Advertisement
PublicystykaZestawienia

Światła wielkiego miasta. Przewodnik po twórczości Edwarda Yanga

Wiktor Małolepszy
„I raz, i dwa” – mat. prasowe/Pięć Smaków

Jakkolwiek karkołomne nie wydaje się zadanie podsumowania twórczości tak wyrafinowanej i obfitej w znaczenia, jak filmografia Edwarda Yanga, w monografii Johna Andersona znajduje się jeden krótki fragment, który doskonale chwyta jej esencję. Amerykański filmoznawca napisał, że Yang kochał życie bardziej niż sztukę. Nie jest to coś oczywistego, gdy czyta się o jego filmach i natrafia na porównania do Antonioniego, czy doniosłe hasła o zainicjowaniu Tajwańskiej Nowej Fali. Trudno nie podchodzić z czołobitną postawą do tych dzieł, których każdy detal świadczy o dokładności i precyzji ich twórcy. Zamiast jednak mnożyć narracje o Yangu-mistrzu kina, stawiające go w pozycji znacznie utrudniającej świeże podejście, warto przyjrzeć się Yangowi-empacie, którego niespieszne miejskie freski wciąż dogłębnie poruszają i nie tracą na aktualności.

Mocy filmom Tajwańczyka zawsze nadawało umiejscowienie ich w osobistym kontekście. W każdym dziele reżysera można odnaleźć ślady jego doświadczeń, czy to w umiejscowieniu akcji, konstrukcji bohaterów, a nawet imionach, które im nadał. Życiorys Yanga jest równie użyteczny przy czytaniu jego filmów, jak znajomość historii Tajwanu. Podobnie jak ona życie Yanga jest też naznaczone piętnem niejednoznacznej przynależności. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że między obiema historiami – reżysera i jego ojczyzny – widać paralele.

Edward Yang urodził się w Chinach kontynentalnych, skąd po dwóch latach – w 1947 roku – jego rodzina przeniosła się do Tajpej. Dorastał w kraju, który dzięki wsparciu Stanów Zjednoczonych stopniowo się rozwijał. Jak sam Yang odnotował na planszy otwierającej Konfucjańską konsternację, po dwóch tysiącach lat biedy Tajpej potrzebował zaledwie dwudziestu lat, by stać się jednym z najbogatszych miast na świecie. Yang nie marzył wówczas o karierze reżysera, pomimo, że czuł pociąg do sztuki. Po tym, jak wymagający rodzice wybili mu z głowy karierę architekta, rozpoczął on studia inżynieryjne, a gdy je skończył wyemigrował do Stanów celem kontynuacji swojej informatycznej edukacji. Po uzyskaniu tytułu magistra elektrotechniki w 1974 roku spędził jeszcze 7 lat pracując jako informatyk w Ameryce. Wspominając po latach ten okres mówił, że przez nużącą biurową pracę już jako trzydziestolatek czuł się staro. Po tragedii, jakim okazał się jednoroczny kurs reżyserski w Los Angeles – skoncentrowany na komercyjnym, hollywoodzkim kinie – Yang nie sądził, że zapała pasją do kręcenia filmów.

„Historia z Tajpej” – mat. prasowe/Pięć Smaków

Wszystko zmienił seans Aguirre, gniewu bożego. Film Herzoga tak wstrząsnął Tajwańczykiem, że ten postanowił, że zanim się zestarzeje chce – jak sam to ujął – „zrobić coś, co lubi”. W 1981 roku wrócił do ojczyzny – dwa lata po tym, jak USA zdecydowały się zerwać stosunki dyplomatyczne z Tajwanem, co wywołało kryzys polityczny wewnątrz państwa. Idące wraz z nim osłabienie cenzury oraz buntownicze nastroje w społeczeństwie stały się żyzną glebą dla kiełkującej nowej fali w tajwańskim kinie – ruchu, dla którego powracający wówczas do kraju Yang stał się kluczową postacią. W jego domu gościli i dyskutowali filmowcy tacy jak Hou Hsiao-hsien, czy Wu Nien-jen, którzy poza swoimi karierami reżyserskimi również grali główne role u Yanga. Celem tworzonej przez nich nowej fali było odejście od popularnych wówczas gatunków kina sztuk walk oraz kostiumowych melodramatów w stronę realistycznego portretu współczesnego tajwańskiego społeczeństwa. Kino miało stać się lustrem, w którym przeciętny mieszkaniec wyspy mógł się przejrzeć.

Na tle innych reżyserów tworzących w tym nurcie, Yanga szczególnie wyróżnia skupienie się na mieście. Jego bohaterowie, tak jak on w Stanach i mieszkańcy Tajpej, krążą zagubieni w labiryncie budynków. Przepełnia ich pragnienie poczucia przynależności do czegoś bardziej namacalnego niż abstrakcyjny naród. Yang – urodzony w Chinach, wychowany w Tajwanie i wykształcony w USA – był bowiem głęboko przekonany, że postępująca globalizacja jest szansą, by nas do siebie zbliżyć: „I look at globalization in a positive way, not in terms of there being a McDonald’s or Starbucks everywhere. We are beginning to realize we have more in common than that. And that makes the diversity and subtle differences between us even more interesting”.

Przeczytaj również:  Pięć smaków. Recenzujemy film „Kot do wynajęcia”

Być może to właśnie dzięki zainteresowaniu owymi subtelnymi różnicami Yang wciąż jest na nowo odkrywany. Chociaż przed swoją śmiercią w 2007 roku zdołał nakręcić jedynie siedem filmów pełnometrażowych (spośród których sześć jest częścią retrospektywy na festiwalu Pięć Smaków), to pozostawił po sobie dorobek bogatszy w detale i treść niż niejeden artysta z kilka razy większą ilością produkcji na koncie. Oglądając po prawie 40 latach od premiery jego pierwsze filmy – Tego dnia na plaży i Historię z Tajpej – podziw wzbudza nie tylko polifoniczność narracji, czy zniuansowane portrety bohaterek, ale też dojrzałość i pewność rzemiosła, którym Yang operował. Do końca kariery był twórcą ewoluującym, poszerzającym gatunkowy arsenał wpisany w poetykę autorsko postrzeganego kina. W ostatniej scenie filmu wieńczącego jego dorobek – I raz, i dwa – Yang-yang, uosobienie reżysera, mówi, że nie wie zbyt wiele, ale pragnie pokazywać ludziom to, czego nie widzieli. I być może właśnie to jest esencją kina Edwarda Yanga – otwieranie nam oczu na różne perspektywy oraz ukazywanie życia w wyrozumiały i nieoceniający sposób.


1. Tego dnia na plaży (1983)

„Tego dnia na plaży” – mat. prasowe/Pięć Smaków

Debiutancki pełny metraż Yanga otwiera tajemnicza scena tytułowej plaży. Po chwili zaczyna się podróż – film stale zmienia bohaterów, czas, miejsce, czym jego konstrukcja zasłużyła sobie na porównania do Obywatela Kane’a Orsona Wellesa. Tego dnia na plaży to jednak przede wszystkim opowieść o dojrzewaniu, robieniu błędów i szukaniu swojego miejsca w gąszczu innych ludzi. Film Yanga to swoisty przekrój ról, w jaki wpisywani są młodzi ludzie i ich subtelna krytyka. Tajwańczyk portretuje rodziców projektujących swoje oczekiwania na dzieciach. Męża, który nie potrafi odnaleźć się w maczystowskiej kulturze korporacyjnej. Żonę osamotnioną w narzuconej na nią roli płciowej. Przepięknie sfilmowany przez debiutującego Christophera Doyle’a (operatora arcydzieł bohatera poprzedniej retrospektywy Pięciu Smaków – Wong Kar Waia) obraz Yanga prezentuje twórcę, który od pierwszego filmu wiedział, jak nie przysłonić bogactwa treści ambitną formą.

Film obejrzycie tylko w kinie. Bilety znajdziecie tutaj.


2. Historia z Tajpej (1985)

„Historia z Tajpej” – mat. prasowe/Pięć Smaków

Kolejnym filmem Yang również nawiązał do własnych doświadczeń. Podczas gdy Tego dnia na plaży było poniekąd odbiciem jego frustracji związanych z podejmującymi za niego decyzje rodzicami, w Historii z Tajpej wrócił do emocji, które towarzyszyły mu po powrocie ze Stanów Zjednoczonych. Jeden z głównych bohaterów tego filmu – A-Lung, w którego wciela się Hou Hsiao-hsien – przylatuje do Tajpej po tym, jak jego amerykański sen legł w gruzach. Wraca do swej narzeczonej, z którą po tym czasie więcej go dzieli niż łączy. Po niegdysiejszej namiętności nie pozostał już ślad, tak, jak po marzeniach o baseballowej karierze. Historia z Tajpej może być jednym z najbardziej przejmujących obrazów zagubienia i samotności w kinie. Tytułowe miasto jest w filmie Yanga morzem jednakowych wieżowców, w którym jedynymi latarniami są migoczące neony reklamowe, fałszywie obiecujące kolory w szarej rzeczywistości.

Przeczytaj również:  Pięć Smaków: rozmawiamy z Nawapolem Thamrongrattanaritem o superbohaterach, memach, dorastaniu

Film obejrzycie zarówno kinie, jak i online. Bilety znajdziecie tutaj.


3. Terroryści (1986)

„Terroryści” – mat. prasowe/Pięć Smaków

To najbardziej zagadkowy film tajwańskiego reżysera. Dzieło, które do ostatnich scen nie zdradza widzowi, czym naprawdę jest. Kim są tytułowi terroryści? Co łączy te przeplatające się linie fabularne? Yang nie daje prostych odpowiedzi. Zamiast tego woli niespiesznie snuć urbanistyczną symfonię wzajemnego przenikania – nie tylko ludzkich bytów, ale nawet fikcji i prawdy. Terroryści są zdecydowanie filmem do wielokrotnego powtarzania oraz rozpisywania, ale też dziełem, którego wielką siłą jest przepełniające je atmosfera. Yang kreuje świat, gdzie zwykły telefoniczny dowcip może stać się przyczynkiem katastrofy. Tak bardzo realny, jak nasze odbicia w szybach biurowców.

Film obejrzycie zarówno kinie, jak i online. Bilety znajdziecie tutaj.


4. Jasny dzień lata / Chłopiec z ulicy Guling (1991)

„Jasny dzień lata” – mat. prasowe/Pięć Smaków

Najbardziej epicki film Yanga i jeden z największych obrazów w historii kina. Porażający rozmiarami i metrażem (prawie 4 godziny!) monument, w którym Tajwańczyk dotychczasowe refleksje na temat współzależności (ludzi, narodów) i miejskiej samotności umiejscawia w kontekście współczesnej historii swojej ojczyzny. Pieczołowicie rekonstruując Tajpej z lat 60., Yang przenosi widza do świata, w którym przyszło mu dorastać. Jasny dzień lata to jednocześnie kino gangsterskie, historyczne, opowieść o dojrzewaniu, a nawet romans. Choć niełatwo połapać się w gąszczu wątków, zapamiętać imiona, twarze gigantycznej obsady i przyswoić wszystkie subtelności tego imponującego fresku, to jego seans jest jedynym w swoim rodzaju filmowym doświadczeniem, na które warto poświęcić ten czas.

Film obejrzycie zarówno w kinie, jak i online. Bilety znajdziecie tutaj.


5. Konfucjańska konsternacja (1994)

„Konfucjańska konsternacja” – mat. prasowe/Pięć Smaków

Zrobiona jakby z boku pozostałych wielkich obrazów Yanga, Konfucjańska konsternacja to niezwykle intrygująca pozycja w jego filmografii. Jeśli gdziekolwiek można u niego wypatrzyć ślady metafilmowości, to właśnie w owym biurowym komediodramacie. Już w otwierającej obraz scenie słyszymy reżysera (będącego jednak daleko od pełnienia roli porte-parole Yanga), który opowiada, że ma zamiar nakręcić komedię, bo dobrze się sprzedają. Tym samym Konfucjańska konsternacja staje się dla Tajwańczyka okazją, by skrytykować kapitalizację sztuki w rodzimym przemyśle rozrywkowym, napiętnowując hipokryzję i zepsucie rządzących nimi dyrektorów. Yang nie stroni od dynamicznych dialogów i wisielczego, nieco suchego humoru, aby zakpić z uprzywilejowanych pracowników koncernów medialnych, co może szczególnie przypaść do gustu fanom Sukcesji. To ciekawe, niekoniecznie nowofalowe oblicze Tajwańczyka.

Film obejrzycie zarówno w kinie, jak i online. Bilety znajdziecie tutaj.


6. I raz, i dwa (2000)

„I raz, i dwa” – mat. prasowe/Pięć Smaków

Yang nie mógł zamknąć swojej filmografii bardziej odpowiednim filmem. Nie tylko dlatego, że I raz, i dwa to epickie, trzygodzinne dzieło, którego krańce spina klamra ślubu i pogrzebu (z narodzinami w centrum), a jedną z głównych ról zagrał jeden z współtwórców Tajwańskiej Nowej Fali – Wu Nien-jen. To film tak ważny dla twórczości Yanga, bo ostatecznie spełnia jego ambicję o tworzeniu kina, które będzie jak najbliżej imitacji życia. W tym na pozór skromnym rodzinnym filmie, rozgrywającym się na przestrzeni kilku tygodni, Tajwańczyk mieści esencję tego, czym jest bycie człowiekiem. Jego bohaterowie zakochują się i mają łamane serca. Rodzą się i umierają. Kłamią i mówią gorzką prawdę. Każdy z nich sprawia wrażenie samotnej wyspy na oceanie, jakim jest Tajpej. W tym archipelagu ludzkich doświadczeń Yang przemyca pełną nadziei refleksję o współodczuwaniu i zrozumieniu dla drugiego człowieka.

Film obejrzycie zarówno w kinie, jak i online. Bilety znajdziecie tutaj.

Artykuł powstał we współpracy z Festiwalem Kina Azjatyckiego Pięć Smaków.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.