FestiwaleFilmyRecenzje

Komedia romantyczna godna Palmy w Cannes. Recenzujemy “Najgorszego człowieka na świecie”

Wiktor Małolepszy
fot. kadr z filmu "Najgorszy człowiek na świecie" / M2 Films

Po anglojęzycznym debiucie i DePalmowskim, nadprzyrodzonym thrillerze Joachim Trier zdecydował się odświeżyć podejmowane wcześniej tematy i ponownie zrealizować film w Oslo. Zakładając, że w życiu pojawiają się momenty graniczne, kiedy pojedyncze decyzje mogą całkowicie wpłynąć na tor naszej egzystencji, to zarówno Reprise jak i Oslo, 31 sierpnia opowiadają o takich właśnie chwilach. Obie produkcje, choć realistyczne i bliskie postaci, cechowała jednak surowość, raczej niezwiązana z ich skandynawskim rodowodem. Trier patrzył na bohaterów, chłodnym, choć empatycznym okiem. Najgorszy człowiek na świecie już w początkowym montażu pokazuje swoją odrębność od dotychczasowej twórczości Norwega. Choć sama forma przywołuje porównania z jego debiutem, od razu widać różnice – kadry są barwne, narrator komentuje wydarzenia z ironicznym poczuciem humoru to, a widzowi przedstawiona zostaje Julie wraz z całym jej skomplikowanym portretem psychologicznym.

Graną przez Renate Reinsve bohaterkę poznajemy w momencie kompletnego zagubienia egzystencjalnego. Dowiadujemy się, że zaczęła studia chirurgiczne, by szybko odkryć, że bardziej niż ciało fascynuje ją umysł i przenieść się na psychologię. Po krótkim pobycie na tym kierunku (i odnowieniu fascynacji ciałem – tym razem jednego z wykładowców) stwierdza, że jednak ludzkie problemy i to, co dzieje się w ich głowach to za dużo – stąd decyzja by zacząć kurs fotograficzny. Wejście w światek artystów w Oslo pozwala jej poznać Aksela – rysownika popularnej, obrazoburczej serii o chlejącym, napalonym kocie wabiącym się Bobcat – i w okamgnieniu zamieszkują razem. Pomimo dzielącej ich kilkunastoletniej różnicy wieku stanowią bardzo dobrze dobraną parę – choć od czasu do czasu na horyzoncie pojawiają się znaki niekompatybilności życiowej. Aksel ma wszystko w życiu poukładane – wie, co chce robić, spełnia się artystycznie i zawodowo, mieszka z dziewczyną, którą kocha i jest gotów na kolejny krok w ich związku. Julia natomiast, choć niewątpliwie szczęśliwa z partnerem, wciąż sprawia wrażenie, jakby czegoś szukała.

fot. kadr z filmu “Najgorszy człowiek na świecie” / M2 Films

Owe egzystencjalne poszukiwania Trier ubiera w formę 12 rozdziałów z klamrami prologu oraz epilogu. To nie pierwszy raz kiedy Norweg inspiruje się literackimi środkami wyrazu w swojej filmografii – Najgorszy człowiek na świecie jednak, choć arbitralnie ustrukturyzowany, jest też o wiele luźniejszym filmem niż poprzednie części nieformalnej Trylogii Oslo. Poszczególne części dokumentują różne momenty wpływające na to, kim Julia zostanie, czy też jakimi wartościami będzie się kierować w życiowych wyborach. Nie są to jednak epizody równej długości – niektóre to pojedyncze, kilkuminutowe sceny, inne mogą być komediowymi miniaturkami, a kolejne – imponującymi, fantazyjnymi pasażami. W ten sposób Trier powraca również do tematu, który zawsze pojawiał się gdzieś na bocznym torze jego filmów – fragmentaryczności ludzkich wspomnień.

Przeczytaj również:  Jezus mnie zna. Recenzujemy „Oczy Tammy Faye” Michaela Showaltera

Innym literackim mechanizmem, który pojawia się w Najgorszym człowieku na świecie jest komentujący od czasu do czasu wydarzenia narrator. Pozwala to Trierowi na ciekawy zabieg, kiedy ów głos zostaje wprost nałożony na słowa wypowiadane przez bohaterów i czasem całkowicie zagłusza dialogi. Ten komentujący i interpretujący rzeczywistość narrator to w końcu codzienność nie tylko dla Julii, ale też tysięcy innych osób, znajdujących się w podobnej życiowej sytuacji. Ludzi wątpiących w słuszność tego, co robią oraz martwiących się, czy robią wystarczająco dużo. Trier precyzyjnie wskazuje, że prawdziwym pokoleniowym doświadczeniem, które łączy millenialsów, jest lęk przed tkwieniem w miejscu, podczas gdy wszystko wokół nas pędzi jak bohaterka na plakacie. Dlatego też jednym z najbardziej poruszających fragmentów w filmie jest moment, gdy cały świat zastyga bez ruchu, audiowizualnie przywołujący porównania z La La Land. W tej pięknej, romantycznie utopijnej scenie Julia, dzięki magii kina, może wejrzeć w głąb siebie i posłuchać rytmu swojego serca bez strachu, że jej wybór przyniesie niechciane konsekwencje.

Wtedy też widz ma okazję przyjrzeć się z bliska samej bohaterce i wcielającej się w nią Renate Reinsve. Nagrodzona za rolę Julie w Cannes aktorka gra tę wielowymiarową postać z pewnością siebie i brawurą odpowiednią dla jej nieujarzmionego charakteru. To osoba, która przywykła do bycia drugoplanową bohaterką w swoim życiu i właśnie próbuje przejąć kontrolę – zupełnie jak sama Reinsve, dla której jest to debiut na pierwszym planie. Trier otacza ją również świetnymi ekranowymi partnerami – Herbertem Nordrumem, który gra zabawnego i urokliwego Eivinda oraz ulubieńcem reżysera, Andersem Danielsen Lie, kolejny raz wcielającym się w kogoś w rodzaju porte-parole autora filmu. Łącząca Aksela i Julie chemia jest też jedną z największych zalet Najgorszego człowieka na świecie, szczególnie kiedy nabiera głębszego wymiaru w scenach pod koniec filmu. Wówczas Trier (wraz ze współscenarzystą Eskilem Vogtem), w najbardziej poruszającej scenie, pomiędzy przemyśleniami bohaterów na temat digitalizacji sztuki wplata refleksję czysto egzystencjalną – kiedy Aksel stwierdza, że te wszystkie zbierane przez dziesięciolecia płyty z muzyką, czy filmy na dvd “istniały przede wszystkim po to, byśmy mogli wśród nich żyć”.

Przeczytaj również:  Najważniejszy film w karierze Sorrentino? Recenzujemy “The Hand of God”
fot. kadr z filmu “Najgorszy człowiek na świecie” / M2 Films

Julia kiedy zostaje postawiona w ogniu życiowych pytań, wielokrotnie powtarza, że nie zna na nie odpowiedzi, co początkowo może sprawiać wrażenie mechanizmu obronnego, skrywającego jej prawdziwe, głęboko chowane odruchy. Jednakże wraz z rozwojem akcji i postępującą eksploracją charakteru bohaterki okazuje się, że ona faktycznie nie wie – i że może nie ma w tym nic złego. Kino Triera wszak zamiast moralizować, zawsze było kinem egzystencjalnej niepewności, z zagubionymi w wielkich miastach bohaterami szukającymi odpowiedzi na wielkie pytania. Nie każda próba w życiu Julii zakończy się sukcesem, nie każdą relację uda jej się naprawić i nie każda podjęta przez nią decyzja okaże się słuszną – ale wciąż będzie próbować znaleźć swoją ścieżkę. Owszem, popełnione błędy spowodowują, że Julia niejednokrotnie poczuje się jak najgorszy człowiek na świecie, ale to właśnie one będą dla niej drogowskazami w biegu przez ulice swojego życia.

Ocena

9 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Frances Ha, Lady Bird

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.