FelietonyPublicystyka

Wsłuchajmy się w czarną duszę Ameryki uszami Wiktora. Let’s do the right thing! cz.1 [FELIETON]

Wiktor Małolepszy

Odbierając nagrodę Akademii za najlepszy scenariusz na początku tego roku, Spike Lee wypowiedział wiele przejmujących słow. Opowiadał o swoich korzeniach, ciężkiej pracy prababci, nie pożałował też zgryźliwych komentarzy w stronę amerykańskiego społeczeństwa. Swoją wypowiedź zakończył mocnym akcentem, najważniejszymi słowami tamtej nocy. W przepełnionej emocjami chwili, parafrazując tytuł swojego rewolucyjnego dzieła, które w tym roku obchodzić będzie 30 rocznicę premiery – Do the Right Thing – wykrzyczał: Let’s all mobilize. Let’s all be on the right side of history. Make the moral choice between love versus hate. Let’s do the right thing!.

Lee, możliwe, że całkiem świadomie, skonkludował rok, w którym kwestia rasowa – a szczególnie zinstytucjonalizowanej nienawiści – pełniła ważną rolę w amerykańskim kinie. Mnogość podejść, unikalnych perspektyw, nietuzinkowych refleksji w kontekście rasizmu i emancypacji afroamerykańskich treści filmowych stanowiła kolejny krok cementujący tę tematykę, jako kluczowy element kinematografii w tej dekadzie. Najlepszym tego efektem jest zdecydowanie gigantyczny sukces zarówno komercyjny, jak i artystyczny Czarnej Pantery – produkcji, która w brawurowy sposób pokazała, że jest w mainstreamie miejsce na bohatera wykraczającego poza ramy wyznaczone przez kaukaskich herosów. Równocześnie w dziele Ryana Cooglera widać echa jego debiutu – nagradzanego w Cannes i Sundance Fruitvale Station. Opowiadający historię zastrzelonego przez policjanta Oscara Granta film stanowi przejmujący obraz determinizmu społecznego, którego ofiarą jest młody, ciemnoskóry człowiek z Oakland. W takim otoczeniu nie zaczyna się z czystą kartą.

Efekty tego samego podejścia widać w postaci Killmongera. Obsadzając w obu rolach Jordana, Coogler świadomie rysuje analogie między losami postaci i symbolicznie zaznacza kolejny krok w rozwoju kwestii rasowej. Fruitvale Station stanowiło głos sprzeciwu wobec upraszczaniu profilów ciemnoskórych ofiar policji, a Czarna Pantera realizuje fantazje o quasi-afrocentrycznym uniwersum głęboko zakorzenionym w lokalnej kulturze i oddanym swoim tradycjom. Nie jest to jednak świat pozbawiony wad – kwestia wykluczenia Killmongera będąca tu jedną z najpoważniejszych. Głównym celem produkcji jest właśnie zilustrowanie odrzucenia i samotności (w przypadku czarnego charakteru podwójnego, wszak Wakanda nie tylko odwróciła się do niego plecami, ale też odebrała mu ojca) dyktujących wybory życiowe Afroamerykanina. Izolacjonizmu, który stanowi centrum polityki zagranicznej afrykańskiego państwa.

Ojciec Killmongera – książę Wakandy, świadek i najprawdopodobniej też ofiara segregacji rasowej obecnej w Amerykańskim społeczeństwie lat 80. i 90. – wyraża sprzeciw wobec bierności królestwa. Kierowany współczuciem do cierpiących trud Afroamerykanów angażuje się w proces szmuglowania technologii z ojczystego kraju do Stanów Zjednoczonych. Jego stopniowo budowana rebelia zostaje jednak stłumiona przez interwencję króla, który decyduje się go zabić. Wydarzenie to stanowi punkt zwrotny w życiu Killmongera – chłopak obejmuje sobie za cel doprowadzenie do realizacji planu ojca. Jednakże, podczas gdy postawa N’Jobu reprezentuje głównie troskę o los swoich pobratymców w Stanach Zjednoczonych, decyzje jego syna są dyktowane nienawiścią. Nienawiścią spowodowaną odebraniem mu ojca, pozostawieniem go na pastwę losu (członka rodziny królewskiej!) i biernością Wakandy w stosunku do biedy trawiącej Afrykę oraz zinstytucjonalizowanego rasizmu wobec ciemnoskórych obywateli Stanów.

Również z Oakland wywodzą się Collin i Miles, bohaterowie debiutu Carlosa Lópeza Estrady – Blindspotting. Pierwszy z nich dopiero wyszedł z więzienia, ma przed sobą trzy dni zwolnienia warunkowego i robi wszystko, żeby nie wrócić za kratki. W podlegającym stopniowej gentryfikacji mieście, z takim przyjacielem jak Miles i czarnym kolorem skóry jest to niezwykle trudne zadanie. Pomiędzy mężczyznami – przyjaźniącymi się od dzieciństwa – dochodzi do ciągłych starć. Miles mimo śnieżnobiałego koloru skóry również jest ofiarą przepełnionego agresją klimatu Oakland. Ma przez to potrzebę udowodnienia sobie i wszystkim wokół, że nie jest taki, jak „hipsterzy”, którzy wprowadzają się w jego sąsiedztwie. Nosi tatuaże, grill, rapuje, kupuje broń, niejednokrotnie wywołuje bójki. Jego postawa stanowi idealną reprezentację pojęcia „toksyczna męskość”, co jawi się jako przeciwieństwo obecnego celu Collina. Po wyjściu z więzienia chce on bowiem zmienić swoje życie, pogodzić się z byłą dziewczyną, zacząć żyć zdrowo, co spotyka się z kpinami wychowanego w maskulinistycznym społeczeństwie Milesa.

Podobnie jak w Czarnej Panterze, Estrada koncentruje się na ukazaniu wpływu otoczenia na postawę postaci. Zarówno Killmongera, jak i Milesa przepełnia wtłoczona przez społeczeństwo nienawiść. Obaj pragną zamanifestować swoją tożsamość – pierwszy – afroamerykańskiego następcy tronu Wakandy, drugi – ofiary tej samej segregacji, której podlega jego ciemnoskóry przyjaciel. Miles jest w pełni świadomy rasizmu, który dotyka Collina. W jego decyzjach nie widać jednak potępienia umiejscowienia Afroamerykanów w takiej pozycji społecznej. Wręcz przeciwnie – emblematy tej kultury czyni częścią swojej własnej identyfikacji. Nikt nie wtłoczył w niego strachu przed każdym przejeżdżającym obok radiowozem, lecz i tak chce nosić ze sobą pistolet. Mówi, że dla ochrony swojej rodziny – w rzeczywistości jest to kolejny artefakt utwardzający jego tożsamość człowieka z hoodu.

Punktem zwrotnym w Blindspotting jest moment zabójstwa uciekającego Afroamerykanina przez policjanta, którego świadkiem jest Collin. Twarz funkcjonariusza, odgłosy pistoletu, paraliżujący strach wyryją się w jego pamięci i będą nawiedzać go wieczorami. Paralelna scena przychodzi pod koniec produkcji – bohater staje twarzą w twarz z tym samym policjantem. Tylko, że tym razem to Collin dzierży pistolet. Tej chwili nie towarzyszy jednak katartyczny nastrój – czuć wewnętrzną walkę w głowie protagonisty, starcie między nienawiścią do funkcjonariusza wywodzącą się z potrzeby zemsty i toksycznego otoczenia, a chęcią dokonania prawdziwej zmiany w swoim życiu – odcięcia się od szkodliwych elementów determinizmu społecznego. Używając rapu – jedynej formy wyrazu, w której mógłby zmieścić wszystkie trawiące go uczucia – wyrzuca w twarz policjanta cały ból związany z byciem ciemnoskórym człowiekiem w Stanach. Konkluzją sceny nie jest wystrzał, lecz łzy. Agresja ustępuje wrażliwości i żalowi.

Przeczytaj również:  Hubert Miłkowski: "Agentka powiedziała mi: "Jedź, tak czasem dostaje się role"". Rozmawiamy z odtwórcą młodego Pawła Kopińskiego z "W głębi lasu"

Scena zabójstwa ciemnoskórego mężczyzny przez białego policjanta stanowi też napęd do działania głównej bohaterki The Hate U Give. Starr, wywodząca się z czarnej dzielnicy nastolatka, uczęszcza do prywatnej szkoły, której skład zasilają w większości białe dzieci z bogatych rodzin. Sytuacja ta wymusza na dziewczynie ciągłą zmianę tożsamości – przybieranie maski za każdym razem, gdy wchodzi w mury placówki. Jej środowisko cechuje ignorancja w podejściu do tematyki emancypacji Afroamerykanów. Słuchają rapu nie zwracając uwagi na jego przesłanie, widząc informację o zabitym ciemnoskórym chłopaku od razu przyjmują stronę policjanta, a protesty przeciw rasizmowi trawiącemu media i instytucje publiczne traktują jako okazję do zerwania się z zajęć. Nic więc dziwnego, że w momencie, gdy Starr staje się świadkiem ataku funkcjonariusza, w wyniku którego ginie jej przyjaciel Khalil, boi się pójść do telewizji i zeznawać w sprawie. Kluczową rolę pełnią też działania byłego „pracodawcy” Khalila – dilera Kinga. Dziewczyna ma świadomość, że broniąc swojego przyjaciela musiałaby wyjawić wszystko o nielegalnym procederze mężczyzny, co wystawiłoby ją i jej rodzinę na niebezpieczeństwo.

Zarówno w Blindspotting, jak i w THUG reżyserzy rysują obraz społeczeństw będących ofiarami niesprzyjającemu im systemu. Starr zostaje wysłana do prywatnej szkoły, bo w lokalnej – znajdującej się w czarnej dzielnicy – poziom edukacji jest niezadowalający. Jej absolwenci nie mają prawie żadnych perspektyw zawodowych. Większość młodych ludzi idzie w ślady Khalila i angażuje się w dilerkę u Kinga, który trzęsie całą dzielnicą. Rodzice wysyłają Starr i jej rodzeństwo do prywatnej szkoły, bo tylko taka daje sensowne życiowe perspektywy. Twórcy filmu stawiają bardzo złą ocenę systemowi edukacji w Stanach Zjednoczonych, wskazując ją jako jedna z głównych przyczyn nierówności.

„Białą maskę” przybiera również protagonista Czarnego bractwa. Przenikając w szeregi KKK Ronem Stallworthem kieruje jednak Wallenrodczy idealizm – decyzja motywowana poczuciem odpowiedzialności wynikającym z piastowanego przez niego stanowiska. Ten sam zabieg wykorzystany jest w Przepraszam, że przeszkadzam Bootsa Riley’a, którego bohater – Cassius Green – po odkryciu u siebie umiejętności mówienia w identyczny sposób jak „biali” staje się najlepszym telemarketerem w firmie. Jednakże, podczas gdy Spike Lee używa tego motywu głównie celem obśmiana ludzkiej naiwności i uwydatnienia stereotypów związanych z komunikacją międzyrasową, Riley w groteskowy sposób zwraca uwagę na zjawisko „życzliwego” rasizmu. Szczególnie widoczne jest to w samej kreacji Pana *******, najważniejszego ciemnoskórego telemarketera w całym kraju, który również używa „białego głosu”, nosi komiczny monokl, melonik i bokobrody, co pozwala mu wkupić się w łaski kaukaskich współpracowników. Bardzo znacząca jest też scena firmowej imprezy, podczas której tłum białych mężczyzn i kobiet oczekuje od Cassiusa freestyle’u, bo – zgodnie z rasowymi stereotypami – musi być świetnym raperem. Kiedy mężczyzna zaczyna wykrzykiwać wulgarne bzdety publiczność reaguje z euforią, a po usłyszeniu „the n-word” radośnie zaczyna je skandować.

Przeczytaj również:  "Vampyres" – lesbijki piją krew i zjadają mizoginów [CAMPING #63]

Przepraszam, że przeszkadzam istotnym czyni też kwestię krytyki kapitalistycznego wyzysku pracowników i skazania ich na uczestnictwo w wyścigu szczurów. W pewnym momencie ciemnoskóry sąsiad Cassiusa decyduje oddać się na dożywotnie niewolnictwo firmy w zamian za zapewnienie mu darmowego mieszkania, wyżywienia oraz zrealizowanie jego podstawowych potrzeb. Staje się – podobnie zresztą jak Cassius – narzędziem w rękach białego człowieka. Nietrudno jest wyrysować tutaj analogię z sytuacją życiową Dra Dona Shirley’a z Green Book. Bohater obsypanego Oscarami filmu w końcu całe swoje życie spędził na nauce klasyki, żeby grać w salach wypełnionych bogatymi białoskórymi mężczyznami. I chociaż jest doskonałym pianistą, to lata ciężkiej edukacji przypłacił odcięciem od tego, co definiowało „czarną” kulturę w latach sześćdziesiątych – boogie, bluesa, soulu.

Shirley jest zresztą kolejną postacią, która mimo swoich nietuzinkowych umiejętności postrzegana jest przez pryzmat rasy. W przeciwieństwie do Cassiusa z Przepraszam, że przeszkadzam i „przychylnego” rasizmu ze strony swoich współpracowników, Shirley staje się ofiarą dyskryminacji w jej najostrzejszej formie. Zarówno poprzez odmówienie mu możliwości noclegu w luksusowych hotelach oraz stołowania się w restauracjach, jak i ze strony nieprzychylnych mu rasistowskich policjantów. Farrelly nie posuwa się jednak tak daleko w krytyce tej instytucji jak Estrada czy Tillman i pod koniec filmu w niezbyt zgrabny sposób dorzuca scenę ukazującą, że mimo istnienia funkcjonariuszy traktujących w dyskryminujący sposób Afroamerykanów na szczęście są też tacy, którzy zwrócą im uwagę na dziurawą oponę.

Kwestia toksycznej męskości, obecna w Czarnej Panterze i Blindspotting, również wraca w Green Book. Poczucie alienacji dręczące Shirley’a wynika nie tylko z rasy, ale też z własnej orientacji. Bycie homoseksualistą przynosi mu dużo wstydu, stawia go w niezręcznej pozycji w kontaktach międzyludzkich i nie pozwala na akceptację samego siebie. If I’m not white enough, and if I’m not black enough, and if I’m not man enough, then tell me, Tony, what am I? pyta kierowcę w reakcji na ciągłe przytyki z jego strony. Scenarzyści świadomie zestawiają postaci bucowatego, prostolinijnego Wargi z wrażliwym, ekscentrycznym Shirley’em rysując między nimi nić porozumienia, z której w pierwotnym założeniu każdy ma wyciągnąć jakąś lekcję. Niestety, chociaż da się zauważyć, że podróż z artystą zmieniła podejście Tony’ego do osób ciemnoskórych, to trudno wskazać przemianę w podejściu Shirley’a do własnej tożsamości. Jego homoseksualizm nie spotyka się ze zrozumieniem kierowcy-ochroniarza – po prostu zostaje zmarginalizowany jako jedno z dziwactw pianisty. Zostaje również kompletnie pominięty w zakończeniu filmu – owszem, rasistowska rodzinka Wargi dostaje lekcję ze strony mężczyzny, który wprowadza Afroamerykanina w progi swojego domu, ale raczej trudno jest sobie wyobrazić ich pozytywną reakcję na wiadomość, że ten sam gość jest homoseksualistą.

Dlatego też ciężko nazwać wręczenie Green Book najważniejszej amerykańskiej nagrody filmowej odpowiednią konkluzją 2018 roku. Z grona inspirujących, przepełnionych świadomością o trudach czarnoskórego człowieka w Stanach filmów wybrano ten, który jest najbardziej zachowawczy. Przyjmujący perspektywę „białego zbawiciela”, uważający za sukces nauczenie rasisty, że dyskryminacja jest zła. Jakkolwiek kontrowersyjna nie jawi się więc krytyka Spike’a Lee wobec decyzji Akademii, łatwo jest zrozumieć jego intencje. Kilkanaście minut wcześniej mówił, jak ironiczne jest to, że najkrótszy miesiąc w roku to ten poświęcony historii ciemnoskórych. Chwilę później główną nagrodę otrzymuje film opowiadający o segregacji z perspektywy uprzywilejowanego białego mężczyzny, a Donald Trump odbiera nawoływanie o zwalczenie nienawiści jako rasistowski (!), personalny atak. I najbardziej rażąca nie jest nawet irracjonalność wypowiedzi prezydenta tylko to, że kompletnie zignorował przesłanie przemowy reżysera. Apelu szczególnie ważnego teraz, gdy głowa państwa daje przyzwolenie na ataki względem mniejszości. Zakończenie Green Book i słowa Trumpa to udawanie, że kwestię dyskryminacji Afroamerykanów mamy już dawno za sobą. Zakończenie Czarnego bractwa to uderzenie obuchem w głowy wszystkich podzielających tę opinię. Uderzenie człowieka, który całe życie stał po “właściwej stronie historii”.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.