Advertisement
FilmyRecenzje

“Sól ziemi” – poruszający portret artysty [RECENZJA]

Wiktor Małolepszy
fot. materiały promocyjne filmu "Sól ziemi"

Tworząc film o artyście jednym z najistotniejszych zadań reżysera bądź reżyserki jest umieszczenie bohatera w odpowiednim kontekście. Wim Wenders, wybitny reżyser, twórca zarówno znanych dramatów, jak i dokumentów o muzyce czy tańcu, w Soli ziemi przygląda się Sebastiao Salgado, jednej z osób, które nazywa się „większymi niż życie”. Brazylijczyk jest fotografem, po seansie można stwierdzić, że jednym z najwybitniejszych w swoim fachu. Artystą, który przy pomocy aparatu i obiektywu potrafi w ciągu sekundy uwiecznić całe dekady w pojedynczym czarno-białym kadrze. Opisując jego twórczość, przywołane zostają słowa stojące u podstawy sztuki fotografii – greckie „photo” – „światło” oraz „graphein” – „pisanie, rysowanie”. Salgado, dzięki swoim zdjęciom, posiadł umiejętności rysowania światłem, przepisywania wydarzeń i uchwycenia historii w pojedynczych odbitkach.

Tym szerszym kontekstem, po który Wenders sięgnął, miała być historia Salgado opowiadana z perspektywy jego syna. Słynny fotograf w ciągu tych 40 lat podróży rzadko widywał swoją żonę oraz dzieci. Przemawiała przez niego potrzeba głębokiego zaangażowania się w relacjonowanie wydarzeń, podejmowania wyzwań których, jego zdaniem, inni nie byli w stanie się podjąć. Angażował się w wieloletnie projekty, podróżował do opętanych wojnami afrykańskich krajów, latał z kontynentu na kontynent w poszukiwaniu kolejnych godnych nagłośnienia historii. Nic więc dziwnego, że Juliano Ribeiro Salgado – syn wielkiego fotografa – zapragnął lepiej poznać swojego ojca i rozpoczął kręcenie tego dokumentu, do którego później dołączył Wim Wenders, jako „ktoś z zewnątrz”.

fot. materiały promocyjne filmu “Sól ziemi”

Ciężko jednak nie odnieść wrażenia, że angażując się w ten projekt, Wenders zdusił głos Juliano. Choć syn fotografa niejednokrotnie pojawia się w trakcie historii, dorzuca od siebie ciekawostki, informacje i komentuje wydarzenia, to Sól ziemi w żaden sposób nie zgłębia tej relacji. Naprawdę trudno jest uwierzyć, że jedynymi wspomnieniami Juliano z czasów dzieciństwa, które dotyczą ojca, było postrzeganie go jako „superbohatera” lub „odkrywcę skarbów”. Tym bardziej że we wczesnych fragmentach filmu poruszony zostaje wątek ciężko chorego brata Juliano, rodzący wątpliwości natury moralnej oraz pytania o odpowiedzialność fotografa za wychowanie synów wspólnie ze swoją żoną. Historia ta jednak zostaje kompletnie urwana, a reżyserowie ani razu już później do niej nie wracają, koncentrując się na przeglądzie twórczości i życia Sebastiao.

Przeczytaj również:  PROJEKT FELLINI: "La Strada" (1954) | Epizod #4

A są to dzieła, nad którymi warto się pochylić. Sól ziemi przez sporą długość czasu trwania przybiera formę pokazu slajdów z komentarzem autora zdjęć. Na ekranie pokazywane są czarno-białe fotografie Salgado, który swoim miękkim, mądrym głosem snuje stojące za nimi opowieści, dostarczając własnych przemyśleń na temat ludzkiej natury, historii, czasem filozoficznych rozważań doświadczonego człowieka. Wówczas film staje się wykładem wielkiego mędrca, który widział więcej niż ktokolwiek, a jednocześnie obdarzony jest skromnością i wciąż żywym współczuciem dla przedstawionych na tych, zapewne wielokrotnie oglądanych, zdjęciach postaci. Film skacze od miejsca do miejsca, sprawnie dywersyfikując perspektywę i celując w szerszy obraz twórczości niż portret konkretnego wydarzenia. Każdej z kluczowych serii Salgado poświęcony jest czas, on opowiada o swoich motywacjach, nabytych w trakcie pracy nad nimi doświadczeniach, interesujących wyzwaniach. Ogrom włożonej w te wieloletnie projekty pracy i wysiłku budzi piorunujące wrażenie, a same historie przedstawionych na fotografiach postaci łapią za gardło oraz wyciskają łzy z oczu. Chociażby te niesamowite zdjęcia – jak otwierające film obrazy z kopalni złota lub przerażające kadry przedstawiające uchodźców w Rwandzie – czynią Sól ziemi filmem godnym obejrzenia przez każdego.

fot. materiały promocyjne filmu “Sól ziemi”

Niejednokrotnie zza fotografii wyłania się łysa, gładka twarz Salgado. Patrzy on wówczas przed siebie – może na tę odbitkę, a może na widza – oddając się zadumie nad moralnością gatunku ludzkiego. Przyznaje się do depresji i kompletnego wypalenia, które przyszło po wielu latach uwieczniania najstraszliwszych obrazów ludzkich nieszczęść oraz zbrodni. ”Każdy powinien zobaczyć te zdjęcia, żeby zobaczyć, jak potworny jest nasz gatunek”, z żalem mówi fotograf, patrząc na portrety osieroconych dzieci, chwilę potem komentując inną tragedię. Ciężko w takich sytuacjach nie zadawać pytań o moralność samego fotografa, który uwiecznia czyjąś śmierć. Na osobie portretującej tak realistyczne i brutalne sceny ciąży wielka odpowiedzialność. Czy sam fakt przedstawienia kogoś w tak dramatycznej chwili nie jest pogwałceniem godności tego człowieka? Odpowiedzi na te pytania film unika, traktując epatowanie takimi obrazami jako coś zupełnie akceptowalnego, jednocześnie umieszczając ich tak wiele, że pomimo komentarzy Salgado i prób osadzenia ich w szerszym kontekście, w pewnym momencie dokument zaczyna przypominać prezentację portfolio artysty.

Przeczytaj również:  Lista nowości Netflix na czerwiec 2020. Jakie filmy i seriale czekają na nas w ofercie?

Ostatecznie jednak siła tych zdjęć wygrywa. Fotografie Salgado potrafią wryć się w pamięć widza, porażać swoim monumentalnym pięknem lub poruszać tragizmem. Historia artysty kończy się również niespodziewanym happy-endem o prawdziwie motywującej mocy. Chociaż często idzie na łatwiznę, porzuca skomplikowane tematy, a niektóre wręcz ignoruje, to Sól ziemi jest wciąż jednym z najmniej wymagających formalnie, a jednocześnie najgłębiej oddziałujących na widzu dokumentów o artystach. Szkoda tylko, że prawie całą swoją moc zawdzięcza nietuzinkowemu bohaterowi, a nie śmiałej reżyserii.

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Kafarnaum", "Pina".

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.