Advertisement
FilmyKinoRecenzje

“Maggie”, czyli doskonały seans na letni wieczór ze szklanką wina [RECENZJA]

Andrzej Badek
Maggie Pięć Smaków recenzja
Kadr z filmu fot. Materiały prasowe

“Niewielkim szpitalem wstrząsa skandalik – światło dzienne ujrzała klisza rentgenowska, na której widnieje niezbity dowód, że jakaś para w laboratorium bawiła się w doktora. Do winy poczuwa się pielęgniarka Yoon-young i jej chłopak, który potrafi kreślić tuszem kosmiczne tatuaże. Tymczasem prawie wszyscy pracownicy z jakiegoś powodu biorą urlop zdrowotny – czyżby także mieli coś na sumieniu? Co mają z tym wspólnego pojawiające się nagle na ulicach Seulu głębokie kratery? I co na ten temat sądzi gadający sum?”

Mam nadzieję, że Jagoda Murczyńska, selekcjonerka festiwalu Pięć Smaków nie obrazi się za zaczerpnięcie tak dużej części swojego autorskiego opisu festiwalowego filmu Maggie. Nie mogłem się oprzeć przytoczeniu go w całości, bo po dziś dzień pamiętam zeszłe lato; przeglądanie oferty filmów na Nowych Horyzontach i ten opis, który rozbudził moją wyobraźnię i wpisał na moją watchlistę pełnometrażowy debiut Yi Ok-seop.

To właśnie z latem należy parować Maggie. Nie jest to – wbrew opisowi – film z gatunku “tych dziwnych”, które ogląda się na festiwalach. Koreanka sprezentowała nam obyczajową komedię, która upstrzona została gdzieniegdzie czarnym humorem, niekiedy zaś przyjemną dawką absurdu.

Główni bohaterowie to para młodych Koreańczyków. Ona to pielęgniarka w lokalnym szpitalu, on trudni się dorywczymi pracami, które znajduje na mieście. Ich życie zmieni kaskada dziwnych przypadków, która rozpocznie się w momencie, gdy ktoś wykona zdjęcie rentgenowskie parze uprawiającej seks w pomieszczeniu z aparatem.

Przeczytaj również:  „The Crown” - do czterech razy sztuka [RECENZJA]

Jak się wkrótce okaże, nie tylko para głównych bohaterów poczuwa się do winy i następnego dnia po nagłośnieniu sprawy, niemalże wszyscy wezmą urlop zdrowotny. W szpitalu pozostanie jedynie Yoon-young oraz jej szefowa, którą młoda dziewczyna postanowi nauczyć wiary w ludzką uczciwość.

Brzmi absurdalnie? I taka w swoim założeniu jest Maggie. Reżyserka traktuje podejmowane tematy z przymrużeniem oka, snując luźną opowieść osadzoną w słonecznym kraju. Metoda ta działa, choć wymaga od widza odrobiny luzu i zaakceptowania stylu twórczyni.

Szczególnie dobrze wypada pierwsza połowa filmu; skupiając się na szerszym wachlarzu postaci i niepodziewanych zdarzeniach Ok-seop zaskakuje i bawi. Niestety, z czasem produkcja zmienia nieco formę, skupiając się w większym stopniu jedynie na postaciach dwojga bohaterów i wytracając sporo ze swojego początkowego pędu.

Narracja z perspektywy suma, albo kratery powstające na skutek niespodziewanych (przez większość) trzęsień ziemi stanowią intrygujące ubarwienie historii. Nie zmienia to jednak faktu, że Maggie rozczaruje tych, którzy wybiorą się na nią w poszukiwaniu ważkich tematów oraz tych, którzy kino oglądają dla fabularnych meandrów.

To idealna pozycja dla ludzi, którzy wycieńczeni miejskim upałem wyjdą z pracy i skierują swoje kroki w kierunku kin, szukając wytchnienia i odpoczynku dla zmęczonego umysłu. To właśnie oni i one – samemu lub w towarzystwie swoich drugich połówek – trzymając w ręku kieliszek czerwonego wina, odnajdą w debiucie Koreanki swoje kino.

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Sundance'owe kino

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.