“Terapia” – Niemiecki thriller w Sudetach [RECENZJA]

Kiedy przeczytałem opis otrzymany od dystrybutora do produkcji Terapia i zobaczyłem, że jest on promowany jako thriller, moim pierwszym skojarzeniem była nieszczególnie udana seria slasherów Hostel, w których grupa młodych Amerykanów trafia do potwornej w s c h o d n i e j Europy, gdzie poddawani są okrutnym torturom. Niemiecki film jest w tym temacie dużo subtelniejszy i na całe szczęście nie traktuje Polski jako zaściankowego kraju, w którym czai się zło. Niestety, nie oznacza to, że jest dzięki temu udanym filmem.

Cała fabuła obraca się wokół nastoletniej bohaterki, Isabell, która wraz z matką przybywa do małego ośrodka terapeutycznego położonego w Sudetach. Górska chata, w której, razem z innymi pacjentami, mają odbyć terapię położona jest z dala od cywilizacji, a pacjenci są zobowiązani zdać na wejściu swoje telefony komórkowe; odcięcie od świata i zaangażowanie ma być podstawą sukcesu w leczeniu.

Sama terapia opiera się na faktycznie istniejącej w psychologii metodzie znanej jako Ustawienia Hellingera. Jest to kontrowersyjna metoda, nieuznawana przez większość naukowych towarzystw psychologicznych ze względu na brak wiarygodnych podstaw naukowych oraz romansowanie z mistycyzmem. Ustawienia polegają na doborze przez pacjenta wśród innych uczestników terapii osób, które następnie mają odgrywać rolę różnych osób z jego rodziny. Twórca teorii, Bert Hellinger, zakłada, że na podstawie ustawienia poszczególnych osób względem pacjenta; tego czy stoją blisko, czy daleko, czy są zwrócone przodem, tyłem, czy bokiem, osoby te są w stanie wczuć się w rolę w stopniu wystarczającym, żeby odczuć emocje i stany ludzi, których odgrywają. Duże kontrowersje budzi fakt, że w terapii odgrywa się czasami również osoby zmarłe lub nienarodzone: na przykład poronione dzieci. Jakkolwiek metoda zdaje się być odległa od naukowego podejścia w psychologii, ma całe rzesze zwolenników na całym świecie.

Młoda Isabell nie czuje się zbyt pewnie w nowym środowisku. Pozostaje nieufna wobec szefa całego ośrodka, enigmatycznego Einara i przeraża ją fanatyczna wręcz ufność matki względem niego. W międzyczasie bohaterka poznaje polską studentkę, pochodzącą z okolic, z którą szybko nawiązuje przyjaźń. Dziewczyna pomaga jej odkryć okolicę i wprowadza ją w folklor lokalnych legend.

Niewątpliwie największą zaletą utworu jest dzika górska przyroda Sudet, która z jednej strony oszałamia i wywołuje tęsknotę za sielankowym latem; szczególnie podczas słonecznych śniadań na świeżym powietrzu, z drugiej zaś pomaga w budowaniu poczucia samotności, izolacji i klaustrofobii. Góry jawią się tutaj jako labirynt; pułapka, z której nie da się samemu wyjść. Spotkany przez bohaterkę w jednej z pierwszych scen wilk zdaje się symbolizować niebezpieczeństwa czyhające na każdego, kto zejdzie z wytyczonego szlaku choć na chwilę.

Mniej więcej w połowie produkcji można odnieść wrażenie, że mamy przed oczyma mariaż stylu Jagody Szelc z “Wieży. Jasny dzień” z tematyką wielopokoleniowych okultystycznych historii z “Czarownicy: Bajki ludowej z Nowej Anglii”. Reżyserce, Constanze Knoche, brakuje jednak odwagi, żeby w swoje dzieło wpleść nutę szaleństwa i wyjść poza ramy klasycznej pozycji gatunkowej, jakich wiele.

Terapia sprawdza się co najwyżej w roli komentarza na temat rodziny i głębokości traum, które są z nią związane. Nie da się niestety powiedzieć, że mówi w temacie tym coś więcej niż powiedziano wcześniej. To całkiem przeciętny film, który kilkukrotnie w udany sposób buduje napięcie, ale ostatecznie prowadzi do prostego, tylko cudem nie banalnego rozwiązania. Obowiązkowy raczej tylko dla fanów ładnie sportretowanej przyrody polskiej.

2.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.