“Bracia Sisters”, czyli Ameryka podłych ojców [RECENZJA]

Joaquin PhoenixJohn C. Reilly oraz Jake Gyllenhaal na jednym plakacie to widok, który przyprawia o szybsze bicie serca wielu kinomaniaków. Gdy z plakatu wyglądają na nas jedni z najzdolniejszych współczesnych aktorów, trudno opanować ekscytację. Szczególnie jeśli za kamerą stoi Jacques Audiard, niezwykle interesujący francuski reżyser, laureat większości prestiżowych nagród Starego Kontynentu. Z doświadczenia wiemy, że niejednokrotnie to właśnie czujne europejskie oko rewolucjonizowało gatunek westernu, krytycznie przyglądając się wizji amerykańskiego snu, zbudowanego u podstaw rozwoju cywilizacji Ameryki Północnej; w czasach, gdy kraj ten stanowiły stepy, pustynie i nieliczne miasteczka, gdzie ludzie zakładali nowe życie – pełne strachu, ale też brawury i nadziei.

Zobacz również: “Gdyby ulica Beale umiała mówić” podziękowałaby Jenkinsowi za ten film [RECENZJA]

Audiard wprowadza nas w świat bardzo dalekiego zachodu USA roku 1850; tak dalekiego, że pustynne i leśne tereny, które przemierzamy wraz z bohaterami, już za kilkadziesiąt mil ustąpić mają niekończącej się toni Pacyfiku. Właśnie w tej okolicy narodzi się konflikt utkany misternie z czterech różnych osobowości. Pierwsze skrzypce grają w filmie tytułowi bracia Sisters: portretowany przez Johna C. Reilly’ego, spokojny i wyważony Eli oraz porywczy Charlie, w którego wciela się Joaquin Phoenix. Bracia pracują dla niejakiego Admirała jako znani na całą okolicę łowcy nagród. Przyjdzie im współpracować z młodym pisarzem, Johnem Morrisem, któremu twarzy użycza Jake Gyllenhaal. Cała trójka ma uczestniczyć w pojmaniu Hemanna Warma (Riz Ahmed), twórcy chemicznej receptury pozwalającej w łatwy sposób odnajdować złoto w bogatych w samorodki korytach kalifornijskich rzek.

Scenariusz opiera się niemal całkowicie na wzajemnej, zwykle dwójkowej interakcji między powyższymi postaciami. Każda z nich posiada odmienną motywację i symbolizuje inny, dość uniwersalny typ charakteru. Charlie to prosty człowiek, dumny, pewny swego fachu. Żyje, by wykonać dane mu zadanie, nie marnując żadnej okazji na używki czy seks. Jego brat Eli to stoik, mężczyzna marzący o stabilizacji; domu, własnym sklepie. Warm stanowi przykład naukowcy-wizjonera, który wierzy, że jego wynalazek służyć będzie budowie nowego społeczeństwa; opartego o krystalicznie czyste wartości. Natomiast John Morris to intelektualista u progu dorosłości, kontemplujący świat i poszukujący swojego miejsca w nim.

Zobacz również: Kulturawka #10 – Elegia o Ralphie Demolce

Nietrudno rozszyfrować, że postaci symbolicznie odzwierciedlają wszystkie klasyczne typy osobowości, które znajdujemy w westernach. Istotnie, stawiając na tak zróżnicowane motywy, Audiard chwyta się sprawdzonego sposobu na nadanie swojej produkcji wielowymiarowości. W słownych pojedynkach między czterema mężczyznami film błyszczy najmocniej. Zwłaszcza, że konwersacje te odbywają się zazwyczaj w nocy, lesie lub w ciasnych pomieszczeniach, które zdają się klaustrofobicznie osaczać tak postaci, jak i widza.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Bracia Sisters to kolejny w ostatnim czasie utwór, który akcentuje trudne relacje między protagonistami a ich ojcami. Nienawiść czy żal to emocje, które bohaterowie nierozerwalnie wiążą z domem rodzinnym. Szczególnie mocno wybrzmiewa to w trakcie dwóch dialogów; między Morrisem a Warmem oraz, w dalszej części filmu, między Warmem a Elim. Mężczyźni zdają się przeżywać kluczowe przemiany duchowe w momencie gdy znajdują słowa na nazwanie swoich negatywnych emocji względem ojców.  Wszakże Ameryka zawsze była upragnionym domem dla wyrzutków, uciekinierów i ojcobójców; ludzi uchodzących przed wymiarem sprawiedliwości, nie mającą im nic do zaoferowania Europą czy też własnym sumieniem.

Bezapelacyjnie największym atutem produkcji są doskonałe kreacje aktorskie; w szczególności Phoenixa i Reilly’ego. O ile ten pierwszy zdążył nas przyzwyczaić do swojego wszechstronnego talentu, o tyle drugi rzadko ma szansę pokazać swoje możliwości na pierwszym planie. Jego spokój zakłócany bywa jedynie krótkimi wybuchami radości z odkrywania zdobyczy cywilizacji w postaci spłuczki czy pasty do zębów. Gdy jednak jego bratu grozi niebezpieczeństwo, staje się zdeterminowany i śmiertelnie niebezpieczny. Przemoc w wykonaniu braci Sisters jest szybka i gwałtowna; pozbawiona skrupułów służy eliminacji wroga. Nie ma jej jednak wiele. Pojawia się ona raczej w celu nakreślenia widzowi charakterów Eliego oraz Charliego, nie rozrywce w ścisłym tego słowa znaczeniu. Podobnie, widz nie uświadczy tu zbyt wiele otwartych przestrzeni i pejzaży znanych z innych westernów, natomiast nieliczne krajobrazy pogranicza Oregonu i Kalifornii zapadają głęboko w pamięć.

Zobacz również: “Ułaskawienie” – Kolskiego kartka z rodzinnego albumu w Popielawach [RECENZJA]

Bracia Sisters to solidny western, który nie otwiera żadnych nowych drzwi, ale opowiada w nowy sposób znaną nam historię USA; szczerą, pełną uniwersalnych przemyśleń, zakończoną niemalże baśniowym morałem. To kolejny dowód, że USA z XIX wieku kryją w sobie jeszcze wiele nieodkrytych tajemnic, tylko czekających na alchemiczną formułę, która pozwoli wydobyć z nich prawdziwe złoto.

3.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.