Advertisement
FestiwaleNowe HoryzontyNowe Horyzonty 2022Recenzje

„Wzgórze ryczących lwic” | Recenzja | Nowe Horyzonty 2022

Kamil Walczak
fot. Hugo Paturel / "Wzgórze ryczących lwic" / mat. prasowe MFF Nowe Horyzonty

Na wzgórzu przy oddalonym od reszty świata miasteczka rozpoczyna się tytułowa scena filmu Wzgórze ryczących lwic. Trzy przyjaciółki: Qe, Li i Jeta zawiązują lwicowy pakt. Swoim rykiem wyrażają złość, frustrację, ale też determinację – bo nie zamierzają dłużej kisić się w „zabitej dechami” miejscowości. W przyszywanym siostrzeństwie chcą odnaleźć siłę, by wyrwać się, opuścić kraj, zacząć żyć już tak na serio. Skoro nie udaje się ze studiami, pozostaje tylko gangsterka.

Choć na seans patrzyłem trochę przed kontekst sekcji (Focus na Kosowo), to trudno ukryć, że poza trzecioplanowymi atrakcjami (takimi jak ludowe wesele czy inne lokalne imprezy) Wzgórze ryczących lwic wpisuję się w nurt kina eskapistycznego. Estetycznie pretenduje do amerykańskiego indyka, ale najbardziej rymuje się z środkowoeuropejskimi filmami o prowincji. Znów jest pozbawiona perspektyw  przyszłość i młodzieżowy marazm (jak np. w Nad rzeką, której nie ma Barańskiego), ucieczka w gangsterkę z drobną jej afirmacją (powiedzmy, że Młode wilki lub Sztos) czy nieśmiałe wprowadzenie Innego, czyli Leny, emigrantki z Paryża, która przyjeżdża do Kosowa do babci na wakacje. Szczególnie ten ostatni wątek budził skojarzenia z obecnym niedawno w konkursie Nowych Horyzontów Zabierz mnie w jakieś miłe miejsce.

Znaczący jest jeszcze jeden kontekst – kto stoi za produkcją. Luàna Bajrami, kosowsko-francuska aktorka (Portret kobiety w ogniu, Zdarzyło się), która stanęła za kamerą w wieku 20 lat, dostała się ze swoim debiutem do sekcji Quinzaine des Réalisateurs (Directors’ Fortnight) w zeszłorocznym Cannes. Ewidentnie nią inspirowana jest postać Leny (gra ją zresztą sama reżyserka), która do filmu wprowadza najbardziej zajmujący motyw emigrancki. W lwicach Lena budzi resentyment, zawiść, nieintencjonalnie prowokuje je swoją nie-tutejszością. Przywilej wyjazdu to coś, o czym dziewczyny marzyły od zawsze, a Lena zbywa ich podziwem dla sielankowego spokoju i ciszy. W dodatku zaczytuje się L’Assommoir (pol. W matni) Emila Zoli, swojej ulubionej lekturze, zupełnie jakby chciała zanurzyć się w portrecie biedy i społecznych patologii (w przypadku tej powieści: alkoholizmu i problemach z emancypacją).

Przeczytaj również:  A może tak rzucić wszystko...? Recenzja „Wild Men” z Octopus Film Festival
Kadr z filmu „Wzgórze ryczących lwic”
fot. Meddy Huduti / „Wzgórze ryczących lwic” / mat. prasowe MFF Nowe Horyzonty

Niestety Lena jako bohaterka zostaje dość zmarginalizowana, porzucona na rzecz przestępczych planów dziewczyn. Ich spektakularne i beztroskie kradzieże początkowo uchodzą uwadze policji, a nastolatki pławią się w płytkim zbytku (pobyt w hotelu i zakup jaguara). Prawdopodobnie to sprawka budżetu, ale film wygląda w tych momentach mizernie, z braku lepszych pomysłów lokacje zostają ograniczone, a nasza grupka pozostaje w trwającej za długo jak na ten metraż stagnacji, pustej radości i śmiechu – w slow motion z ckliwą nutą.

Do grzechów Wzgórza ryczących lwic można by doliczyć co nieco także z drugiego planu. Bajrami tworzy bohaterkom background, komplikuje ich sytuację rodzinną, ale historie zostają urwane w niemówiących nic momentach, nie zostawiając nawet goryczy niedopowiedzeń. Nawet pozornie ciekawe relacje Qe, Jety i Li (oraz jej chłopaka Zema) szybko sprowadzają się do banałów, bez tak potrzebnych przecież komplikacji.

Mimo tych gorzkich niekiedy słów myślę nawet ciepło o Wzgórzu ryczących lwic, bo jego aura, zwłaszcza w pierwszym akcie, świetnie ogrywa nudę i bezsilność. Bohaterki wałęsają się po opuszczonych miejscówkach, tytułowym wzgórzu, salonie fryzjerskim – wszystko byle nie siedzieć w domu, gdzie czekają na nich mniej lub bardziej przemocowi rodzice. Kipią energią, żeby wyjechać, ale wyjścia nie ma. Bajrami, chcąc nie chcąc, odbija w filmie własne doświadczenie, pozostawiając bohaterki z niesmakiem.

Filmawka jest partnerem 22. edycji Festiwalu Nowe Horyzonty

Ocena

5 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

„Zabierz mnie w jakieś miłe miejsce”

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.