Advertisement
FestiwaleFilmyNowe Horyzonty 2021Recenzje

Dwa filmy o związkach w jednym. Recenzja „Wyspy Bergmana” Mii Hansen-Løve

Wiktor Małolepszy
Wyspa Bergmana - Festiwal Nowe Horyzonty 2021
fot. kadr z filmu "Wyspa Bergmana" / Nowe Horyzonty

„Wyspa Bergmana”, jak zresztą można domyślić się już po samym tytule, wypełniona jest po brzegi szwedzkim reżyserem i jego imponującą twórczością. Raz ktoś rzuci ciekawostką z życia prywatnego. Gdzieś pojawi się użyty w jego filmach rekwizyt lub lokalizacja, która tworzyła ich scenografię. Innym razem o uszy obije nam się dyskusja na temat konkretnego filmu Szweda – oczywiście prowadzona w formie bezwarunkowej laudacji. Nic więc dziwnego, że Chris – porte-parole Mii Hansen-Løve i główna bohaterka jej najnowszej produkcji – próbuje zajrzeć pod powierzchnię i zgłębić mniej chlubne rozdziały z biografii reżysera. Gdy słyszy, że Bergman miał dziewięcioro dzieci z kilkoma różnymi kobietami, dla których był często kompletnie obcy i nieobecny, zadaje pytanie: Czy można odnieść tak spektakularny sukces i być szczęśliwym w życiu prywatnym? Czy można być dobrym partnerem, mężem, ojcem, jednocześnie będąc Ingmarem Bergmanem?

To na pierwszy rzut oka nieco naiwne pytanie, doskwierało też samemu reżyserowi. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnią scenę Sarabandy. Tam Bergman w symboliczny sposób próbuje przeprosić swą wieloletnią partnerkę Liv Ullman oraz ich wspólną córkę, za nieobecność i oschłość. Jest też kluczowe, biorąc pod uwagę to, że Wyspa Bergmana powstała bezpośrednio po rozpadzie kilkunastoletniego związku Hansen-Løve z Olivierem Assayasem. Francuzka zawsze tworzyła filmy na wpół autobiograficzne i nie inaczej jest w przypadku tegorocznego obrazu. Parę głównych bohaterów tworzą w nim właśnie reżyserka i reżyser.

Wyspa Bergmana - Festiwal Nowe Horyzonty 2021
fot. kadr z filmu „Wyspa Bergmana” / Nowe Horyzonty

Chris wraz z Tonym przypływają na tytułową Fårö z kilku różnych powodów. Jednym z nich jest udział w celebracjach Tygodnia Bergmana. Grany przez Tima Rotha bohater to rozchwytywany artysta, który również w Szwecji ma grono wielbicieli swojego talentu. Tak naprawdę jednak para udaje się na wyspę, aby – z dala od domowych obowiązków – pracować nad nowymi scenariuszami. Nie każdemu z nich jednak otoczenie się emblematami znanymi z dzieł Bergmana pomaga. Choć Tony szybko załapuje rytm i z regularnością tworzy nowy tekst, Chris czuje się przytłoczona. Ma problemy ze skupieniem się, pracując w tym samym domu, co wybitny Szwed. Kiedy wyznaje swe bolączki Tony’emu, ten zauważa: „Nie oczekuj Persony. Napisz coś, co sprawi ci przyjemność”. I właśnie to Chris decyduje się zrobić.

Pomimo że początkowo Hansen-Løve na niemalże każdym kroku wrzuca cytaty i eksplicytne nawiązania do twórczości Bergmana, jej najnowszy film operuje zgoła innym językiem. Jej bohaterowie śpią w łóżku znanym ze Scen z życia małżeńskiego. Jednak dynamika ich relacji nakreślona jest w znacznie mniej efektowny sposób. Nie ma tu aktorskich szarż, pasjonujących kłótni czy błyskotliwie przenikliwych dialogów; zamiast tego reżyserka koncentruje się na detalach. Jak wtedy, gdy zestawia rozmiar biurek, przy których pracują lub zwraca uwagę na ich seksualne zdystansowanie. Tony i Chris przyjeżdżają na wyspę razem, ale większość czasu – pisząc lub spacerując – spędzają osobno.

Wyspa Bergmana - Festiwal Nowe Horyzonty 2021
fot. kadr z filmu „Wyspa Bergmana” / Nowe Horyzonty

Reżyserka ciekawie nakreśla też wpływ Fårö na tworzone przez nich scenariusze. Podczas gdy Tony zaczytuje się Dantem, a jego notatki przepełnione są szkicami fetyszystycznych, sadomasochistycznych fantazji, Chris tworzy letni romans. Przywołuje poetykę filmów Linklatera. To też najciekawszy element Wyspy Bergmana. Kiedy bowiem bohaterka zaczyna opowiadać partnerowi fabułę najnowszego projektu, jej opowieść przejmuje ekran, a widz zaczyna oglądać film w filmie. Protagonistka scenariusza Chris to zresztą również reżyserka, co wprowadza interesujący, meta-narracyjny wymiar do całego filmu.

Niestety, ów zabieg nie okazuje się niczym więcej, niż efektowną sztuczką. Żadna z ukazanych przez Hansen-Løve historii nie jest ostatecznie satysfakcjonująca ani pod względem emocjonalnym, ani eksploracji charakterów postaci. Choć cała obsada dostarcza przekonujące i naturalne występy, to ich bohaterowie są za słabo nakreśleni. Za mało interesujący, żeby ich perypetie były w stanie wywołać wzruszenie albo chociaż głębszą refleksję. Podobnie jest z warstwą wizualną filmu, która po kolejnym ujęciu słonecznego, zielonego Fårö zaczyna nużyć. Obrazując w ten sposób zacisze Bergmana, reżyserka zastanawia się, jakim cudem w tak spokojnej, sielankowej idylli Szwed mógł pisać wstrząsające scenariusze. Po pewnym czasie jednak nasuwa się inne pytanie. Jak to możliwe, że autor Fanny i Alexander nie umarł tu z nudów?

Wyspa Bergmana - Festiwal Nowe Horyzonty 2021
fot. kadr z filmu „Wyspa Bergmana” / Nowe Horyzonty

Zanim film zmieni swoją konwencję na szkatułkową, a Chris przedstawi Tony’emu zarys fabularny swojego nowego scenariusza, bohaterka tłumaczy, że nie wie, czy ta historia ma wystarczająco dużo „mięsa”, żeby zrobić z niej film. Tym samym reżyserka, możliwe, że świadomie, wplata w dialogi kolejny metafilmowy komentarz. Wyspie Bergmana bowiem brakuje właśnie tego „filmowego mięsa” do stania się czymś więcej niż narracyjną ciekawostką. Interesujących postaci, angażującej historii, zajmującej warstwy audiowizualnej. Zupełnie tak, jakby Hansen-Løve, tak bardzo starająca się nakręcić film antybergmanowski, zapomniała o tym wszystkim, co sprawia, że dzieła Szweda do dziś ogląda się z wypiekami na twarzy.

Przeczytaj również:  Poza korpoświatem – „Pomocy” [RECENZJA]
+ pozostałe teksty

Skandynawista, autor prac naukowych o „Midsommar” oraz „Scenach z życia małżeńskiego”. Poza Skandynawią lubi też pisać o kinie Azji i muzyce.

Ocena

4 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Poprzednie filmy Hansen-Løve

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.