Advertisement
FilmyRecenzjeTEMAT MIESIĄCA 02/20

Wong Kar-Wai: “Happy Together” [Hong Kong]

Wiktor Małolepszy
Fot. Kadr z filmu Happy Together (1997)

Ze świecą szukać filmu o tytule równie nieprzystającym do treści, co Happy Together. Mało jest w nim together, happy jeszcze mniej. Tytuł ten jednak, chociaż na pierwszy rzut oka może wydawać się inaczej, wcale nie został nadany z przekąsem bądź ironiczną intencją. Stanowi on raczej manifest miłosnej filozofii azjatyckiego reżysera. Wong tłumaczy, że ci, którzy są „szczęśliwi razem” to nie para mężczyzn będących głównymi bohaterami jego produkcji, lecz człowiek i jego przeszłość. Swoim filmem chciał ukazać, że nie jest możliwym stworzenie dobrej, zdrowej relacji – nawet jeśli oparta jest na miłości – w sytuacji, gdy jedna z osób nie jest w stanie zaakceptować swojej tożsamości, pogodzić się z własnymi wspomnieniami i przeszłością. Dopiero po zrozumieniu i dojściu do ładu z samym sobą otwiera się przed człowiekiem szansa na udaną przyszłość – wolną od wyrzutów sumienia, chowanej urazy i głęboko zakorzenionego bólu.

Happy Together to historia takich uciekinierów. Ludzi, którzy postanowili wynieść się na drugi koniec świata, żeby spróbować odbudować własną relację. Jak przyznaje Lai – grany przez Tony’ego Leunga zaborczy sztywniak – kolejny już raz. Tragedia jego relacji z Ho tkwi w tym, że wspólna ucieczka z Hong Kongu do słonecznej Argentyny paradoksalnie wcale nie zbliża ich do siebie. Kiedy znajdują się w obcym kraju, obcym mieście i obcej społeczności odkrywają, że, parafrazując Lady Pank, również dla siebie stają się wciąż bardziej obcy. Samotność, która stała się też dominantą kolejnego dzieła Wonga Kar-WaiaSpragnionych miłości – skazuje mężczyzn na ciągłe mijanie się na ulicach Buenos Aires. Bolesne rozstania i jeszcze boleśniejsze zejścia.

Fot. Kadr z filmu Happy Together (1997)

Lai próbuje to przyjąć z twarzą twardziela. Kiedy Ho pokazuje się w klubie tango – miejscu pracy swojego byłego chłopaka – otoczony przez grupę mężczyzn, ten spuszcza wzrok i koncentruje się na swojej robocie. Jego ciało jednak się gotuje – z tęsknoty, zazdrości i gniewu, którymi darzy tego chłoptasia-lekkoducha. Zabija go żal – co przyznaje, gdy pijany odwiedza Ho w ciasnym hotelowym pokoju. Przychodzi, bo odurzone alkoholem serce pragnie znaleźć kogoś, z kim mogłoby podzielić się dręczącymi je uczuciami. Pomyślał, że skoro Ho do niego zadzwonił, to jest gotów, żeby odbudować tę relację. Ten jednak – jak zawsze – w ostatniej chwili tchórzy i udaje, że chodziło mu tylko o seks, co wywołuje u Laia atak furii.

Przeczytaj również:  "Mulan": #GirlPower z holokaustem mniejszości w tle [RECENZJA]

Gdy w końcu mężczyźni wracają do siebie nie jest to poprzedzone zakopaniem topora wojennego. Lei przygarnia Ho do swojego malutkiego mieszkanka, żeby się nim zaopiekować – chłopak zostaje dotkliwie pobity i nie jest w stanie nawet się umyć. Choć nie daje po sobie poznać, widać, że taka sytuacja odpowiada Leiowi – on zarabia, przynosi swojemu partnerowi jedzenie, papierosy, myje go i praktycznie steruje jego życiem. Chowa też jego paszport ostatecznie przekręcając kluczyk w klatce kanarka. Uwidaczniają się wówczas dwie kompletnie nieprzystające cechy obu mężczyzn, które tak skutecznie podminowują ich kolejne romantyczne próby. Ho to buntownik, wolna dusza z autodestruktywnymi tendencjami, a Lei jest zazdrosny, zaborczy i kontrolujący. Co jednak tragiczne, widać też, że łączy ich coś więcej, niż potrzeba drugiego człowieka. Podczas niesamowicie wzruszającej sceny tanga w kuchni, spacerów czarno-złotymi ulicami Buenos Aires i czułych objęć na tylnych siedzeniach taksówki, na ekranie pojawia się relacja dwojga kochających się, troskliwych mężczyzn. Nie trwa to zbyt długo – wady charakteru bohaterów szybko dochodzą do głosu i sabotują ten wzrastający na nowo związek – lecz wystarczy, żeby czuć dla nich żal.

Fot. Kadr z filmu Happy Together (1997)

W tym momencie pozwolę sobie na chwilowe porzucenie bezosobowości tego tekstu, ponieważ pragnę wyrazić subiektywną opinię – Happy Together to jeden z najpiękniejszych wizualnie filmów, jakie widziałem. Dzieła Wonga Kar-Waia zawsze mnie zachwycały swoją paletą barw, awangardowym zastosowaniem montażu oraz głębokimi, kolorowymi kadrami, a Happy Together stanowi syntezę wszystkich rzeczy, które najbardziej mi się w jego produkcjach podobają. Połączenie subtelności i wysmakowania Spragnionych miłości z rozedrganą neonowością Chungking Express. Odpowiednio ustawiając kamerę, zmieniając tempo montażu lub powtarzając dany kadr, Wong potrafi naraz pokazać tęsknotę, samotność oraz namiętność dręczącą obu bohaterów. Przepięknymi, godnymi oprawienia w ramkę obrazami z Happy Together dałoby się zapełnić całą galerię sztuki. Kolory opowiadają tu historię, przechodząc z czerni i bieli w momentach rozstania i samotności, do jaskrawej fuzji żółtego, zielonego i czerwonego światła, gdy Liu i Ho są razem. Maestrię Christophera Doyle’a, operatora i wieloletniego współpracownika Wonga, widać nie tylko w skomplikowanych formalnie ujęciach, lecz właśnie w tak prostych efektach – na przykład w scenie, gdy Liu zastanawia się, jak wygląda położony po drugiej stronie globu Hong Kong, po czym kamera przenosi się na jego ulice odwrócona o 180 stopni, albo w głębokich, niepokojących zdjęciach wodospadu Iguazu, który równie dobrze mógłby być cytoplazmicznym oceanem z Solaris Lema.

Przeczytaj również:  Dom woskowych Mansonów. Recenzja płyty "We Are Chaos"

Iguazu pełni w Happy Together funkcję klamry kompozycyjnej oraz „siedzącego słonia” całego filmu. Wymarzony przez Liu oraz Ho widok wodospadu był celem tej wyprawy na drugi koniec świata. Celem, którego nigdy razem nie osiągnęli. W katartycznej scenie, gdy targane wiatrem krople wody oblewają oblicze jednego z bohaterów, czuć, że być może właśnie odnalazł to szczęście, o którym mówił Wong. Zdołał pogodzić się z własną przeszłością i zaakceptować siebie samego. Kiedy wsiada w pociąg w Taipei i kieruje się do Hong Kongu, przez jego twarz przelatuje cień uśmiechu. Świadomość, że zbliża się do domu i po wielu latach porozmawia się z własną rodziną, powoduje, że pierwszy raz na jego twarzy widać faktyczne szczęście. Happy Together to ostatecznie film o pięknie zaczynania od nowa – o nadziei, która przychodzi za każdym razem, gdy próbujemy coś zrobić raz jeszcze. Tę właśnie nadzieję czuje Liu, gdy jedzie do Hong Kongu. Nie wie, co go czeka, ale jest gotów podjąć kolejną próbę w walce o swoje szczęście.

Ocena

8 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Spragnieni miłości, Tamte dni, tamte noce

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.