Trzy filmy Noah Baumbacha, które warto poznać przed premierą “Historii małżeńskiej”

Premiera Historii małżeńskiej zbliża się wielkimi krokami. Pierwsze seanse w Polsce już w tym tygodniu na American Film Festival. Żeby przybliżyć wam postać Noah Baumbacha, reżysera, scenarzysty i autora, przygotowałem dla Was jego trzy wyjątkowe filmy. To mój subiektywny wybór filmów przez niego wyreżyserowanych, dlatego polecam przekonać się na własnej skórze, co to znaczy dostać inteligencką neurozę od Amerykanina. Plus, to zaledwie 3 filmy spośród znacznie bogatszej skarbnicy jego niemal 25-letniej filmografii. Baumbach, poza swoimi filmami, współpracował też przy scenariuszach z Wesem Andersonem (Fantastyczny Pan Lis, Podwodne życie ze Stevem Zissou).


Kicking and Screaming (1995)


Debiut Noah Baumbacha naznaczył, w jak autobiograficzny i intymny sposób będzie on chciał tworzyć swoje historie. Jest coś symptomatycznego w tym, że to zawsze opowieści po swojemu eksploatowane, zawsze pod jego scenariopisarską kuratelą, z widowiskowo prezentowaną autopsyjną bruzdą. Kicking and Screaming to formalne otwarcie dorosłości, kiedy bohaterowie po raz pierwszy mają mierzyć się ze zwykłymi, obciążającymi wyzwaniami innego życia.

“Mają mierzyć się”, ale się nie mierzą. Grover i jego przyjaciele z paczki to świeżo upieczeni absolwenci koledżu, którzy nie mają pojęcia, co ze sobą zrobić. Chłopak mógłby wyjechać ze swoją dziewczyną Jane do Pragi, ale jest zbyt arogancki i niedojrzały na takie poświęcenie. Każdy z nich znajduje usprawiedliwienie, by zostać jeszcze na rok w mieście. Jednak pożytkują oni ten czas raczej na zarywanie nocy ze świeżakami i przesiadywanie w barze z Chetem, barmanem, który rozmawia z pijusami o Platonie i Kancie. Przed bohaterami rysuje się widmo wiecznego studenta, który w życiu nie będzie gotowy na ruszenie się z miejsca i wzięcie odpowiedzialności za siebie. Prokrastynują, tkwią w błogiej stagnacji i kunktatorstwie. Glover przestaje odbierać telefony od Jane, miast tego zaczyna wspominać ich pierwsze spotkania i zauroczenie.

Baumbach w dziewiczym jeszcze, niezręcznym stylu zaprawionego studenta wyraża skrywaną, drapiącą frustrację i infantylną niezdolność do dorosłości. Obejmuje eksstudentów geistem przerażenia – przed przeszłością i przyszłością. Lekki ton, nieporadne żarty i cudowna najntisowa garderoba przekierowują małymi kanalikami od banału do ciężkostrawnej, zagubionej rzeczywistości.


Walka żywiołów (2005)


Dobrze wiedzieć, że tak właściwie to Baumbach zrobił już Historię małżeńską – ale od innej strony. W The Squid and the Whale przedstawia losy rodziny Berkmanów, którzy przechodzą przez ciężką separację. Zarówno, aspirująca do wielkich rzeczy i odnosząca coraz większe sukcesy Joan, jak i Bernard, które najlepsze lata ma już raczej za sobą, są pisarzami w średnim wieku. Związek ten ulega bilateralnej anihilacji – ekspansywny narcyz nie pasuje do chcącej mieć coś jeszcze z życia matki.

Ich ofiarami padają jednak głównie dzieci – wchodzący w dorosłość Walt i pokwitujący jeszcze Frank. To na nich przeniesiony zostaje ciężar separacji, interesownych sprzeczek, który dzień mają spędzić u ojca a który u matki, ich nowych partnerów, czyli przyszłych macoch i ojczymów. W przeciwieństwie do swojego nowego projektu, reżyser nie wchodzi w warstwę prawną rozwodu, tylko stara się przewertować kompulsywne spazmy chłopaków. Wbrew powierzchownościom wytyka egotyczne pobudki u obojga dorosłych, którzy w różny sposób, ale na tej samej płaszczyźnie przedmiotowo graja swoimi latoroślami.

Standardowo Baumbach eksploatuje figurę intelektualisty, ale podchodzi do niej z godnym podziwu dystansem, nie taplając się w wyższości, ale krytycznie brodząc w ich kompleksach i słabościach. Pośród tych postaw szczególnie Walt nie potrafi odnaleźć swojej tożsamości, pod ojcowską presją gubi się w miłości, nauce i życiowym funkcjonowaniu. Jako leitmotiv towarzyszy mu Hey You od Pink Floydów, a ogarniające młodych niepokój i niepewność stawiają klimaks Walki żywiołów na tym samym spektrum, co samo The Wall.


Frances Ha (2012)


Frances to poststudentka, która żyje z dnia na dzień. Choć jej kariera tancerska zmierza w bliżej nieokreślonym kierunku, a portfel nędznie kurczy, ona sama wciąż jest optymistką, która tanecznym krokiem przemierza ruchliwe ulice Nowego Jorku. Mieszka na Brookylnie z najlepszą przyjaciółką, Sophie, z którą wszystko robią razem. Ich wspólne pożycie kończy się jednak wraz z końcem umowy najmu. Frances przychodzi przejść przez galimatias zdarzeń, coraz bardziej pechowych i symptomatycznych.

Gdzieś w tym całym zamieszaniu i wielkomiejskim tembrze bohaterka instynktownie szuka tego, co najbliższe. Marzy jej się wielka miłość, prawdziwy związek ze wszystkimi tego bon tonami. Ale tak naprawdę Frances nie wie, co ze sobą zrobić. Mogłaby zostać uznana za porażkę, bo nic jej nie przyszło po college’u i ledwo starcza do pierwszego. Jak wielu bohaterów Baumbacha jest w kropce, ale ona wyjątkowo, jakby na przekór dyskursowi, chce w nieznanej przyszłości widzieć coś dobrego.

Oglądając Frances Ha, nie sposób wyswobodzić się z rozpierającego poczucia niepokoju. Immersyjny angst to wypadkowa wszystkich mikrowypadków protagonistki, nimbu niepowodzeń i przykrości. Neurotyczna natura onieśmiela, a przez emocjonalną bliskość, wrażliwość i ludzką niezręczność Frances staje się podobna do każdego millenialsa, żyjącego na skraju rzeczywistości.

Czarno-białe wizualia i nowofalowy sznyt nadają filmowi lekkości, a poszatkowana, na poły epizodyczna fabuła ma smak sikstisowej ulotności kina. Greta Gerwig – także współscenarzystka – to urocza neurotyczka, której serducho bije po właściwej stronie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.