“Asako. Dzień i noc” – Więcej niż japońska drama [RECENZJA]

Rok przyszło nam czekać na premierę najnowszego filmu Hamaguchiego. W momencie, gdy tegoroczny festiwal Cannes trwa w najlepsze, w polskich kinach pojawia się ostatnie z dzieł wyświetlanych podczas ubiegłorocznej edycji. Taki poślizg wcale nie dziwi – japoński romans w reżyserii twórcy stosunkowo nieznanego w Polsce raczej nie stanie się hitem nad Wisłą. Można jednak założyć, że odnajdzie on swoich wielbicieli. W końcu Asako. Dzień i noc jest filmem podejmującym temat tak aktualny dzisiaj, jak 500 lat temu – prawdziwej twarzy miłości i tego, co warunkuje ludzkie uczucia.

Zobacz również: “Reformatorka islamu” – Z wysoko podniesioną głową [RECENZJA]

Film rozpoczyna się nietypową, szczególnie dla zaznajomionych z awangardowymi korzeniami reżysera, sceną. Tytułowa bohaterka śledzi tajemniczego chłopaka po czym, bez zbędnych rozmów, łączą się w nakręconym w slow-mo pocałunku. Fajerwerki wybuchają tak jak uczucie Asako do – jak się okazuje później – Baku i dziewczyna przepada na dobre. Haruyo, najlepsza przyjaciółka, wprost oznajmia, że przystojniak złamie jej serce, lecz Asako nie widzi świata poza swoim nowym chłopakiem. Baku nie okazuje jednak zbyt wielkiego przywiązania do dziewczyny. Początkowo znika na całą noc, a pół roku później wychodzi kupić buty i nigdy nie wraca. Parafrazując Carly Rae Jepsen: I’m just goin’ to the store, you might not see me anymore.

Asako. Dzień i noc
Asako. Dzień i noc

Lecz, w przeciwieństwie do nieszczęśnika w piosence autorki Call me maybe, 2 lata później Asako ponownie spotyka Baku – a przynajmniej tak jej się wydaje. Nie mogąc wyrzucić z pamięci twarzy ukochanego, zdecydowała się na przeprowadzkę do Tokio. Tak jak wielu jej rówieśników uciekła z Osaki szukając nowego startu w wielkiej stolicy. I właśnie tam, w jednym z setki biurowców natrafia na Ryoheia – mężczyznę wyglądającego identycznie, jak wybranek jej serca. Z charakteru stanowi jego przeciwieństwo – ułożony, miły, wiecznie w koszuli pod krawatem – lecz widząc to, jak dziewczyna na niego patrzy od razu się w niej zakochuje. I chociaż udaje mu się zdobyć jej serce oraz zbudować szczęśliwą relację Asako wciąż w jego twarzy widzi Baku, co staje się szczególnie bolesne, gdy w Tokio pojawiają się cienie z przeszłości. Najpierw Haruyo, a potem On…

Zobacz również: “Sauvage” – Życzenie śmierci [RECENZJA]

Fabuła Asako. Dzień i noc może wydawać się uroczo młodzieżowo-dramowa, co wcale nie jest złym tropem. Film jest adaptacją książki Tomoki Shibasaki, która skierowana była właśnie do licealistów i innych czytelników gustujących w tego typu literaturze. Hamaguchi jednak, jak na doświadczonego artystę przystało, wynosi obiecujący setup poziom wyżej. W historii Asako, Ryoheia i Baku widzi szansę na stworzenie czegoś więcej niż tylko trójkąta miłosnego – chociaż nie zawsze efektywnie to artykułuje.

Uczynienie z głównej bohaterki Asako było odważnym posunięciem. Jest nieśmiała, zamknięta w sobie – doskonale widać to w niezręcznej/uroczej scenie, gdy Ryohei wyznaje jej miłość, a dziewczyna, zamiast spojrzeć mu w oczy, spuszcza wzrok. Jest to jeden z wielu momentów kontrastujących jej relacje z doppelgängerami. Miłość do Baku była silna, romantyczna i namiętna – nawet w momencie, gdy rozbijają się na motorze nie widzą świata poza sobą i zatapiają się w pocałunku. Związek z Ryoheiem oparty jest na stabilności. On kocha ją na zabój, ona – darzy go czułością, ale nie widać w jej oczach tego samego błysku, który zapalał się na widok chłopaka z Osaki. Ponadto, Asako głęboko w duszy chowa urazę do Baku i pragnie dowiedzieć się, dlaczego ją zostawił.

Asako. Dzień i noc
Asako. Dzień i noc
Zobacz również: “Gra o tron” – Koniec gry [Podsumowanie serialu]

Hamaguchi przetyka obraz wieloma akcentami, które upoetyczniają przedstawiony przez niego świat. Tajemnicze trzęsienie ziemi, zniknięcie Baku lub ponowne spotkanie Asako z przyjacielem z dawnych lat to momenty, które zostają w pamięci i wybijają się z melodramatycznej formy. Szczególnie ten ostatni, kiedy główna bohaterka poznaje swoją własną osobowość. Zauważa, że przez całe życie była egoistką – zamiast okazać czułość i współczucie koncentrowała się na własnych problemach – czym reżyser chce nie tylko skrytykować decyzje Asako, ale całego, zamkniętego w sobie japońskiego społeczeństwa. W ujęciu Hamaguchiego obywatele Kraju Kwitnącej Wiśni są zbyt mocno oddani rutynom oraz konwenansom. Konserwatywna Japonia to wciąż państwo, w którym panuje patriarchat, mężczyźni dominują w związkach, a kobiety fantazjują o gwiazdach z bilboardów. Oglądając film widzimy, jak protagonistka próbuje wyrwać się ze stanu quo i wziąć życie we własne ręce. Ostatecznie okazuje się to niemożliwe – jest zbyt mocno związana z dwoma mężczyznami o tej samej twarzy.

Relacji Asako z Ryoheiem Hamaguchi przeciwstawia związek Mayi oraz Kosuke. W jednej z najciekawszych scen w filmie – pierwszego spotkania pary – wywiązuje się między nimi kłótnia. Maya pokazuje znajomym nagranie z przedstawienia, w którym grała na co Kosuke reaguje bardzo krytycznie. Kompletnie nie podoba mu się gra dziewczyny i nieumiejętnie wyraża swoją negatywną opinię. Rzadki obraz w japońskim społeczeństwie – otwarta krytyka – w rzeczywistości okazuje się bardzo ożywcza, a para formuje szczęśliwy i udany związek. Reżyser wskazuje tutaj na potrzebę większej odwagi w kontaktach ze swoimi partnerami. Pokazuje, że najważniejsza jest otwartość i ufność do drugiej osoby. I szczerość – której brakuje Asako.

Asako. Dzień i noc
Asako. Dzień i noc
Zobacz również: Po co mi festiwale filmowe? [FELIETON]

Niestety, nie każda scena niesie ze sobą tak silny emocjonalny ładunek. Produkcja Hamaguchiego cierpi na nadmierną rozlazłość – akcja toczy się bardzo niespiesznie, a sama historia nie jest wystarczająco pojemna, żeby zmieścić się w dwugodzinnym metrażu. I chociaż pojawia się wiele momentów ocierających się o wybitność, zdecydowanie większa część akcji to przepełnione ekspozycją dialogi. Poza Asako próżno szukać tu postaci z krwi i kości. Baku i Ryohei – fantastyczne zagrani przez Masahiro Higashide – to klasyczne przeciwieństwa, które nie istnieją poza funkcją w filmie. Jej przyjaciele również pełnią rolę ust, które mówią, co tytułowa bohaterka czuje lub wydaje jej się, że czuje. Sprawia to wszystko wrażenie, jakby Hamaguchi nie do końca odnalazł się w formie i zabrakło mu inwencji, żeby nadać dialogom oraz postaciom wyraźniejszej osobowości.

Zachwyca natomiast muzyka. Świetne, cieplutkie ambientowe kolaże i citypopowe, wpadające w ucho melodie autorstwa tofubeats nadają filmowi potrzebnej mu często lekkości. Bo pomimo bycia adaptacją książki dla młodzieży, dzieło Hamaguchiego nie jest tak proste w odbiorze jak znane z Netflixa teenflicki. Jednak przy odrobinie skupienia, sporej dawce empatii oraz otwarcia na specyficzne zabiegi reżysera, Asako. Dzień i noc może okazać się przeuroczym i prowokującym do przemyśleń seansem. Szczególnie w ciepły majowy wieczór, w intymnej sali kinowej, z tą specjalną osobą w siedzeniu obok…


3/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.