Advertisement
FestiwaleNowe HoryzontyNowe Horyzonty 2022Recenzje

„Boy from Heaven” – Polityczny thriller nagrodzony w Cannes I Recenzja I Nowe Horyzonty 2022

Wiktor Małolepszy
fot. "Boy from Heaven" / Nowe Horyzonty

Wraz z premierą swojego poprzedniego filmu – Morderstwa w hotelu Hilton – szwedzko-egipski reżyser Tarik Saleh stał się persona non grata w kraju nad Nilem. Już w trakcie kręcenia tego stylowego kryminału został wyproszony przez cenzorów z Egiptu przez co musiał dokończyć zdjęcia w Casablance. To zamieszanie, wraz z masą nagród w Szwecji i Sundance, spowodowało, że Morderstwo… stało się nieoczekiwanym komercyjnym hitem i utorowało drogę Salehowi do kolejnego, tym razem większego skalą obrazu. W Boy from Heaven wraca on do Egiptu i kolejny raz pod fasadą kina gatunkowego ukrywa krytykę kraju, z którego pochodzi ojciec reżysera. Tym razem jednak robi to o wiele bardziej bezpośrednio, a za cel obiera sobie zinstytucjonalizowaną religię oraz jej toksyczną relację z kontrolującym państwem.

W nagrodzonym za scenariusz na festiwalu w Cannes filmie, Saleh opowiada o Adamie, niepozornym, ale i obdarzonym intelektem młodym mężczyźnie z rybackiej wsi. W pierwszych scenach dowiaduje się, że dostał stypendium, dzięki któremu będzie mógł podjąć studia na teologicznej uczelni Al-Azhar w Kairze, która pełni rolę centrum sunnickiego islamu. Chłopak opuszcza więc prowincję i rusza do wielkiego miasta, gdzie czyhają na niego zakazane przez religię pokusy. Oddaje się jednej z nich – paleniu papierosa – na szczycie wieży monumentalnego uniwersyteckiego gmachu i dzięki temu staje się świadkiem morderstwa nowopoznanego kolegi Zizo. Niedługo po tym zdarzeniu, do uczelni przychodzi pułkownik Ibrahim z biura bezpieczeństwa. Szybko okazuje się, że jest tu nie po to, żeby rozwiązać tajemnicę śmierci studenta, lecz aby zwerbować Adama jako szpiega. W ten sposób syn wiejskiego rybaka staje się pionkiem w politycznej grze, od której zależeć będzie bezpieczeństwo wewnętrzne Egiptu.

Przeczytaj również:  O polityce i polityczności. Wywiad z Radu Jude

Przy okazji premiery swojego poprzedniego obrazu Saleh wprost mówił, że nakręcił film o braku zaufania do instytucji, która powinna być nieskazitelna. Kontynuuje ten temat w Boy from Heaven – podczas gdy w 2017 roku opowiadał o przeżartych korupcją sądach i policji, tym razem zabiera widza w sam środek centrum sunnickiego islamu, gdzie oczyma czujnego Adama patrzy na ręce stojących u władzy szejków. Nie odnajdziemy tu krytyki religii samej w sobie, lecz skrupulatną wiwisekcję silnych związków między kontrolującymi ją mężczyznami, a państwową władzą. Czasem Salehowi brakuje w tej materii subtelności – jak wtedy, gdy dosłownie cytuje Marksa i jego teksty demaskujące wpływ kościoła na społeczeństwo – lecz robi to w na tyle uniwersalny sposób, że bez problemu można przełożyć jego komentarz również na polską rzeczywistość. Jednocześnie wcale nie traktuje on islamu instrumentalnie. Jako że akcja filmu dzieje się w teologicznej szkole, roi się w nim od elementów specyficznych dla tej kultury, które Saleh odpowiednio ogrywa dramatycznie. Wzbogaca to nie tylko warstwę merytoryczną, ale i umiejscawia produkcję w niezwykle ciekawym społeczno-politycznym kontekście.

W samym centrum Boy from Heaven stoi jednak intryga, a w jej rozrysowaniu szwedzko-egipski twórca wykorzystał szeroki zakres sprawdzonych i dobrze znajomych motywów. Mamy tu potajemne spotkania w kawiarniach, infiltrację prodżihadowych grup studenckich, sabotaże, zdobywanie zaufania kadry pedagogicznej. Adam, choć początkowo ma wątpliwości, szybko uczy się, że jest jedynie trybikiem w mechanizmie i zaskakująco dobrze sprawdza się w roli podwójnego agenta. Jego działania na terenie uczelni stają się też dla Saleha okazją do podbijania napięcia w efektywny i angażujący sposób. Wszystko za sprawą rewelacyjnego scenariusza, który rozpisuje skomplikowany system zależności tak, że ich zrozumienie nie powinno sprawić problemu czujnemu widzowi. Również stosowanym przez niego dialogowym metaforom nie brakuje czytelności, choć nieznajomość kontekstu na pewno może zubożyć siłę ich wydźwięku.

Przeczytaj również:  „Zbrodnie przyszłości" – Serce na dłoni, trzewia na ekranie | Recenzja | Nowe Horyzonty 2022

Na uwagę zasługuje para głównych aktorów – zarówno wcielający się w tytułową postać Tawfeek Barhom, jak i grający pułkownika Ibrahima Fares Fares (znany z poprzedniego filmu Saleha) odgrywają swoich bohaterów w stonowany, precyzyjny sposób. Barhom sprawia wrażenie stworzonego do tej roli dzięki twarzy, która raz wygląda bezbronnie, by innym razem zdradzić tlącą się w oczach zażartość i inteligencję. Podobną wielowymiarowość widać w obliczu Ibrahima, którego roztargniona fizjonomia od razu wzbudza zaufanie, pomimo pełnionego przez niego stanowiska. Tu ujawnia się również słabość filmu Saleha – jak na thriller polityczny, jego komentarzowi brakuje siły. Gdy tylko pokazuje zepsucie elit stojących u władzy w państwie i kościele, kontrapunktuje te przykłady jednostkami, których bycie u szczytu wcale nie zdemoralizowało. Można to odczytywać jako próbę zniuansowania tematyki, pokazania jej nie tylko w odcieniach czerni oraz bieli, ale wywołuje to też wrażenie, jakby Saleh, po wymierzeniu ciosu, od razu się cofał. Sprawia to, że film sprawdza się jako konspiracyjna opowieść o tym, że jeden chłopak może wpłynąć na milionową instytucję, ale chciałoby się też, żeby dogłębniej ukazywał dylematy i mocniej piętnował moralne zepsucie elit społecznych w Egipcie. Być może jednak są to nierealistyczne oczekiwania – Boy from Heaven to wciągający i zaskakująco rozrywkowy thriller, który i bez mocniejszego komentarza politycznego na pewno wywoła kontrowersje i sprzeciw w ojczyźnie Mo Salaha.

Filmawka jest partnerem 22. edycji Festiwalu Nowe Horyzonty

Ocena

7 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Operację Argo

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.