NetflixRecenzjeSeriale

“Specjalista od niczego: Sprawy sercowe” – Sceny z życia małżeńskiego w 3. sezonie

Wiktor Małolepszy
Specjalista od niczego
Kadr z serialu "Specjalista od niczego" - fot. Netflix

Minęły cztery lata od premiery 2. sezonu serialu “Specjalista od niczego”. W ciągu tych lat wiele zdążyło się zmienić zarówno w życiach jego twórców, jak i na całym świecie. “Master of None” od samego początku był tworem aktywnie komentującym otaczającą nas rzeczywistość i też za to szczególnie ceniono serial Aziza Ansariego. Z humorem potrafił on w jednym odcinku skrytykować rasowe stereotypy w showbiznesie. W kolejnym stworzyć empatyczny i wielowątkowy portret wspólnych doświadczeń emigrantów zarobkowych. Zaś w innym zapodać wiarygodną, komediową miniaturkę o tinderowych randkach. Serial kipiał kreatywnością. Można było więc spodziewać się po Ansarim i reszcie ekipy powiększenia puli podejmowanych zagadnień w tym długo wyczekiwanym sezonie. I być może właśnie tak by było – gdyby nie dwa istotne wydarzenia.

W 2018 roku na łamach portalu Babe.net ukazało się świadectwo anonimowej kobiety, noszącej pseudonim „Grace”. W tekście opowiedziała o randce z Ansarim, po której czuła, że standuper przekroczył granice zgody. Sam oskarżony odpowiedział na artkuł mówiąc, że wszystko, co wydarzyło się tej nocy między nim a ową drugą osobą, było w pełni dobrowolne. Pokłosiem tekstu było nie tylko wycofanie się Ansariego z życia publicznego na pół roku, ale też dyskusje w mediach o tym, gdzie przebiegają granice ruchu #metoo i czy standuper został słusznie oskarżony. Rok później Ansari odniósł się do oskarżeń podczas jednego z występów, gdy przyznał, że ta historia może być bardzo cenna dla mężczyzn, którzy w nadużyciach idących z jego strony, mogą ujrzeć odbicie swoich własnych toksycznych zachowań.

Jakkolwiek słuszne lub niesłuszne były zarzuty wysuwane w stronę standupera, nie dziwi wcale decyzja, by w najnowszym sezonie Specjalisty of niczego usunąć w cień postać Deva – porte parole twórcy serialu – i oddać głos innym osobom. I tu nie bez znaczenia pozostaje drugie wydarzenie – pandemia COVID-19, o której wpływie na kino czy tendencje w sztuce na pewno będziemy jeszcze dyskutować za kilka lat. Nietrudno jest jednak dokonać obserwacji, że zmusiła ona twórców do spojrzenia na opowieści dziejące się w czterech ścianach. Na wielkie dramaty w małych przestrzeniach, stających się nagle naszymi więzieniami. Na czekające w nich osoby, których stała obecność być może zaczęła działać nam na nerwy.

Specjalista od niczego
Kadr z serialu “Specjalista od niczego” – fot. Netflix

Uwidaczniało się to w takich projektach jak Skazani na siebie czy Malcolm i Marie i podobne spektrum tematyczne można dostrzec również w nowym sezonie serialu Aziza Ansariego. W poczuciu, że wyczerpał on liczbę godnych umieszczenia w nim obserwacji, postanowił kompletnie przebudować formę swojego najsłynniejszego projektu. Wraz ze współtwórcą, Alanem Yangiem, podjęli decyzję o wyrzuceniu wszystkiego, co było tożsame z serialem i wywróceniu formy oraz treści do góry nogami. W Sprawach sercowych to już nie Dev jest głównym bohaterem, lecz jego przyjaciółka Denise i jej żona Alicia. Akcja nie pędzi w tempie odpowiadającym życiu w Nowym Yorku – przenosi się do wiejskiej posiadłości wspomnianej pary, znacząco zwalniając. Sezon to nie zbiór powiązanych ze sobą tematycznie miniatur, ale koherentna, prawie jednowątkowa, zamknięta historia. Kadry nie są szerokie i cyfrowe, lecz wąskie i nagrane na taśmie.

Przeczytaj również:  Nowe komiksy "Star Wars" od Egmontu - Najgorsza trylogia [RECENZJA]

Już te zmiany wystarczyłyby, żeby wywołać wrażenie obcowania z zupełnie innym tworem. Ansari, wraz z grającą rolę Denise Leną Waithe (również współscenarzystką sezonu), dorzuca jeszcze kompletną zmianę gatunkową i tonalną. Poszukiwanie w Sprawach sercowych śladów humoru i lekkoduszności poprzednich epizodów to iście karkołomne zadanie.

Sezon opowiada historię stopniowego oddalania się od siebie Denise i Alicii, które poznajemy jeszcze jako szczęśliwie zakochaną parę. Denise jest poczytną pisarką, autorką bestsellera New York Timesa, zmagającą się ze strachem o przyjęcie jej drugiej książki. Alicia natomiast próbuje zająć się swoją pasją – dekoracją wnętrz. Jednak jak na dłoni widać, że nie ma równie sprawczej roli co jej żona. Kiedy Dev wpada do nich na podwójną randkę ze swoją partnerką (liczbę scen, w których pojawia się postać Ansariego w tym sezonie, można policzyć na palcach jednej ręki), a ta kończy się brutalną kłótnią między gośćmi, można wyczuć pewną niepewność w tym, że Denise i Alicia poszukują u siebie otuchy po zakończeniu tego starcia. Jakby wyczuwały, że już niedługo ich małżeństwo również zostanie wystawione na test.

Specjalista od niczego
Kadr z serialu “Specjalista od niczego” – fot. Netflix

Kością niezgody staje się kwestia rodzicielstwa – Alicia pragnie zostać matką, a Denise, zbyt zajęta dopiero pączkującą karierą pisarki, nie jest przekonana do tego planu. Ostatecznie jednak para podejmuje decyzję o rozpoczęciu starań o dziecko, co okazuje się być punktem bez powrotu dla akcji serialu, a dla pary zarzewiem konfliktów.

Ansari i Waithe powoli prowadzą narrację serialu, szczególnie we wcześniejszych epizodach. Dużą rolę odgrywają w tym zdjęcia Thimiosa Bakatakisa, który, w przeciwieństwie do swoich poprzednich prac z rodakiem Yorgosem Lanthimosem, nakłada na kamerę ciepły, ziarnisty filtr. Przywołuje on skojarzenia z domowymi kasetami i nadaje takim scenom jak montaże tańczących Denise i Alicii sentymentalnego wydźwięku. Niejednokrotnie Bakatakis zawiesza swoją kamerę na postaciach czy elementach otoczenia, spowalniając akcję. Tym samym pozwalając widzowi podziwiać estetyczne wysmakowane przestrzenie i aranżację kadrów. Nie zawsze jest to jednak równie efektywne, a powtarzalność owego zabiegu działa na jego niekorzyść. Osłabia moc wtedy, gdy jest szczególnie udany.

Poza tempem, odrzucić widzów może również sama fabuła nowego sezonu  Specjalisty od niczego. Oczekujący kontynuacji wątków z poprzednich odsłon, dostaną jedynie krótkie streszczenie, które przewinie się w rozmowie Deva z Denise podczas kolacji. Nie dziwi złość fanów, odczuwających nieusatysfakcjonowanie podjętymi przez Ansariego decyzjami. Skutkuje to tym, że obecnie sezon ma tragicznie niskie recenzje od widzów na Rotten Tomatoes czy Metacriticu. W owej wolcie stylistycznej widać jednak ślady rozwiązań, które showrunner stosował również na początku drugiego sezonu. Wówczas, zainspirowany klasyką włoskiego kina, postanowił stworzyć hołd dla Felliniego, Antonioniego i De Siki, umieszczając jednak w centrum Amerykanina. W Sprawach sercowych natomiast, Ansari wraz z Waithe, dokonują reinterpretacji Scen z życia małżeńskiego. Z tą różnicą, że w głównych rolach, zamiast szwedzkiego, heteroseksualnego małżeństwa, umieszczają afroamerykańską, lesbijską parę.

Przeczytaj również:  "Venon" Donny'ego Catesa - Egzystencjalny kryzys z przestworzy [RECENZJA]
Specjalista od niczego
Kadr z serialu “Specjalista od niczego” – fot. Netflix

Należy się na pewno showrunnerom uznanie za dokonanie owej transgresji. Choć w niektórych momentach cytaty z Bergmana nieco zbyt mocno rażą dosłownością, serial ostatecznie staje na własnych nogach. Wszyscy zaznajomieni ze Scenami… bez trudu wskażą paralele fabularne między oboma serialami, co działa na niekorzyść dzieła Netflixa. Jednak Ansari umiejętnie przesuwa akcenty, odchodząc od intensywności i efektowności szwedzkiego oryginału i koncentrując się na ciszy oraz kontemplacji. Niestety trzeba też przyznać, że dopiero w przedostatnim, czwartym epizodzie, skupionym na Alicii, sezon rozkwita w pełni. To też najbardziej wyróżniający się i odstający od reszty odcinek. Opowiada on historię bohaterki starającej się o zajście w ciążę metodą in vitro. Skoncentrowany na jednej postaci, śledzący ją z cierpliwością i empatią epizod może przywoływać skojarzenia z ubiegłorocznym Nigdy, rzadko, czasami, zawsze, również dzięki wybitnej kreacji Naomi Ackie. To fenomenalna miniaturka, którą spokojnie można postawić obok najlepszych odcinków serialu, jak Dziękczynienie czy Nowy Jorku, kocham cię.

Trudno jednak nie ulec wrażeniu, że Netflix popełnił spory błąd marketingowy. Reklamując Sprawy sercowe jako trzeci sezon (określenie, którego skwapliwie unikam w tej recenzji), roztoczył przed widzami fałszywą wizję tego, czym w rzeczywistości ów sezon jest. Choć można takie nazewnictwo próbować uzasadnić pewną kontynuacją wątków Deva oraz Denise, to nie ulega wątpliwości, że Sprawy sercowe są zbyt dalekim odejściem od formuły serialu Specjalista od niczego, żeby z czystym sercem uznać je za kolejny etap w rozwoju produkcji.

O wiele lepiej sprawdziłoby się przedstawienie ich jako „sezonu specjalnego”. Tylko czy taki projekt przyciągnąłby fanów spragnionych trzeciego sezonu miłosnych perypetii sympatycznego Deva? Deva, który przeszedł przez tych kilka lat tak długą drogę, że chwilami nie przypomina tej samej osoby. Jasne, ta niespodziewana wolta może z łatwością zaskoczyć i odrzucić miłośników Specjalisty od niczego. Ale jest też świadectwem zmian, które zaszły w życiu jego twórcy. Faceta, który dzięki czyjejś anonimowej historii mógł spojrzeć na siebie z obcej perspektywy. Dostrzec coś, czego nigdy nie spodziewał się w sobie znaleźć.

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Malcolm i Marie"

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.