Publicystyka

Korodująca rodzina w kinie Ariego Astera [FELIETON]

Wiktor Małolepszy

Ari Aster raczej kocha swoich rodziców. W wywiadach wskazuje na ich wielki wpływ na jego rozwój artystyczny (w końcu sami parali się sztuką). Podkreśla, że pisząc postać Annie i innych członków rodziny Grahamów z Hereditary nie miał na myśli żadnego konkretnego człowieka. Raczej wskazuje na swoje własne lęki – przed samotnością, bezradnością, śmiercią. Lecz jest w jego fascynacji podstawową komórką społeczną coś szaleńczo pokręconego. Konsekwencja, z którą umieszcza w swoich filmach rodziny zakłócone, złowieszczo wykręcone, słowem – dysfunkcyjne, napawa niepokojem i lękiem. “What is wrong with you, Mr Aster”, “Who hurt you?”, troskliwie pytają recenzenci z Twittera i Letterboxd. Co tkwi w głowie tego niepozornie wyglądającego mężczyzny. I dlaczego z takim zapałem ukazuje w swoich filmach dramaty, których nie powstydziłby się ani Lynch ani Solondz?

Zobacz również: “Dziedzictwo. Hereditary” – Najstraszniejszy film roku? – Recenzja

To, co definitywnie interesuje Astera najbardziej, to nadużycie ról w rodzinie. Sytuacja, w której jeden z jej członków wykorzystuje swoją pozycję do realizacji własnych celów, z egoistycznych i szkodliwych dla reszty pobudek. I mogą wydawać się tej osobie szlachetne. Mogą być podyktowane potrzebą serca. Lecz najczęściej wynikają z pewnego rodzaju zaburzenia – nieumiejętności przyjęcia perspektywy najbliższej osoby, lub świadomego jej stłumienia połączonego z wyparciem uczuć.

Ari Aster

Przykładem takiej osoby jest Matka z inspirowanego Pixarem (szczególnie Odlotem) krótkiego metrażu Astera – Munchausen. W momencie, gdy z domu rodzinnego wyprowadza się jej syn, ta decyduje się go otruć, żeby opóźnić jego wyjazd i zachować bliżej siebie – to wszystko w rytm uroczej, disneyowskiej muzyki i w kolorowym, sentymentalno-niemym set-upie. Nie robi tego jednak z sadystyczno-atencyjnej potrzeby utrzymywania dziecka w stanie krytycznym. Kieruje nią skrajna nadopiekuńczość połączona z samotnością. Widzowi zostają ukazane sceny, w których Matka spędza czas z jedynakiem – doskonale się dogadują, kobiecie sprawia wielką przyjemność przebywanie ze swoim dzieckiem. Kontrastują one z tymi ukazującymi figurę Ojca, który jest prawie nieobecny w życiu kobiety – kolejny trop pojawiający się w filmach Astera.

Jesteśmy też na Facebooku, polub fanpage Filmawki

Matka z Munchausen odnajduje w tej sytuacji złowieszcze źródło przyjemności – przez sekundę, gdy śmiertelnie chore dziecko leży w łóżku z termometrem w ustach, przewija się przez jej twarz szeroki uśmiech. Aster jakimś cudem znajduje sposób na wypełnienie sceny matczynej troski, horrorem i niepokojem. W tym przypadku wskazuje, że nawet pełna świadomość nadużycia roli w rodzinnej strukturze nie wywołuje wyrzutów sumienia tak silnych, by się ich nie dało przytłumić. Bo tak naprawdę z zewnątrz główna bohaterka filmu jest fantastyczną matką – kochającą i poświęcającą każdą wolną chwilę na pomoc swojemu dziecku. I jest to fasada, która nie runie. Matka nie mówi lekarzowi, że to ona spowodowała chorobę syna, pomimo tego, że mógłby go z łatwością wyleczyć – miała nawet pod ręką gotowe antidotum! Egoizm doprowadza ją do popełnienia zbrodni otrucia własnego syna i potem ten sam egoizm (w połączeniu ze wstydem) zabrania jej mówić czegokolwiek specjaliście lub własnemu mężowi.

Przeczytaj również:  "Rok 1987", czyli surowy wstęp do brutalnych wydarzeń z historii Korei Południowej [RECENZJA]

Ari Aster

Ta cecha przemawia też przez poczynania Isaiaha Johnsona, terroryzującego swojego ojca bohatera The Strange Thing About the Johnsons. Tytułową dziwną rzeczą jest molestowanie seksualne, którego ofiarą jest Sidney, poeta w średnim wieku. Praktycznie od nastoletnich lat jego syn zmuszał go do aktów seksualnych oraz gwałcił – co sam postrzegał jako pewnego rodzaju związek. Wprost mówi mu, że ich relacja to coś pięknego o co powinni razem dbać – a uważa, że ojciec jest w tym zbyt pasywny. W rzeczywistości nie ma on nic do gadania. Poddaje się swojemu synowi – po części ze względu na swój potulny i flegmatyczny charakter (w opozycji do silnego oraz dominującego syna), syndrom wyuczonej bezradności wykształcony przez lata wykorzystywania, a po części przez strach. Panicznie boi się swojego nieobliczalnego dziecka. Co straszniejsze – obwinia również samego siebie. „Żeby potępić mojego syna muszę najpierw potępić samego siebie” pisze w swojej autobiografii, która oczywiście trafia w ręce Isaiaha.

Zobacz również: “Eastern” – Tutejszy dziki wschód [RECENZJA]

Aster pokazuje też swój pesymizm w kontekście relacji wewnątrz rodziny. Joan – żona Sidneya – nie podejmuje żadnych ruchów w celu demaskacji działań syna. Snuje własne podejrzenia, ale w momencie gdy jest świadkiem gwałtu, woli zagłuszyć krzyki męża telewizją. Może się to wiązać ze wstydem, strachem przed działaniem lub popadnięciem w bierność. Jej relacja z mężem nie wygląda na specjalnie bliską, z synem praktycznie nie rozmawia, a widząc jego psychopatyczne tendencje wybiera milczenie. Nie bez znaczenia pozostaje też status rodziny – inteligencka, z wysokich sfer, sprawiająca dobre wrażenie. Tutaj Aster znajduje czuły punkt, w który najchętniej uderza – eksplorację patologii i nadużyć pojawiających się w „dobrych domach”. Dlaczego nikt nie podejmuje żadnego działania? Czy wiąże się to ze statusem rodziny? A może nie ma to znaczenia i takie rzeczy dzieją się w mieszkaniach zarówno Johnsonów, Robertsonów, jak i Nowaków oraz Kowalskich?

Ari Aster

Na tym tle doskonale widać intencje kierujące Astera, rozpisującego znajdujących się w centrum Hereditary Grahamów. Tak samo jak w The Strange Thing… oraz Munchausenie, widz początkowo widzi zwyczajną, ułożoną rodzinę, a z czasem odkrywa jej głęboko skrywane sekrety. Tutaj kolejny raz w relacji rodzic-dziecko – kontrolującej i zakochanej w okultyzmie babci oraz córki – Annie, która po jej śmierci próbuje wziąć życie we własne dłonie.

Przeczytaj również:  "Doktor Dolittle", czyli nieudany powrót znanej franczyzy na wielki ekran [RECENZJA]

Reżyser kolejny raz uprawia wiwisekcję nadużyć, do których przyczyniają się członkowie rodziny. Babcia zawsze starała podporządkować sobie córkę, wymuszała na niej niechciane porody, wychowywała jej własne dzieci i rozplatała swoje pajęcze sieci wpływów nad wszystkimi domownikami. Nie dziwi w tym kontekście zajęcie, nad którym Annie spędza długie godziny każdego dnia – tworzenie dioram przedstawiających ważne wydarzenia z jej życia. Służą jej jako artystyczny środek terapeutyczny oraz iluzję kontroli nad swoim, zdominowanym przez toksyczną matkę, życiem. Niestety, nawet po jej śmierci, bohaterka czuje bezradność oraz stały wpływ kobiety na relacje między nią a jej mężem i dziećmi.

Zobacz również: Klasyka z Filmawką – “Spacer po linie” [RECENZJA]

Również pojawiająca się postać ojca wpisuje się w popularny u Astera motyw biernych figur. Działa on jako bufor między Annie oraz jej synem wiecznie stopując jej napady złości, lecz nigdy nie próbując eksplorować ich podłoża. Nie wie, że jego żona uczęszcza na spotkania terapeutyczne dla osób, które straciły członka rodziny. Nie próbuje z nią nawet o tym rozmawiać – a narastającą w niej wściekłość i desperację odbiera jako zagrożenie dla jego relacji z dzieckiem informując ją, że „musi chronić SWOJEGO syna”. Biernie obserwuje proces korozji rodziny spowodowanej metafizycznym poczuciem tragizmu oraz strachu Annie przed staniem się kopią jej matki.

Ari Aster

W każdym z trzech filmów nadużycia są przyczyną czyjejś śmierci. W szortach jest to coś, czemu można było zapobiec – mówiąc lekarzowi o źródle choroby czy doprowadzając do konfrontacji z synem i mężem w sprawie molestowania. Bohaterowie nie podejmują jednak działań przez wstyd, strach, lub świadome wybranie bierności.

Tymczasem w debiutanckim pełnym metrażu śmierci nie dało się powstrzymać. Była efektem splotu wydarzeń, na które bohaterowie nie mieli żadnego wpływu. Mogli tylko obserwować, jak wiatr fatum wprawia w ruch karuzelę kolejno następujących tragedii. Doświadczeń, które zamiast zbliżyć do siebie członków rodziny, jeszcze bardziej ich poróżniły. Aster pokazuje, że żałoba nie musi wcale mieć naprawczej funkcji. Że wieczne poczucie niesprzyjającego bohaterom losu może wywołać trwałe rany na ich psychice, a starcie z nimi zaowocuje jedynie pogłębieniem skrywanych urazów. I przede wszystkim wyciąga na wierzch jedną z najbardziej przerażających myśli. Strach, że najbliżsi ci ludzie są w stanie obrócić się przeciwko tobie dla własnych korzyści.

Zobacz krótkie metraże Ariego Astera:

Munchausen

The Strange Thing About The Johnsons

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.