Advertisement
FilmyKinoRecenzje

„Nasienie świętej figi” – Ziarnko do ziarnka [RECENZJA]

Wiktor Małolepszy
„Nasienie świętej figi” / materiały prasowe M2 Films
„Nasienie świętej figi” / materiały prasowe M2 Films

Najnowszy film Mohammada Rasoulofa otwiera tekst zawierający klucz interpretacyjny tytułu. Okazuje się, że pewien gatunek figi jest pasożytem – jego nasiona spadają na korony innych drzew, puszczają korzenie, które je otulają i stopniowo zaciskają się coraz ciaśniej, dusząc swojego żywiciela. Przez resztę seansu reżyser podrzuca nam wiele takich nasion oraz sugestii odczytu ich symboliki – czy chodzi o zamordystyczną politykę obyczajową i jej wpływ na społeczeństwo Iranu? Może o paternalizm konserwatywnego ojca, oczekującego skrajnego posłuszeństwa żony i córek? O destruktywny wpływ stresującej pracy na relacje rodzinne? Wreszcie – może owym ziarnem są protesty i demonstracje, mające na celu zrzucenie jarzma religii z szyj irańskich kobiet? Z tych różnych interpretacji tytułu wyłania się główny temat filmu Rasoulofa – to opowieść o zakłóceniu porządku, tym, co do niego prowadzi i jakie mogą być tego efekty. 

Porządek w życiu rodzinnym Najmeh oraz jej córek zaburza wyczekiwany awans na sędziego śledczego Imana, męża głównej bohaterki. W kraju wybuchły protesty kobiet po śmierci młodej dziewczyny, która została aresztowana za złamanie prawa o obowiązkowym noszeniu hidżabu. Praca Imana zaczyna polegać więc głównie na skazywaniu setek protestujących na brutalne kary, często śmierci, w taśmowym tempie. Zdając sobie sprawę z linczu, z jakim spotkałby się jej mąż ze strony protestujących, Najmeh obiera za priorytet chronienie jego tożsamości starając się kontrolować życie prywatne swoich córek. Zdaje sobie jednak sprawę z płonności tego zadania – szczególnie ze względu na to, że właśnie jej kilkunastoletnie córki są podmiotami trwających w kraju protestów, a policyjną przemoc oglądają zarówno na ekranach telefonów, jak i w akademikach przyjaciółek.

„Nasienie świętej figi” / materiały prasowe M2 Films
„Nasienie świętej figi” / materiały prasowe M2 Films

Nasienie świętej figi przypomina nasze kino moralnego niepokoju. W gabinetach trzeba szeptać, bo są podsłuchy, a system to młot miażdżący kręgosłupy moralne urzędników. Zrobisz błąd? W najlepszym przypadku czeka cię zwolnienie i utrata reputacji, a w najgorszym kara więzienia. To wszystko odbija się na społecznej tkance, pełnej nieufności i zatomizowanej, nawet w tak podstawowej jednostce jak rodzina. Jasne, Iman mógłby rzucić swoją pracę w diabły, ale po co, skoro utraciłby perspektywy na przydział lepszego mieszkania, a na jego stanowisko wskoczyłby ktoś z mniejszymi skrupułami? Kto wie, czy pewnego dnia na jego biurku nie znalazłaby się teczka ze zdjęciem własnej córki, która pojawiła się w złym miejscu i o złej porze?

Niełatwe moralne dylematy i idąca za nimi duszna, nerwowa atmosfera wypełnia cały, niemal trzygodzinny metraż. Rasoulof znajduje też przestrzeń na zarysowanie dynamiki rodzinnej, dając przestrzeń świetnym kreacjom aktorskim. Szczególnie wcielającym się w Najmeh Sohelii Golestani. Precyzyjnie ukazuje jej oddanie dla Imana, częściowo płynące z wychowania w uległości wobec męża, częściowo z partnerstwa, które okazują sobie w prywatności. Równie istotna jest jej relacja z córkami, niełatwa przez napięcia wywołane różnicami światopoglądowymi, ale też czuła, co widać w scenach wspólnego gotowania. Najmeh nie ma łatwo, starając się balansować między przybranym wzorem tradycyjnej żony a zrozumieniem dla niełatwej sytuacji swoich córek. Te również znajdują się w trudnym położeniu – rozumieją trud pracy ojca, ale nie przymkną oka na przemoc, która dotyka jej przyjaciółki. Rasoulof cierpliwie zaciska pętlę kłamstw i drobnych aktów nieposłuszeństwa, prowadząc do erozji relacji wewnątrz rodziny. Na skali mikro opowiada o wpływie społecznych niepokojów.

Pokrewieństwa z historią polskiego kina można odnaleźć też w tle powstania tego filmu. W jednej ze scen kolega z pracy mówi Imanowi, że niebezpiecznie jest mówić innym ludziom, czym się zajmuje. Wybrzmiewa to jak metakomentarz do losów samego reżysera. Nasienie świętej figi kręcone było w ukryciu, w momencie, gdy Rasoulof został skazany przez takiego urzędnika jak Iman na karę więzienia za krytykę reżimu. Kręcił film między wyrokiem pierwszej a drugiej instancji, ostatecznie uciekając z kraju na piechotę. Wielu twórców jednak nie mogło wyjechać, zostało poddanych brutalnym przesłuchaniom i zmuszonych do apelowania o wycofanie filmu z zeszłorocznego konkursu z Cannes. To doświadczenie ucisku ze strony władzy stanowi istotny element Nasienia… – w jednej z kluczowych scen, bohaterki zostają poddane przesłuchaniu, a Rasoulof przy użyciu subtelnych technik wizualnych oddaje przerażającą naturę tego procederu. 

„Nasienie świętej figi” / materiały prasowe M2 Films
„Nasienie świętej figi” / materiały prasowe M2 Films

Biorąc ten kontekst pod uwagę, łatwo zrozumieć, czemu znaczna większość filmu nakręcona została w pomieszczeniach i dominują sceny dialogowe. Gdy udaje się nakręcić plenery, chłodne kadry Pooyana Aghababaeia zostają zmieszane z prawdziwymi nagraniami z protestów, obrazującymi brutalność policji i odwagę irańskich kobiet. Przez większość czasu jest to jednak dość statyczny film – do czasu, bo w pewnym momencie następuje gatunkowa wolta. Rasoulof, jakby przeczuwając, że uwagi widza nie utrzyma się przez trzy godziny tylko psychodramą, sięga po elementy kina sensacyjnego, zemsty, a nawet thrillera z kategorii home invasion (reżyser przyznał, że inspirowało go Lśnienie Kubricka). To śmiały zabieg – wywracając do góry nogami konwencję, Irańczyk porzuca też wyrozumiałość w portretowaniu swoich postaci. Bez skrupułów ukazuje człowieka, którego moralność zostaje ostatecznie złamana przez system.

Przeczytaj również:  „Rodzina do wynajęcia” – Bardziej słodko niż gorzko [RECENZJA]

Wielką siłą filmu jest to, że potrafi nam ów proces w przekonywujący sposób pokazać. Wymagający metraż jest zdecydowanie odczuwalny, ale stanowi też jedną z głównych zalet Nasienia… Fakt, że udaje mu się zarysować tło protestów, zaprezentować wiarygodne portrety członków rodziny, ich napięcia i to, jak sytuacja społeczno-polityczna je intensyfikuje, zasługuje na spore uznanie. Rasoulof stworzył naprawdę wyważony, cierpliwy zapis kryzysu w jakim znalazło się irańskie społeczeństwo, szczególnie w świetle osobistej historii, która za tym filmem stoi i skomplikowanego, pospieszonego procesu powstania. Artystom i protestującym w Iranie kobietom nie brakuje odwagi, a filmy takie jak ten dają nadzieję, że z nasienia buntu wyrośnie słodki owoc zmian.

Korekta: Łukasz Al-Darawsheh

+ pozostałe teksty

Skandynawista, autor prac naukowych o „Midsommar” oraz „Scenach z życia małżeńskiego”. Poza Skandynawią lubi też pisać o kinie Azji i muzyce.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.