FelietonyHBO MAXPublicystykaSeriale

Jak John Wilson wzruszył mnie odkurzaczami [FELIETON]

Wiktor Małolepszy
Materiały prasowe / Dobre rady Johna Wilsona

Zbieranie odkurzaczy pewnie nie zalicza się do grona najdziwniejszych pasji, jakie uwieczniono na filmie, ale na pewno zaskoczy was fakt, że można opowiedzieć o niej w sposób, który wyciśnie z was łzy.

Dobre rady Johna Wilsona są dokumentalnym serialem HBO, którego trzeci i ostatni sezon zadebiutował na platformie w tym miesiącu. Tytułowy bohater to reżyser, scenarzysta, operator, montażysta i narrator tego dzieła, polegającego na uwiecznianiu głównie Nowego Jorku, ale też innych obszarów Stanów Zjednoczonych poprzez różnego rodzaju poradniki. W jednym z odcinków John Wilson pomaga nam rozgryźć zagadkę powszechności nowojorskich rusztowań, w innym szuka przepisu na idealne risotto, a w jeszcze kolejnym zastanawia się, jak znaleźć publiczną toaletę. Czasami odpowiada na stawiane przez siebie pytania, ale nie stanowi to jego celu. Odcinki mają luźną strukturę, a pojawiające się w nich zagwozdki pełnią bardziej rolę wytrychu otwierającego drogę do eksploracji nieoczywistych zagadnień i środowisk. Wilson nie stroni od dygresji i prowadzi narrację epizodów tak, że czasem w przeciągu kilku minut jest w stanie odjechać do kompletnie niespodziewanych terenów. Sprawia to, że prozaiczne pytania doprowadzają go do wniosków, które są zaskakująco głębokie, szczególnie biorąc pod uwagę lekką i humorystyczną atmosferę całego serialu.

Owa atmosfera składa się w większości z odczytywanej żabim głosem Wilsona narracji z wizualnym komentarzem. Same ujęcia można od biedy opisać jako rejestr „błędów w matriksie” – nietypowych wydarzeń, chwil niezręczności, humorystycznych obrazków czy interesujących kontrastów, które operator czujnym okiem wyłuskuje z kalejdoskopu nowojorskiej rzeczywistości. Samo śledzenie flegmatycznej narracji i oczekiwanie na zabawny wizualny kontrapunkt sprawia sporo frajdy, lecz w gruncie rzeczy Wilsonowi nie chodzi o to, żeby wyśmiać swoje otoczenie. Nie ma w tych historiach czy kadrach ani krzty zgryźliwości, cynicznego wykorzystania czyjegoś pecha czy nawet sarkazmu. Wilson jest szczerze zafascynowany tym, co go na co dzień spotyka. Jego wrażliwość to trochę rozwinięcie scen z latającą reklamówką z American Beauty, okraszone suchym poczuciem humoru. Twórca serialu z wielką ciekawością patrzy na świat i daje platformę do wypowiedzi osobom, które raczej nie pojawiają się w innych produkcjach HBO. Rozmówcy Wilsona nie tylko służą warstwie narracyjnej odcinków, ale często są po prostu zwykłymi ludźmi, w których dostrzega on coś niezwykłego.

Materiały prasowe / Dobre rady Johna Wilsona

Najlepszym przykładem tego podejścia jest czwarty odcinek trzeciego sezonu – Jak oglądać mecze?. Pod pretekstem poradnika o tym, jak zrozumieć kibicowską kulturę i zacząć czerpać przyjemność z oglądania sportu, Wilson opowiada o godzeniu się z własną odrębnością oraz roli, jaką pełnią w tym procesie inni ludzie. Między wierszami jednak umieszcza wątek relacji ojców z synami. Jak w scenie, kiedy spotyka fanatycznego kibica New York Mets, który zaprasza go do domu, częstuje kolacją i przedstawia swojemu tacie. Okazuje się, że to właśnie on zaraził syna miłością do klubu. Teraz, kiedy już nie może chodzić na mecze, role się odwróciły i to syn opiekuje się swoim ojcem. To krótki moment, trwający zaledwie minutę, lecz Wilsonowi udaje się stworzyć nim rozczulający portret relacji tych dwóch mężczyzn.

W drugiej połowie odcinka dokumentalista ląduje na trzydziestym siódmym corocznym konwencie klubu zbieraczy odkurzaczy. Do hotelu w Scranton zjeżdżają fanatycy z bagażnikami wypchanymi artykułami AGD. Kolekcjonerzy pokazują rzadkie modele, prześcigając się w deklaracjach, kto ma ich najwięcej i rywalizując ze sobą w przeróżnych konkurencjach. Wilson, żywo zafascynowany ich pasją do tych urządzeń, podpytuje uczestników zjazdu, co sprawiło, że pokochali odkurzacze. Okazuje się, że niemal wszyscy jego rozmówcy asocjują owe urządzenia z bliskimi sobie ludźmi. Jeden z organizatorów zjazdu mówi, że gdy patrzy na swoje odkurzacze, przypomina sobie o krewnych, których już z nim nie ma. Inny z kolekcjonerów wprost opowiada Wilsonowi o swojej relacji z ojcem. Ze łzami w oczach wyznaje, że do końca życia wspierał go w jego nietypowej pasji i to dzięki niemu miał odwagę ujawnić się przed innymi ludźmi.

Materiały prasowe / Dobre rady Johna Wilsona

Wilson tym samym odnajduje w zjeździe kolekcjonerów odkurzaczy nie tylko interesujące wydarzenie, ale też inspirującą społeczność. Grupę ludzi połączonych miłością do urządzeń AGD, będących pewnego rodzaju przedłużeniem uczuć, którymi darzyli swoich najbliższych. We wzruszający sposób pokazuje, że inność nie powinna być powodem do zmartwień, lecz czymś, co powinniśmy w sobie pielęgnować i celebrować. Chodzi tu o wszelaką inność – zarówno zamiłowanie do niszowych seriali (jak ten), pielęgnowana od dziecka pasja do odkurzaczy czy orientacja seksualna, o której również Wilson wspomina w tym odcinku.

Kiedy więc pod koniec słyszymy, że „każdy ma odkurzacz”, brzmi to jak ostateczne przesłanie płynące z tego serialu. Odkurzacze jednocześnie są zupełnie prozaiczne, posiadane przez niemal każdego, a jednak chowamy je w szafie, co czyni je idealnym symbolem dla inności, którą Wilson tak ceni. Nie namawia nas do pokazywania ich za wszelką cenę – raczej twierdzi, że trzymanie ich tam jest jak najbardziej zrozumiałe i nie ma nic złego w czekaniu, aż będziemy gotowi, żeby je wyciągnąć. W swoim serialu prowadzi nas przez Nowy Jork, ale w zasadzie po prostu pokazuje różne aspekty życia. Nie odpowiada na stawiane przez siebie pytania, bo bardzo mało jest kwestii, na które można jednoznacznie odpowiedzieć. Życie nie jest oczywiste, tylko dziwne, pełne niespodzianek, zbiegów okoliczności, radosnych i tragicznych historii. Nie sądzę, by ktokolwiek w ostatnich latach pokazał to lepiej niż John Wilson i jego dobre rady.


korekta: Ula Margas

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.