FelietonyFestiwal Filmowy Pięć Smaków 2020Publicystyka

Kobiece spojrzenie. Nowa fala w kinie Korei?

Wiktor Małolepszy
fot. kadr z filmu "Kim Ji-young, urodzona w 1982"

Po otrzymaniu Złotej Palmy w Cannes za “Parasite”, Bong Joon-ho w jednym z wywiadów zauważył, że nagroda ta ma dla całej Korei symboliczne znaczenie. W 2019 roku koreański przemysł filmowy obchodził dokładnie setne urodziny, co wspaniale zbiegło się z premierą arcydzieła Bonga. Nagroda w Cannes – i późniejsza niezwykła oscarowa noc – może być jednak nie tylko odczytywana jako jubileuszowe wyróżnienie dla całej koreańskiej kinematografii, ale również w kontekście ostatecznego przypieczętowania statusu „koreańskiej nowej fali”. jako jednego z najważniejszych ruchów we współczesnym światowym kinie. 

Zauważył to również sam Bong, mówiąc, że twórcy tacy jak Lee Chang-dong, Park Chan-wook czy Kim Jee-woon osiągnęli już wielki sukces i mają sporą liczbę wielbicieli na całym świecie. Koreańskie kino to natomiast o wiele więcej niż ta plejada reżyserów, którzy zadebiutowali dwie i trzy dekady temu – to nowe, świeże głosy należące do młodych talentów i zadaniem dla lokalnego przemysłu filmowego jest zapewnienie im warunków do rozwoju oraz wypromowanie ich poza granicami kraju.

Szczególnie ważne jest zwrócenie uwagi na kobiety – reżyserki i scenarzystki, które nie mają w koreańskim biznesie filmowym znaczącej reprezentacji. Kultura tego kraju jest zdecydowanie patriarchalna i pomimo aktywizacji kobiet w wielu sferach życia publicznego, tradycyjne, konserwatywne zasady i uwarunkowania hamują wiele z nich przed osiągnięciem sukcesów w branżach zdominowanych przez mężczyzn.

Jedną z nich jest kino. Choć według danych Geena Davis Institute i UN Women około 36% mówiących postaci w koreańskich filmach – z czego 50% to główne lub drugoplanowe role – to kobiety, to żaden film stworzony przez Koreankę nie zdobył ani jednego wyróżnienia na festiwalach w Wenecji, Berlinie lub Cannes. Firmy producenckie i finansujące produkcje filmowe nie są skore do oferowania kobietom wysokich budżetów, co powoduje, że wiele z nich ma ograniczone środki na tworzenie. Często wymaga się też od reżyserek „sprawdzenia się” w popularnych gatunkach, jak melodramaty, i dopiero po osiągnięciu komercyjnego sukcesu umożliwia im się realizację własnej wizji artystycznej. Kobiety chcące przebić się w koreańskim przemyśle filmowym mają bardzo utrudnione zadanie i bez pomocy takich osób jak Bong Joon-ho, który niedawno umieścił reżyserkę Goon Ga-eun na liście najbardziej obiecujących młodych twórców, byłoby to jeszcze trudniejsze.

fot. kadr z filmu Mikrosiedlisko

Od kilku lat można jednak zauważyć zmiany, powiązane z aktywizacją ruchów feministycznych w Korei Południowej. Szczególnie wzrosły po wydarzeniach maja 2016 roku, gdy dwudziestotrzyletnia kobieta została zamordowana w publicznej toalecie w Seulu. Zabójca wybrał ją losowo – jedynym motywem była zinternalizowana mizoginia. Krótko po tym wydarzeniu ściana stacji Gangnam został pokryta wielokolorowymi karteczkami z wiadomościami i wyznaniami kobiet, które również były ofiarami przemocy, często na tle seksualnym. Dwa lata później – kiedy do mainstreamu przebił się ruch #metoo – wiele kobiet zaczęło głośno mówić o nadużyciach w koreańskim showbiznesie. Pojawił się ruch „wyjścia z gorsetu”, protestujący przeciwko nierealistycznym standardom piękna narzucanym przez media oraz nagłaśniający sprawy kobiet nagrywanych w toaletach przez ukryte kamery. Miały miejsce uliczne protesty – w jednym z nich w Seulu wzięło udział około dwunastu tysięcy osób. Coraz głośniej mówi się też w Korei o drastycznych różnicach
w zarobkach w zależności od płci – pay gap w 2019 roku wyniósł aż 37.1%.

Co to oznacza dla kina? W 2019 roku Koreańska Rada Filmowa (Korean Film Council) uruchomiła program mający na celu zbalansowanie nierówności płciowych w przemyśle filmowym. Wystartował też ruch „Sending My Spirit”, zainicjowany przez Seoul Women’s University, mający na celu promowanie kupowania biletów na filmy z kobietami w głównych rolach – nawet jeśli osoba posiadająca bilet nie ma zamiaru pójść na seans. Miało to na celu wsparcie reżyserek, aktorek czy producentek w osiągnięciu wysokich wyników w lokalnym box office i przez to umożliwienie im tworzenia kolejnych produkcji.

W tym samym roku bardzo głośno było o Kim Ji-young, urodzonej w 1982, adaptacji szeroko dyskutowanej w Korei Południowej książki, która przyciągnęła do kin ponad 3 miliony widzów i rozpaliła dyskusję na temat ról przypisywanych kobietom. Tytułowa bohaterka pełnometrażowego debiutu Kim Do-young to współczesna everywoman – symbol doświadczeń wielu pokoleń Koreanek. Od dziecka traktowana gorzej niż swój brat, zmuszona do poświęcenia swojej obiecującej kariery dla wychowywania dziecka, gotowania i sprzątania. Narasta w niej frustracja, dodatkowo wzmocniona przez obojętność innych na jej potrzeby – nawet jej własny mąż nie jest w stanie zrozumieć jak niesprawiedliwie czuje się bohaterka w tym położeniu. Kiedy więc napięcie sięga poziomu, którego Ji-young nie jest w stanie już znieść, traci świadomość i zaczyna mówić głosami innych kobiet – swojej matki, babci, starszej siostry – tak, jakby była przez nie opętana. Filmowi jednak daleko do horroru – to przede wszystkim feministyczny dramat, bezpośrednio wymieniający trudy, z którymi wiele kobiet musiało i wciąż musi się mierzyć. Dyskryminacji w pracy, rodzinnym domu, małżeństwie, na ulicy – zarówno małe, jak i wielkie przeszkody, wspólnie budujące opresyjny system, w którym dorastały i wychowywały się pokolenia Koreanek.

fot. kadr z filmu Kim Ji-young, urodzona w 1982

Innym filmem, w którym pojawia się postać kobiety zmuszonej po ślubie do rezygnacji ze swoich planów i skupienia się na domowych obowiązkach, jest Mikrosiedlisko. Kiedy w Korei wzrastają ceny czynszu oraz papierosów, główna bohaterka – Miso – decyduje się zrezygnować z wynajmowania mieszkania i rusza w podróż po Seulu, odwiedzając po kolei swoich dawnych przyjaciół i przyjaciółki z zespołu. Reżyserka Jeon Go-woon tym samym portretuje wiele różnych perspektyw, poglądów na życie, tęsknot i smutków, które każda spotkana przez Miso osoba skrywa w swoich czterech ścianach. Jedną z nich jest Hyeon-jeong, mieszkająca z nieczułym mężem i jego rodzicami – byłymi restauratorami, milcząco oceniającymi jej kuchnię. Podobnie jak Kim Ji-young, narzucono jej rolę, której bohaterka nie chciała przyjąć.

Mikrosiedlisko trudno jednak zakwalifikować jako feministyczny dramat. Film zawiera w sobie krytykę kapitalistycznej konstrukcji społeczeństwa, tradycyjnych ról, materializmu, która jest jednocześnie realistyczna, bo opiera się na jasno zarysowanych konfliktach między odwiedzanymi przez Miso drugoplanowymi postaciami, ale też korzysta z satyrycznych, czasami groteskowych przejaskrawień. Urzekająca jest też sama postać głównej bohaterki – pełna empatii, nieustraszona, twardo stąpająca po ziemi, oferująca swoim przyjaciołom w zamian za nocleg własnoręcznie przygotowany posiłek, zdjęcie z dedykacją, posprzątanie domu i… wytłaczankę jajek.

fot. kadr z filmu Szczęściara Chan-Sil

Sprzątaniem zaczyna się również zajmować tytułowa bohaterka niezależnego dramatu Szczęściara Chan-sil – producentka, która po śmierci reżysera, będącego jej wieloletnim współpracownikiem, straciła perspektywy na pracę w zawodzie. Zatrudnia się więc jako sprzątaczka w domu jej koleżanki z pracy, Sophie. Dzięki temu poznaje Kim-younga, nauczyciela języka francuskiego i reżysera z grupy tych, którzy wiecznie coś piszą, ale nic nie kręcą. Ten splot wydarzeń powoduje, że Chan-sil, która poświęciła całe swoje życie kinu, zaczyna się zastanawiać, czy nie powinna zmienić swojej hierarchii wartości.

Reżyserka Kim Cho-hee wplata w swój film również motyw międzypokoleniowej solidarności kobiet – główna bohaterka zaprzyjaźnia się ze starszą właścicielką domu, którego pokój wynajmuje i poprzez rozmowy, naukę czytania i pisania, nawiązują niezwykłą, prawie rodzinna więź. Chan-sil to też nietypowa bohaterka – samotna, zmagająca się z kryzysem tożsamości producentka po czterdziestce jest postacią kontrastującą z protagonistką Kim Ji-young, urodzonej w 1982 – pokazującą, że kompletne poświęcenie się karierze wcale nie musi być najlepszym rozwiązaniem.

Z podobnym kryzysem zmagają się postaci w Kawałku ziemi, filmie uznanej koreańskiej reżyserki Yim Soon-rye, będącym kolejną już adaptacją japońskiej mangi pod tym samym tytułem. Opowiada on historię Song Hye-won, dwudziestokilkulatki, która po latach spędzonych na studiowaniu w Seulu wraca na rodzinną wieś. Tam próbuje od nowa ułożyć sobie życie i odnaleźć to, czego brakowało jej w wielkim mieście – prawdziwego smaku. Kawałek ziemi to bowiem film zawierający wiele pieczołowicie przedstawionych, utrzymanych w konwencji foodporn scen przygotowywania potraw. Jedzenie w koreańskiej produkcji reprezentuje zmieniające się pory roku, pozwala bohaterce zbliżyć się do dawnych przyjaciół, jest wyznaniem uczuć i przede wszystkim – maszyną do podróży w czasie, ponieważ każde przygotowywane przez Hye-won danie przypomina jej o matce, która swoją miłość wyrażała poprzez przygotowywane dla córki potrawy.

fot. kadr z filmu Kawałek ziemi

Kawałek ziemi jest, podobnie jak Mikrosiedlisko, opowieścią o potrzebie wyrwania się z wrogiej miejskiej rzeczywistości. Z Szczęściarą Chan-sil łączy się poprzez pokazanie kobiet w momencie, gdy muszą przewartościować swoje poprzednie życiowe decyzje. Odbicie Kim Ji-young, urodzonej w 1982 można natomiast odnaleźć w krytyce dehumanizującej kultury pracy w koreańskich (i nie tylko) korporacjach. Razem te cztery produkcje budują wielowątkowy obraz problemów, z którymi mierzą się kobiety na całym świecie. Są zróżnicowanym wielogłosem nowego pokolenia koreańskich reżyserek, które w końcu otrzymują odpowiednią platformę, żeby głośno opowiadać swoje historie. Koreanki już odrobiły swoje zadanie domowe – teraz pora na najważniejsze filmowe festiwale.


Tekst został wcześniej opublikowany w gazecie festiwalowej Azjatyckiego Festiwalu Filmowego Pięć Smaków 2020. Zapraszamy do śledzenia całej naszej relacji z festiwalu!

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.