Advertisement
KomiksKultura

“Podniebny Orzeł” – Samurajowie w służbie Indian [RECENZJA]

Andrzej Badek
Podniebny orzeł recenzja
Dwaj główni bohaterowie komiksu fot. Materiały prasowe

Kiedy pomyślę sobie o kulturowych motywach, które Hollywood wdrukowało w umysły ludzi na całym świecie w ubiegłym wieku, trzy z nich szczególnie mocno zaznaczają się w mojej pamięci. Są to czerwonoskórzy Indianie z charakterystycznymi pióropuszami i tomahawkami w dłoniach, rewolwerowcy Dzikiego Zachodu w długich płaszczach, kapeluszach i pasem, do którego przytroczony sześciostrzałowy rewolwer, oraz – wreszcie – zbrojni w katany samurajowie, posługujący się w życiu kodeksem bushido. I choć do tej wesołej gromady można by dołączyć jeszcze wikingów i Myszkę Miki, to podium tego zestawienia łączy nie tylko popularność na całym globie, ale również zbliżony okres historyczny, w którym wzorowane na nich postaci faktycznie żyły.

Fakt ten postanowił wykorzystać japoński artysta Jirô Taniguchi, tworząc powieść graficzną o wdzięcznym tytule Podniebny Orzeł, którą na polskim rynku wydało Hanami. I choć pierwsze skojarzenie mariażu kowbojów, samurajów i indian przywodzić może na myśl niepoważne pulpowe dzieło, komiks Japończyka jest w rzeczywistości poważny, a nawet gorzki w ogólnym wydźwięku.

Główni bohaterowie historii to dwaj japońscy eks-samurajowie, którzy uciekli z Kraju Kwitnącej Wiśni na kontynent po drugiej stronie Pacyfiku. Mężczyźni uciekali przed przemocą i wojną, w pogoni za marzeniem, żeby rozpocząć nowe życie w kraju, który jak żaden inny wydawał się je oferować. Manzo Shiotsu i Hisaburo Soma wkrótce zostają jednak wplątani w konflikt między białymi najemnikami a młodą Indianką. Jak przystało na mężów honoru, w konflikcie między matką z małym dzieckiem a bandą uzbrojonych bandytów, stają po stronie tej pierwszej, sprawnie łącząc japońskie jiujitsu z umiejętnością celnego strzelania z rewolweru.

Przeczytaj również:  "Lot nad kukułczym gniazdem" i problem z szaleńcami

Nie minie dużo czasu, a Manzo i Hisaburo dołączą do jednego z indiańskich plemion i wspomogą je w walce z amerykańskimi osadnikami. Wydarzenia, w których wezmą udział są elementami faktycznej wojny, którą toczyli rdzenni mieszkańcy Gór Czarnych pod koniec XIX wieku.

hanami podniebny orzeł recenzja
Kadr z “Podniebnego Orła” fot. Materiały prasowe

Podniebnego orła można, czy też raczej należy, czytać na dwa sposoby. Z wierzchu jest po prostu opowieścią o dwóch dzielnych mężczyznach, którzy wspomagają nowo poznanych przyjaciół w sprawiedliwej wojnie, która – w okresie, który obejmuje czas akcji komiksu – ma nawet pozytywne zakończenie.

Gdy jednak przedrzemy się przez dosłowną warstwę, zaznajomieni z dziejowym kontekstem, naszym oczom ukaże się smutna historia o nieuniknionym zmierzchu trybu życia, którym żyli Indianie. Życia wytyczanego przez kontakt z naturą, animalizm i wszechobecny spokój płynący z rozległych zielonych równin i wysokich gór. Taniguchi portretuje wojnę Amerykanów z Indianami nie tylko w charakterze militarnym, ale również ekonomicznym i psychologicznym. Choć postaci białych agresorów są nieco przerysowane, doskonale kontrastują ze sobą wartości, którymi kierują się obie strony. Absolutny brak zrozumienia kryteriów innych niż finansowy zysk są dla białych nie do pojęcia i prowadzą ostatecznie do zagłady. Nie tylko czerwonoskórych.

Choć autor zwraca uwagę na poważne kwestie, jednocześnie stosuje uproszczenia, które sprawiają, że problematyczne wydaje się oszacowanie, do jakiego odbiorcy tak naprawdę kierowany jest komiks. Dla dziecka może okazać się zbyt brutalny, szczególnie podczas bitew czy realistycznych scen polowań. Natomiast dorosły człowiek może odnaleźć niektóre fabularne zabiegi jako drogę na skróty. Choć osadzona na kanwie realnych wydarzeń, opowieść jedynie zahacza o emocje jej uczestników. Brakuje wyrazistszych charakterów – czy to wśród dwójki głównych bohaterów, którzy porzucili Japonię, czy to wśród Indian, którzy potraktowani zostali w charakterze bohatera zbiorowego.

Przeczytaj również:  "Ratched", czyli niepotrzebne żerowanie na klasyku [RECENZJA]

Warto również wbić szpilę w sposób, w jaki potraktowano na kartach komiksu Rączą Łanię – kobietę, którą uratowali Manzo i Hisaburo. Choć bohaterka pojawia się już na pierwszych stronach i towarzyszy nam przez większość rozdziałów, jej rola ograniczona została do narzędzia pchającego fabułę do przodu i motywującego protagonistów. Nie jest co prawda typową “damą w opałach” i dostaje chwilę na okazanie odwagi, ale rozwiązanie historii jej postaci pozostawiło we mnie spory niedosyt.

To wszystko nie zmienia faktu, że Podniebny Orzeł to bardzo solidna pozycja twórcy, który wielokrotnie udowodnił swój niezwykły warsztat, a wmieszanie egzotycznych samurajów w krajobraz młodej Ameryki to pomysł tak odważny, jak udany. Doskonały przykład tego, jak zręcznie manga potrafi poruszać poważną problematykę – także spoza Japonii.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.