„Moja kolacja z Hervé” – Recenzja nowego filmu od HBO

W 1993 roku młody dziennikarz Sacha Gervasi został wysłany do Los Angeles, aby przeprowadzić serię wywiadów. Jedną z osób, z którymi miał porozmawiać był Hervé Villechaize, swojego czasu najsłynniejszy karzeł na świecie, obecnie przebrzmiała gwiazda żyjąca z pieniędzy z sitcomów i reklam, uzależniony od alkoholu, narkotyków, alkoholu. To co miało być krótkim, standardowym zleceniem zmieniło się w tydzień spotkań i intensywnych rozmów. Hervé podzielił się z dziennikarzem całą historią swojego życia. Gervasi był tym wywiadem na tyle poruszony, że obrał sobie za cel przeniesienie go na ekran. I po 25 latach zbierania funduszy, przekonywania producentów, aktorów, przerabiania scenariusza udało mu się i światło dzienne ujrzał jego film fabularny – Moja kolacja z Hervé.

Zobacz również: „Chef Flynn – najmłodszy kucharz świata” – Recenzja

Herve

Produkcja HBO prezentuje zmodyfikowaną wersję tego wydarzenia. Serię spotkań zmieniono w jedną szaloną noc a Sachę Gervasiego w Danny’ego, brytyjskiego dziennikarza będącego od miesiąca na odwyku alkoholowym. Jest to wyraźnie ruch zmierzający ku uczynieniu całej historii bardziej przyswajalną i “telewizyjną”. Miast tworzyć wymagające i długotrwałe studium charakteru film streszcza widzowi cały żywot Hervégo w licznych retrospekcjach pojawiających się podczas rozmów. Wraz z nim przeżywamy na nowo bolesne dzieciństwo, przykrą młodość i stawiamy pierwsze kroki w showbiznesie. Podróże w czasie są spójne i logicznie wiążą się z wydarzeniami dziejącymi się w teraźniejszości. Jest to kluczowe, bo postaci ze wspomnień Hervégo później wracają podczas wieczornej balangi i nieuważny widz może łatwo pogubić się w wydarzeniach na ekranie.

Herve

Film podzielony jest na dwie części – w pierwszej Danny poznaje Hervégo, a w drugiej obaj muszą stawić czoła siedzącym w nich od początku demonom. Grany przez znanego z 50 twarzy Greya aktora bohater raz po raz wystawiany jest na próbę przez nałóg służący tutaj za swoistą strzelbę Czechowa, a drugi stopniowo ściąga swoją maskę imprezowicza, by ukazać poranioną przez przeszłość i lata wyniszczającej pracy w showbiznesie twarz samotnika. Tragizm naznaczający żywot Hervégo jest o tyle bardziej transparentny po uświadomieniu sobie, że walczący cale życie z postrzeganiem go przez pryzmat choroby bohater ostatecznie staje się jego więźniem w momencie, gdy składa podpis pod pierwszym kontraktem. Kino w czasach, w których przyszło mu żyć, szczególnie rozrywkowe, często było dalekie od przełamywania stereotypów i Hervé zasłynął rolami “dopasowanymi” do jego wyglądu – śmiesznych, groteskowych karłów, co rzutowało na jego poczucie własnej wartości.

Zobacz również: „Życie prywatne” – Recenzja ukrytego arcydzieła Tamary Jenkins

Niestety, film zamiast skupiać się na tej oryginalnej perspektywie woli pokazać postać w odtwórczej perspektywie człowieka wykorzystanego przez bliskich oraz zniszczonego przez narkotyki i alkohol. Tym bardziej jest to zawodzące, że Gervasi miał świetne podstawy na stworzenie nieoczywistego biopicu i, jak sam przyznał, pozmieniał niektóre elementy, aby historia była bardziej dostosowana do widza masowego. Jamie to kolejny przykład niepotrzebnej “masówki”. Konfliktowi moralnemu i drodze, którą przechodzi brakuje zarówno głębi, jak i odpowiedniego naświetlenia przez co ostatecznie jedyne co można o nich powiedzieć to to, że istnieją. Przez te niedociągnięcia konkluzja jego wątku wydaje się znacząco przyspieszona i nielogiczna, co negatywnie rzutuje na jakość filmu.

Herve

Co w Mojej kolacji z Hervém natomiast działa? Przede wszystkim jest to tour de force aktorskiego kunsztu Petera Dinklage’a. Odtwórca jednej z kluczowych roli w innej znanej produkcji HBO (chyba nie muszę mówić której) doskonale wciela się w rolę francuza. Nie tylko przywdziewa jego akcent, ale również całkowicie dopasowuje swój sposób poruszania się i moduluje tembr głosu, tak aby być jak najbliżej charakterystycznego oryginału. Najciekawszy jest jednak sposób, w jaki gra gestem – prostym ruchem ciała, cieniem uśmiechu lub spuszczeniem oczu. Dinklage kolejny raz udowadnia, że brawurowo odnajduje się w rolach dramatycznych i zdecydowanie jest najjaśniejszym punktem filmu Gervasiego (swoją drogą – fanom jego aktorskich popisów polecam „Dróżnika”, który jest idealny na milutki seans z mamą, siostrą, babcią, dziewczyną, sąsiadem a i Dinklage w tytułowej roli wymiata).

Zobacz również: „Venom” – Guilty pleasure roku – Recenzja

Również, co dla niektórych może być zaskoczeniem, Jamie Dornan wypada bardzo przekonująco. Tak naprawdę jego kreacja ratuje niezbyt dobrze napisaną postać i nadaje jej jakiejś głębi. Nie była to najbardziej wymagająca rola na świecie, ale Dornan i tak zdołał pokazać się z naprawdę niezłej strony i wcale nie zaginął gdzieś w tle Petera Dinklage’a.

Mimo udanych kreacji aktorskich Moja kolacja z Hervém jest niestety filmem straconych szans. Nietuzinkowy bohater i fascynująca historia zostają podporządkowane standardowym archetypom i ogranym konfliktom. Zawód jest tym większy, że HBO już zdążyło pokazać, że nie boi się kontrowersyjnych tematów lub nietypowego spojrzenia w tegorocznej Opowieści. Tam, gdzie jednak Jennifer Fox szczerze i dobitnie ukazywała swoje traumatyczne przeżycia, tam Gervasi zatrzymuje się wpół kroku decydując się na zmodyfikowanie własnych doświadczeń, aby stworzyć kino bardziej rozrywkowe. Ostatecznie, mimo całego przepychu wylewającego się z ekranu, nie wychodzi mu to na dobre. Zapomina bowiem, że odwaga, to nie pokazanie nagich piersi lub groteskowych eksperymentów lecz powierzenie widzowi nieoczywistej historii z nadzieją, iż sam wyciągnie własną konkluzję.


2.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.