesyjnej, o społecznych nierównościach, o życiorysach ludzi, którzy wpłynęli na anglosaski świat, o losach imigrantów, którzy przybyli do USA z Europy, Azji czy Meksyku. Od czasu do czasu nagradza się projekty mniejsze lub społecznie niezaangażowane, ale robiące gigantyczne wrażenie, jak kręcony na jednym (w teorii) ujęciu Birdman, epicki Władca Pierścieni albo hołdujące klasycznemu kinu Hollywood, wśród których wymienić można Chicago, Artystę czy niedawne La La Land.

Oscary
Barry Jenkins i Damien Chazelle.

Jakość scenariusza, z naszego, europocentrycznego punktu widzenia, w tych filmach schodzi niejednokrotnie na dalszy plan. Ale przecież my dostajemy te filmy poniekąd przypadkiem. Nie są one kręcone dla nas, ponieważ reprezentujemy odmienną kulturę, jakkolwiek wywodzącą się z jednego źródła to oddzieloną tysiącami kilometrów oceanu. Sztuka natomiast nie wisi w próżni. Rolą artystów zawsze było komentowanie bieżącej rzeczywistości, redefiniowanie sposobu myślenia odbiorcy. Patrząc pod tym kątem, wszelkie zarzuty dyskredytujące nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej jako polityczne wydają się irracjonalne. Tak, Oscary są polityczne. Takie były od początku swojego istnienia. Hollywood zawsze stało na pozycji komentatora bieżących wydarzeń, punktując Zimną wojnę, lustrując amerykańską politykę, wspierając antywojenne ruchy hipisowskie.

Zobacz również: „RBG” – The Notorious RBG [RECENZJA]

Tegoroczna edycja nagród nie jest wyjątkiem od tej reguły w żadną stronę. Bohemian Rhapsody to opowieść o realizowaniu amerykańskiego snu, oparta na faktach, bazująca na biografii jednego z najpopularniejszych frontmanów w historii. Roma to obraz będący gigantycznym osiągnięciem technicznym, ale także poruszający żywy temat Meksyku, szczególnie gorący w ostatnich tygodniach, ze względu na shutdown rządu Donalda Trumpa, spowodowany sporem prezydenta z kongresem w sprawie finansowania muru na granicy amerykańsko-meksykańskiej i wpływający na życie niemal każdego mieszkańca USA.1

Oscary
Obsada filmu “Moonlight” podczas odbierania Oscara w kategorii “Najlepszy film” w 2018 roku.

Innym problemem, który pojawił się w amerykańskiej debacie w ostatnich latach jest kwestia nierównego traktowania mniejszości ze względu na odmienny kolor skóry. Wydaje się, że dla polskiego widza ta kwestia pozostaje skrajnie abstrakcyjna, czemu trudno się dziwić. Polska pozostaje w dalszym ciągu krajem, w którym ludzie o innym kolorze skóry stanowią niewielki odsetek ludności. Nie jesteśmy także obciążeni tak trudną historią nietolerancji jak obywatele USA. Często dochodzi w związku z tym do swoistego dysonansu poznawczego, gdy polski widz otrzymuje produkcję traktującą problem rasizmu jako coś oczywistego, mimo że sam nigdy się z nim nie zetknął w swoim życiu!

Zobacz również: „Anioł” – Śmierć ma piękne oczy [RECENZJA]

To pokazuje zresztą, w jak dużej hipokryzji żyło Hollywood przez ubiegłe dekady, prezentując nam sytuację czarnoskórych obywateli głównie północnych stanów kraju, o zacofanym Południu wspominając jedynie przy okazji dramatów historycznych, czy nielicznych współczesnych westernach, gdzie temat także był zamiatany pod dywan. Pod tym względem, świetną rolę edukacyjną pełnią Blackkklansman czy Green Book, traktujące o głębokich korzeniach uprzedzeń w głębi kontynentu.

Oscary
Kadr z filmu “Green Book”

Te produkcje pozwalają nam zdać sobie sprawę, że pełnię praw obywatelskich czarnoskórzy z USA otrzymali dopiero w latach 60′ za kadencji Lyndona B. Johnsona, po wprowadzeniu The Civil Rights Act w 19642, The Voting Rights Act3 w 1965 oraz The Fair Housing Act w 1968 roku4. Oznacza to, że zaledwie 50 lat temu dyskryminacja ze względu na kolor skóry była w USA nie tylko powszechna, ale usankcjonowana prawnie! Jeśli weźmiemy pod uwagę, że ludzie z Południa, wychowani w tamtym okresie mają dziś około 60-70 lat i pełnią kluczowe stanowiska w swoich stanach, łatwo jest nam zrozumieć, że dyskusja na temat rasizmu w roku 2019 wcale nie jest rozważaniem teoretycznym, ale aktywnym starciem myśli liberalnej Północy z tradycyjnymi i nadal żywymi wartościami Południa.

Zobacz również: „Green Book” [RECENZJA]

O faktycznych problemach w kwestii równości powstało wiele artykułów naukowych, publicystycznych oraz statystyk, a w świecie gorące emocje wzbudził powołany w 2013 roku ruch Black Lives Matter, skupiający się na nierównościach w sposobie traktowania obywateli USA przez oficerów policji w zależności od koloru ich skóry5. Temat ten jest stosunkowo nowy w amerykańskiej kinematografii oraz w debacie publicznej, mimo że od wielu lat istnieją liczne przesłanki, że w licznych regionach kraju równość na tle rasowym nie jest taką oczywistością, jak chcielibyśmy w to wierzyć6.

Oscary
Kadr z filmu “BlacKkKlansman”.

Współcześni twórcy ukazują te kwestie na wielu płaszczyznach. Spike LeeBlackkklansman robi to tworząc kryminał, Peter Farrelly kręci kino drogi, w którym porusza kwestie problemu z odnalezieniem własnej tożsamości przez czarnych urodzonych w kraju, który w pełni ich nie akceptuje, Jordan Peele sięga po horror, żeby naświetlić kwestie „miękkiego” rasizmu, jaki dotyka mniejszości ze strony pozornie postępowych przedstawicieli klasy średniej, natomiast Ryan Coogler wprowadza do kina pierwszego superbohatera o czarnej skórze, który jednocześnie reprezentuje swoją odmienność kulturową.

Zobacz również: „BlacKkKlansman” [RECENZJA]

Analizując czym jest, lub też czym stara się być nagroda Amerykańskiej Akademii Filmowej, trudno uznać, że nominacja dla Czarnej Pantery jest tak nieuzasadniona, jak pierwotnie mogłoby się wydawać. Bezzasadnym wydaje się również twierdzenie, że w zamian za nią nominację powinno zgarnąć Avengers: Wojna bez granic. Abstrahując od jakości produkcji, nie ona ma tu znaczenie. Znaczenie ma, że Czarna Pantera przyciągnęła do kin miliony Afroamerykanów, którzy wreszcie dostali swojego superbohatera na ekranach kin. Swoją popkulturową działkę, w kraju który popkulturą żyje i jest jej światowym symbolem. To ważny krok do społecznej akceptacji naznaczonej wojnami i krwawą niewolniczą historią inności.

Oscary
Chadwick Boseman na gali oscarowej w 2018 roku.

W tym roku kolejny raz nie zgadzam się z Oscarami. Pominięto liczne produkcje, który poruszyły mnie znacznie bardziej niż główna nominowana ósemka. Dzieje się tak dlatego, że jestem Europejczykiem; żyję w Polsce, gdzie mamy zupełnie inne problemy, z którymi rodzimi twórcy mierzą się lokalnym kinie. Komentując nagrody Akademii staram się wziąć je w kulturowy nawias, spojrzeć na nie z perspektywy mieszkańca USA, co i Wam wszystkim polecam.

Zobacz również: „Brexit” jako wojna obywatelska… [FELIETON]

Na koniec dodam, że tym bardziej należy docenić sukces Zimnej wojny Pawła Pawlikowskiego i trzech nominacji oscarowych; nie jest to bowiem produkcja, która dostała się w łaski krytyki dzięki tematowi; abstrakcyjnemu dla Amerykanów w równym stopniu, co systemowy rasizm dla Polaków, ale dzięki rewelacyjnym osiągnięciom technicznym.


Przypisy:

1https://www.thoughtco.com/government-shutdown-history-3368274https://www.nytimes.com/2019/01/02/us/whats-affected-government-shutdown.html

2https://finduslaw.com/civil-rights-act-1964-cra-title-vii-equal-employment-opportunities-42-us-code-chapter-21

3https://www.justice.gov/crt/history-federal-voting-rights-laws

4http://legal-dictionary.thefreedictionary.com/Fair+Housing+Act+of+1968

5https://www.theatlantic.com/politics/archive/2017/08/drawing-distinctions-antifa-the-alt-right-and-black-lives-matter/538320/https://ajph.aphapublications.org/doi/full/10.2105/AJPH.2015.302706#

6https://www.apha.org/policies-and-advocacy/public-health-policy-statements/policy-database/2014/07/11/14/16/impact-of-police-violence-on-public-health


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.