FelietonyMuzykaPublicystyka

Titanic: Odrodzenie [FELIETON]

Wiktor Małolepszy
fot. sesja do okładki płyty Weyes Blood

1.

Stanley Kubrick konstruował swoje filmy jak muzykę. Jego zdaniem kino opiera się na nastrojach i uczuciach. Ich progresji, stopniowych bądź dynamicznych zmianach. W tym aspekcie upatrywał sensu sztuki i to na emocjach, które chciał wywołać, opierał znaczenie danego dzieła. Oglądając jego filmy podświadomie czujemy zdziwienie, strach, fascynację, uniesienie. Dopiero potem zaczynamy myśleć o ich „głębszym sensie”, jeśli w ogóle takie określenie jak „głębszy sens” można zastosować do opisania jego kina. Kina, którego centralnym elementem jest emotywność, a nie filozoficzne lub społeczne dywagacje.

2.

Weyes Blood, amerykańska piosenkarka, wokalistka i reżyserka, swój proces tworzenia muzyki porównuje do reżyserii Stanleya Kubricka. Nazywa to „naśladowaniem świadomości i wielkiej mocy”. Kubrick, przy całym fatalizmie widocznym na przestrzeni jego artystycznego dorobku i setek udzielonych wywiadów, był człowiekiem zafascynowanym ideą boskiego absolutu. Odwoływał się od idei tradycyjnego, antropomorficznego stworzyciela świata, nazywając go absurdalnym w swojej prostocie, jednocześnie przyznając, że po przyjęciu naukowej perspektywy na ogrom wszechświata nie można jednoznacznie zaprzeczyć istnieniu stworzeń, które znacznie nas przewyższają w swoim zrozumieniu i rozwoju. Przy nich nasza galaktyka, planeta, zmartwienia każdego człowieka, indywidualne i kolektywne, wydają się kompletnie pozbawione wagi. Kubrick dostrzegał ten egzystencjalny tragizm, proponując na niego lekarstwo – sztukę.

„The very meaninglessness of life forces man to create his own meaning.”

fot. sesja do okładki płyty Weyes Blood/ YT

3.

Weyes Blood w wieku 13 lat, jeszcze jako Natalie Merring, przeżyła szok i zbuntowała się przeciwko kinematografii. Wychowana w artystycznej rodzinie, od najmłodszych lat wystawiona była na wpływ filmów. Jej ojciec miał pokaźną kolekcję VHS-ów i szybko zaprosił do tego świata swoją córkę. W pewnym momencie oglądała 300 filmów rocznie, co znacznie wpływało na jej postrzeganie rzeczywistości, emocje, uczucia. Gdy zaczęła wkraczać w okres dojrzewania, rozpoczął się u niej bunt – to, co E. H. Eriksson nazwał fazą kryzysu poczucia tożsamości. Wówczas u nastolatka wzrasta samoświadomość, pojawia się potrzeba redefinicji osobowości i ponownego przepracowania elementów wcześniejszej identyfikacji. Zagubienie często wywołuje u takiej osoby kryzys, który burzy dotychczasowe wyobrażenie na temat świata i samego siebie. Nastolatek odczuwa dysonans z własnym ja, co nakazuje mu zanegować stare ideały i stworzyć nową tożsamość.

U Merring objawiło się to odrzuceniem na trzy lata filmów. Wychowana na amerykańskim kinie dziewczyna dostrzegła tkwiącą w ich centrum manipulację emocjonalną. Była zdruzgotana tym, że filmy – element jej własnej tożsamości, dzieła, które były gigantyczną częścią jej życia, pozwalające odkrywać świat i przeżywać czyjeś historie – okazały się zaprojektowane po to, żeby wywoływać u niej określone uczucia. Poczuła się zdradzona, brzydził ją sam proces doświadczania kinematografii, bo potrafiła w każdym momencie dokładnie wskazać, kiedy reżyser gra na jej duszy i wykorzystuje emocjonalne słabości, żeby uzyskać zamierzony efekt.

Przeczytaj również:  #ZostańWDomu | Ochrona przed COVID-19 i inne darmowe dokumenty na ARTE

Za film, który wywarł na nią największy wpływ – co potem zaowocowało fascynacją połączoną z nienawiścią – uznaje monumentalny Titanic. Zdaniem Merring jest to przykład tego manipulującego odbiorcą kina, sprawiającego wrażenie dojrzałego, lecz prostego i pustego. W jednym z wywiadów nazwała go wręcz stworzonym dla dwunastolatek. Do filmu Camerona przyciągnęła ją jednak jego sprawność w portretowaniu ludzkiej pychy oraz bezsilności wobec potęgi natury. W czasie, gdy człowiek był przekonany, że da radę podbić świat, podporządkować sobie ziemię i zapanować nad wszechrzeczą, pasażerowie statku zostali brutalnie skarceni. Nie wszyscy jednak zginęli tak jak piękny, ubogi Jack – bogaci pasażerowie pierwszej klasy uciekli przed śmiercią na szalupach.

4.

Obecnie szanse na zatopienie okrętu przez lodową skałę są mniejsze, niż na początku XX wieku. Lodowce topnieją, poziom wód się podnosi, naukowcy i młodzież ostrzegają, że jeśli czegoś nie zrobimy, to znacznie zwiększy się podwodna powierzchnia naszej planety. 100 firm jest odpowiedzialnych za ponad 70% emisji gazów cieplarnianych, czego efekty poczują ci, którzy żyją w biedzie i nie mają środków, żeby przenieść się w inne miejsce. Chociaż statkiem kierują elity, to za ich błędy najbardziej cierpieć będzie niewinny Jack.

fot. Kadr z filmu “Titanic”

5.

Fantazje o destruktywnym efekcie zmieniającego się klimatu Weyes Blood snuje na swoim ubiegłorocznym albumie – przewrotnie nazwanym Titanic Rising. Tytuł ten można odczytywać zarówno jako ilustrację wyimaginowanego wraku statku, który wraz z wzrastającym poziomem mórz i oceanów podnosi się w górę, lub jako symbol skonfliktowanej ludzkiej natury. Na przestrzeni płyty Merring jednocześnie podejmuje temat zakochania, swojej fascynacji kinem oraz klimatycznej katastrofy, która złowieszczo pulsuje za każdą piosenką. „It’s a wild time to be alive” śpiewa apokaliptycznie w Wild Time – delikatnej, akustycznej balladzie. Natura jest pełna sprzeczności.

6.

W centralnym punkcie płyty – majestatycznym Movies – Merring diagnozuje swoją miłość do kina. Piosenkę rozrywają dwa impulsy: pragnienie odrzucenia filmu jako fikcji, zaprojektowanego w mrocznym Hollywood produktu, który ma się sprzedać i grać na emocjach, oraz fetyszyzacja obrazu na ekranie, marzenie o staniu się filmową bohaterką. Artystka chce uciec ze skomplikowanego, bolesnego świata do tego, który tworzą przed nią scenarzyści i reżyserzy – prostego, czasem bolesnego, ale pięknego. „The meaning of life doesn’t seem to shine like that screen” stwierdza z żalem, marząc, by jej egzystencja w umierającym świecie nabrała głębszego sensu.

Sztuka, jako postulowane przez Kubricka lekarstwo na bezsens ludzkiego życia, okazuje się być przekleństwem kolejnych pokoleń, związującym ich marzenia i pragnienia z mitologią na świecącym ekranie. Mając do wyboru trud bycia i prostotę kina, wybieramy eskapizm, mimowolnie akceptując nadchodzącą zagładę. Zahipnotyzowani przez ten „big box-office hit” stajemy się pasażerami Titanica. Pomimo świadomości, że przed statkiem znajduje się góra lodowa, wolimy zatopić się w granej przez orkiestrze muzyce, niż wymusić na stojących za sterem ludziach zmianę kierunku.

Przeczytaj również:  "Chcemy, abyś odpalając Kroniki Myrtany, poczuł się dokładnie tak, jak podczas gry w oryginalnego Gothica" – Mateusz Pawłowski

To podejście zostaje dodatkowo zilustrowane w teledysku do Movies. Obserwujemy w nim majestatycznie pływającą pod wodą kobietę, która po minucie okazuje się być bohaterką filmu. Potem widzimy salę wypełnioną zafascynowanymi widzami – nie ma znaczenia ich wiek, płeć, wygląd. Wszyscy zauroczeni patrzą w kinowy ekran. W pewnym momencie jedna z osób wbiega za scenę i pojawia się u boku pływającej kobiety, stając się częścią jej filmu. Rozentuzjazmowana publiczność raz za razem wstaje z foteli i wskakuje do wody, ukazując się na świecącym ekranie kinowym – łącznie z samą autorką piosenki. Obraz zgrywa się z anielskimi wokalami i muzyką brzmiącą jak fragment soundtracku do Koyaanisqatsi. W ten sposób Weyes Blood zastanawia się, czy nawet tracąc grunt pod stopami i tonąc w wodzie, będziemy nadal ślepo fantazjować o filmowych światach i poddawać się kinematograficznej magii.

fot. Kadr z teledysku “Weyes Blood – Movies”

7.

Artystka dochodzi do wniosku, że kino stało się tak esencjonalną częścią poznawania świata, że przestało wywierać na nas jakikolwiek wpływ. Wielkie blockbustery jak Titanic, oglądane przez setki milionów ludzi na naszej planecie, nie mają mocy zmotywowania nas do działania. Amerykańska Akademia Filmowa może nominować do dwóch nagród film, którego bohaterami są umierające pszczoły, a my obejrzymy go, pokiwamy z uznaniem i zadumą nad ich losem, po czym ruszymy do konsumpcji kolejnego produktu. Filmik z dziećmi syryjskich uchodźców, który mignie nam na wallu, zbierze miliony wyświetleń, setki tysięcy płaczących reakcji i dziesiątki tysięcy współczujących komentarzy, ale niczego nie zmieni, bo sekundę później naszą uwagę zajmie śmieszny mem lub nowe zdjęcie znajomego z pracy. Zalanie mózgu komunikatami zmniejsza znaczenie pojedynczej chwili, uzależniając nas od ciągłego odczuwania. „Some people watch until they explode”, dramatycznie śpiewa Weyes Blood.

8.

Po trzech latach Merring znowu zaczęła oglądać filmy, a obecnie reżyseruje swoje własne teledyski. Zaakceptowała kino jako esencjonalną część naszej kultury i platformę tworzącą współczesne mity – wciąż czuje do nich dystans, ale dostrzega ich znaczenie. Wymarzoną wiarygodność i prawdę odnalazła w procesie tworzenia, kształtowania własnych znaczeń, sensu, wpływania na rzeczywistość. Odkryła, że z tych wszystkich uczuć – strachu, niepewności, nienawiści, zagubienia – można ukuć piękne utwory. Tak jak James Cameron, który tragedię i śmierć pasażerów okrętu zamienił w historię o wielkiej miłości.

9.

Zapytana o film, który ostatnio jej się spodobał, Merring wyznała, że jest fanką produkcji Marvela. Faktycznie, ludzka natura jest pełna sprzeczności.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.