FilmyKinoRecenzje

“Psy 3. W imię zasad”, czyli nowy świat, stare reguły [RECENZJA]

Marcin Kempisty
Psy 3 Bogusław Linda
fot. materiały promocyjne / dystrybutor Kino Świat

Pierwsza część Psów Władysława Pasikowskiego w pewnych kręgach uzyskała status kultowej, zaś niektóre dialogi na stałe weszły do publicznego obiegu. “Co ty wiesz o zabijaniu?”, “bo to zła kobieta była”, “w imię zasad” – co kilka minut wypowiadane są spiżowe zdania o życiu, śmierci, przyjaźni i zdradzie, które wraz z legendarnymi rolami, między innymi Bogusława Lindy i Cezarego Pazury, stały się niezwykle ważną częścią rodzimej popkultury. I na nic utyskiwania krytyki filmowej – rewolucja VHS-ów tylko pomogła w udomowieniu Psów i wpisaniu ich w masową wyobraźnię.

Pasikowski wraca do historii Franza Maurera po dwudziestu ośmiu latach od premiery pierwszej części. Zmienili się ludzie u szczytu władzy, zmienił się wygląd miast, kraj się zmodernizował, lecz protagonista pozostał taki sam, jak wtedy, gdy ćwierć wieku wcześniej, po wydarzeniach z drugiej odsłony, trafił do więzienia. Bogusław Linda jest tym samym romantycznym cynikiem, honorowym ubekiem postępującym według własnego kodeksu moralnego. Psy 3. W imię zasad to historia starego człowieka po przejściach, któremu nie dane jest odnalezienie czasu na odpoczynek. Wystarczy postawić krok poza murami więzienia, by przeszłość rzuciła się na niego z pazurami. Nowy start to mrzonka nie do zrealizowania, wolność to ledwie fatamorgana. W tym przypadku, agresorem jest agent rosyjskiego GRU pragnący odzyskać pieniądze, które Maurer zdążył przed skazaniem skraść jego ojcu. Dodatkowo syn jego starego przyjaciela – Morawca (Pazura) – ginie w tajemniczych okolicznościach, toteż bohaterowi przyjdzie również wspierać kompana w rozwiązywaniu tej zagadki. 

“Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak, jak jest, wszystko się musi zmienić.” – tak powinno brzmieć motto najnowszego filmu Pasikowskiego wywiedzione z powieści Giuseppe Tomasiego di Lampedusy. Psy 3 to kino “w starym stylu”, zgodne z wypracowaną wcześniej estetyką przez twórcę Krolla. Cały świat jest przeżarty moralną zgnilizną, prawie każdego da się kupić za odpowiednią kwotę, prawo jest jedynie teoretycznym konceptem, zaś jedyni sprawiedliwi nie zawsze stoją tam, gdzie stoją dobrzy. Tak jak to było we wcześniejszych częściach, również tutaj postacie, którym bardziej się kibicuje, dalekie są od doskonałości. Morawiec dąży do zrealizowania krwawej wendetty, Maurer z uśmiechem na ustach wspomina podpalenie księdza w 1986 roku, zaś pomagający im komisarz Wit jest niepoprawnym idealistą wierzącym w niezawisłe sądy. Kobiety także są te same – prostytutki, biedaczki chcące sobie szybko zrobić dzieciaka, nieangażujące się w “męskie sprawy”. Ot, sto procent pasikowszczyzny, gdzie nie ma jasnej granicy między dobrem a złem.

Psy 3 w imię zasad
fot. materiały promocyjne / dystrybutor Kino Świat

Programowy seksizm (co ważne – bardziej bohaterów niż samego reżysera) można od biedy wpisać w ramy obranej konwencji. Staromodność narracji można zrzucić na karb esencji historii, czyli powrotu do rzeczywistości człowieka, który wiele lat przeżył za kratami i nie zauważa, że świat w wielu sprawach poszedł wyraźnie do przodu. Można także bronić odrobinę drewnianych dialogów, bo zapewne czas będzie dla nich łaskawy, tak jak był łaskawy dla dialogów z pierwszej części – w końcu takie “pierdolisz moją kobietę” szybciej powinno wywoływać salwę śmiechu niż dawać poczucie obcowania z prawdziwą tragedią. Psy 3 nadal dryfuje w stronę kina klasy B, co nie musi być wcale wadą.

Największym problemem najnowszego filmu Pasikowskiego jest bardzo skonwencjonalizowane przedstawienie rzeczywistości. Nihilistyczny, oskarżycielski ton pierwszej części nie tylko był ukłonem w stronę amerykańskiego i francuskiego kina gangsterskiego, lecz wpisywał się również w potransformacyjne rozliczenia. Tymczasem wydarzenia z trzeciej odsłony są już do bólu przewidywalną historią o skorodowanym systemie i jego skorumpowanych urzędnikach. Mimo że reżyser w pewnym momencie niemalże wprost cytuje historię Igora Stachowiaka, nie wchodzi za bardzo w dialog z rzeczywistością. Snuje znowu tę samą opowieść, chociaż w innych realiach. Brakuje charakterystycznej dla niego odwagi, choćby z Pokłosia, jak gdyby twórca stracił publicystyczny słuch i odwrócił się od rzeczywistości. Bardziej mu zależy na wydobywaniu z niepamięci postaci z wcześniejszych części (choćby Artura Żmijewskiego) i rozliczaniu się z przeszłością, aniżeli na przyszłości. Autocytat w scenie więziennej z Arkadiuszem Jakubikiem, snującym monolog podobny do tego z drugiej części ze sławnym cytatem “wyrwałem chwasta”, jest tego najlepszym przykładem.

Również pod względem formalnym można wiele zarzucić Pasikowskiemu. Oczywiście, nadal ścieżka dźwiękowa jest prawdziwym dekadenckim dziełem sztuki stworzonym przez Michała Lorenca, który jak nikt potrafi wydobyć smutną prawdę z filmów autora Reichu. Nie ma jednak w Psach 3 tak cudownie wykreowanej aury, jak w serialowym Glinie, którego kręcono na 16-milimetrowej taśmie. Nie ma również zaskoczenia w prowadzeniu aktorów. Linda robi groźne miny, ale widać, że gra już na dobrze znanym autopilocie. Dorociński również prezentuje umiejętności dobrze znane z Pitbulla i Paktu. Fabijański czasami zachowuje się tak, jak gdyby chciał powtórzyć kreację Pazury z pierwszej części Psów, delikatnie się jąkając i nosząc okulary z okrągłymi szkłami. Wydaje się, że to właśnie zniszczony emocjonalnie Pazura prezentuje się najlepiej, może też dlatego, że scenarzyści pozwalają mu na oscylowanie między rozpaczą, zagubieniem a gniewem. To jest jedyna rozwijająca się postać na przestrzeni całego filmu. 

Psy 3 w imię zasad
fot. materiały promocyjne / dystrybutor Kino Świat

Jest jednak coś ujmującego w tej batalii Maurera z nowoczesną materią, w jego nieodnajdywaniu się w nowych realiach. Może to wynik uromantycznienia bohatera, o którym słusznie pisał ostatnio Michał Walkiewicz dla Dwutygodnika. Rzeczywiście, postać Lindy to nadal ktoś na kształt Byronowskiego Giaura, Melville’owskiego gangstera, Bogartowskiego cynika, potrafiący sypnąć przekleństwem, odstrzelić wroga, a później napić się wódki za starych, wiernych druhów. Dudni mu w duszy echo sentymentalnej słowiańszczyzny, rzewnej brutalności, potrzeby walki z wiatrakami, choćby za cenę życia. Przypomina męczennika za niedokonaną rewolucję, ofiarę braku oczyszczenia kraju z wszelkich PRL-owskich błędów i wypaczeń. W końcu nie bez przyczyny w pewnym momencie pojawia się prawie dosłowny cytat obrazu Jacquesa-Louisa Davida.

Psy 3. W imię zasad bywa kinem topornym, scenariuszowo miałkim, opartym na banalnych, odrobinę karykaturalnych dialogach, niemniej jednak należy być wobec tego filmu odrobinę bardziej wyrozumiałym. Dostrzegając rzecz jasna wszystkie wymienione wady, należy najnowsze dzieło Pasikowskiego potraktować jako nieudolny, ale jednak łabędzi śpiew pewnej epoki, kropkę nad i całego potransformacyjnego zawirowania. Rozliczenia z przeszłością zostały dokonane, rachunki wyrównane, reszta jest milczeniem.

Ocena

4 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Psy", "Kroll", "Pitbull. Ostatni pies"

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.