“Better Call Saul” – “Quite a Ride” – S04E05

Jimmy rozkręca biznes w CC Company, Kim rozpoczyna pracę jako obrońca z urzędu i próbuje pogodzić to z natłokiem obowiązków w Mesa Verde, a Gus szuka inżyniera do budowy laboratorium pod pralnią. Szkoda, że nie pojawił się  wątek Nacho (wszak sam Fring powiedział ostatnio, że teraz powinien sobie odpocząć), ale to i tak był jak na razie najlepszy odcinek sezonu, pełen czystego, autorskiego stylu, za który miliony pokochały Better Call Saul.

Zobacz również: Nasza analiza poprzedniego odcinka

Symptomatyczny okazuje się już sam prolog. Po raz pierwszy wchodzimy stricte w oś czasową Breaking Bad, a konkretnie – tuż przed 15. odcinek ostatniego sezonu, kiedy Saul składa biznes i anihiluje swoją tożsamość. Znajdujemy się w słynnym Saul Goodman & Associates. Sekretarka Francesca niszczy pozostałe dokumenty, a prawnik w pośpiechu pakuje ostatnie manatki – przede wszystkim kasę, którą niechętnie dzieli się z kompanką. Rozrywa też tapetę “We the People” z tekstem Konstytucji i wyciąga stamtąd pudło – to samo pudło, w którym Gene w pierwszym odcinku BCS, przechowywał stare kasety z reklamami Saula Goodmana. Sam doszukiwałem się w tym czegoś większego, jakiejś intrygi czy zagadki, ale to po prostu to. Prawdziwe dopełnienie tragedii antybohatera. Kiedy Francesca odchodzi, Saul dzwoni pod wybrany numer w celu zakupu filtra przepływowego Hoover Max Extract 60 Pressure Pro. Wszyscy wiemy, co to znaczy.

Nieprawdopodobna wręcz dokładność w odwzorowaniu klimatu ostatnich odcinków Breaking Bad, idealna charakteryzacja bohaterów i, co najważniejsze, znana kolorystyka scen. Aż trudno oprzeć się wrażeniu, że ten prolog to w istocie odrzucona scena, która została nakręcona wiele lat temu, na potrzeby piątego sezonu BB. Nie ma najmniejszych szans na to, by ta futurospekcja pełniła zaledwie rolę nostalgicznej pożywki dla fanów. Być może ma ona korespondować z determinacją Jimmy’ego charakterystyczną dla tego odcinka? Upadek imperium Saula Goodmana zostaje skontrastowany z dopiero raczkującymi planami na jego stworzenie, które po nocnej sprzedaży i wizycie u kuratora stają się coraz bardziej wyraźne. To także chłodne przypomnienie, jak skończy wciąż jeszcze sympatyczny McGill. Wszak to już Szekspir mawiał, że gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.

Zobacz również: “Zakonnica” – Recenzja

Ale wracamy do 2003 r. Wielka reklama, jaką namalował Jimmy, zdaje się nie przyciągać klientów. Jednak w końcu pojawia się jeden, biznesmen, któremu proponuje tzw. burner phone, czyli jednorazowy telefon na kartę, nie do namierzenia przez potencjalnie zainteresowaną skarbówkę. Perswazja przyszłego Saula odnosi sukces i zadowolony nabywca wychodzi z CC Mobile nie z jednym, lecz z kilkoma telefonami. Wieczorem w domu McGill proponuje Kim wspólny seans Doktora Żywago, ale ona jest zbyt zajęta pracą. Postanawia więc zrobić sobie nockę – przyjeżdża do sklepu, wpłaca pieniądze i zabiera ze sobą burnery.

Przywdziwa sportowy dresik i na jedną noc znów zamienia się w Slippin’ Jimmy’ego. W przydrożnym zajeździe sprzedaje podejrzanym typom telefony, które rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Jest na tyle pewny siebie, że podchodzi nawet do miejscowego gangu motocyklistów, również zainteresowanych bezpiecznymi komórkami na kartę. Kiedy Jimmy’emu kończy się towar, pakuje się do swojego suzuki i już ma odjeżdżać, kiedy napada go trzech młodziaków, którzy, zanim przebrał się w luźny tracksuit, naigrywali się, że chce coś im sprzedać i pewnie jest z policji. Teraz, widząc ile kasy zarobił, atakują go i kradną mu portfel.

Zobacz również: Złodzieje rowerów #3 – 75. Festiwal w Wenecji, “Lato” i “Zama”

To prawdziwie kluczowa scena. Jimmy jest świetnym sprzedawcą, bo jak nikt inny potrafi ludziom sprzedawać historię. Podobnie było z rozmową o pracę u Neffa, kiedy wykreował się na eksperta pocztowych kserokopiarek. Udając się w miejski interior, wchodzi tak naprawdę w swój żywioł. Kiedy po skończonej pracy zostaje pozbawiony wszystkiego, co zarobił, czuje pretensje przede wszystkim do samego siebie. Bo kiedyś tym gnojkom nie udałoby się go tak podejść. Nie zostałby z niczym, nie dałby sobą pomiatać i osobiście by się z nimi rozprawił. Wiedzieliby, że z nim nie można zadzierać.

Mimo że McGill dalej ma “to coś”, to czuje się frajerem – tym, który wciąż jeszcze gra według zasad gry. To podobny rodzaj bólu, jaki odczuwał pod koniec pierwszego sezonu, kiedy HHM wyrolowało go ze sprawy – wtedy wystarczyło przecież wziąć 1.6 miliona dolarów od Kettlemanów i podzielić się łupem z Mikem. Jimmy nie zrobił tego, bo chciał zachować się jak trzeba. Gdy pod koniec odcinka zgłasza się na kontrolę do kuratora, spytany co zrobi po odzyskaniu licencji, odpowiada, że zostanie damn good lawyer, o którym usłyszy wielu ludzi. Jimmy/Saul już nigdy więcej nie będzie ofiarą losu. Obiecał to sobie w ostatniej scenie pierwszego sezonu, obiecuje to sobie także teraz. Najwyraźniej w końcu zacznie się tego trzymać.

Zobacz również: “Fokstrot” – Żydowska trauma narodu – Recenzja

Kim z kolei na poważnie wzięła “obietnicę” sędziego Munsingera, który rzeczywiście zaciągnął ją do pracy w charakterze obrońcy z urzędu. W swojej pierwszej sprawie wyróżnia się ona wprawą, doświadczeniem i znajomością zasad, czym miażdży prokuratora Billa Oakleya. Dla Wexler ważne wydaje się nie tyle samo zajęcie czasu i znudzenie pracą dla Mesa Verde. Kim chce działać na rzecz ludzi, prawdziwie im pomagać. Załatwia Davidowi, młodemu chłopakowi, który wybił okno u jubilera, 4 miesiące nadzoru kuratora zamiast odsiadki w więzieniu i poucza go, by zmienił swoje życie i wziął się w garść.

Później przyjeżdża pod dom swojej klientki, oskarżonej o posiadanie narkotyków, która boi się sądu i potencjalnego wyroku. Wydaje się, że właśnie to jest dla Kim esencją zawodu prawniczego – wymierna pomoc ludziom, którzy dotknęli dna i potrzebują, by ktoś ich stamtąd wyciągnął. W wielkiej, rozrastającej się korporacji Kim ma do czynienia jedynie z prawem bankowym, co nuży i przytłacza ją tak bardzo, że zatrudnia asystentkę od czarnej roboty. Kiedy próbuje namówić narkomankę, żeby ta pojechała z nią na rozprawę, dzwoni do niej Paige, ponieważ Viola popełniła jakiś błąd w dokumentach i tylko Kim może w miarę szybko uratować sprawę. Ale prawniczka rozłącza się.

Ta sytuacja eskaluje później w jej konflikt z szefową, bo przecież Wexler obiecała, że będzie dostępna dla Mesa Verde o porze dnia i nocy. Kolejny raz jednak przestaje sobie radzić z bezduszną i repetytywną praktyką ekspandującej firmy. Ta sama monotonia doprowadziła ją do poszukiwań drugiego pracodawcy w poprzednim sezonie i niejako efektem tej zwiększonej liczby obowiązków był jej feralny wypadek samochodowy.

Zobacz również: Kulturawka #1 – Recenzja nieobejrzanego filmu

W iście gilliganowskim stylu rozwija się wątek Mike’a/Gusa. Na lotnisku z taksówki wysiada tajemnicza postać. Po wypełnieniu rozważnych instrukcji kontaktuje się z Ehrmantrautem i dojeżdża do umówionego miejsca przy Colorado Rockies (Góry Skaliste). Tam zakłada worek na głowę, a Mike zabiera go w długą podróż do doskonale znanej nam z Breaking Bad Lavandería Brillante, przemysłowej pralni na przedmieściach Albuquerque. Francuz dokonuje wstępnych pomiarów i zapewnia, że bez problemu może “to” zrobić. Chwali się przy tym, jak wykopał kiedyś parokilometrowy tunel przez granicę z Meksykiem, więc na spokojnie da radę wykonać projekt w pół roku. Mike otrzymuje telefon, dziękuje Francuzowi za jego czas i tą samą parogodzinną trasą odwozi go na miejsce, wręczając mu bilet na samolot powrotny.

Rytuał dyskretnego dotarcia na miejsce powtarza się z Niemcem, Wernerem Zieglerem, inżynierem budowlanym, dosyć obskurnym i raczej niezadbanym (w przeciwieństwie do poprzednika). Prawdopodobne cierpi on na chorobę lokomocyjną, więc kiedy dojeżdża już z Mike’iem na miejsce, niemal natychmiast wymiotuje. Nie ma tak wyrafinowanego sprzętu jak Francuz, ale dokładnie i skrupulatnie odmierza poszczególne wymiary i parametry. Jak domyśliliśmy się już wcześniej, projekt polega na budowie specjalistycznego laboratorium – tego samego, w którym Walt będzie wytwarzał metaamfetaminę, kiedy nawiąże współpracę z Gustavo. Ponadto, to w tym laboratorium Gale rozkładał swój sprzęt high-tech zapewniony przez Gusa do produkcji narkotyków w prologu odcinka Box Cutter (04×01). Wiemy więc też, kto prawie na pewno będzie pierwszym gospodarzem nowej pracowni.

Zobacz również: FilmoTony #1 – Filmowy felieton o “Zamie” Lucrecii Martel

Ziegler tłumaczy Mike’owi trudności logistyczne, jakie może napotkać podczas wykopu, ponieważ zgodnie z wytycznymi prace miałyby odbywać się w ciągu nocy i nie przyciągać uwagi z zewnątrz. Nagle z cienia wyłania się Gustavo i wita się po niemiecku z Wernerem, który zapewnia, że wykonanie tego “nie jest niemożliwe”. Fring z pewnością ceni profesjonalizm Zieglera połączony z jego kameralnością i niejednoznacznością. Takie typy jak ten tworzą śmietankę jego imperium – nie dziwi więc fakt, że Gus decyduje się go zatrudnić.

Warta odnotowania jest pedantyczna przezorność i ostrożność, z jakimi poszukiwany jest odpowiedni inżynier. Wydawało się, że Francuz jest do tej roli idealny – schludny, ułożony i rozgarnięty facet, który wie, co ma zrobić. Gus jest jednak na tyle przenikliwy, że potrafi odczytać takich ludzi, przesadnie pewnych siebie dryblasów z wyższych sfer. W dodatku pochwalił się budową tajnego tunelu. Tutaj potrzebna jest osoba, która wykona robotę (i wykona ją dobrze) i będzie siedzieć cicho. Niezwykłe jest to skonfrontowanie stereotypów francuskiego zawodowca i niemieckiego majstra. Gustowny ubiór i klasa pierwszego kontrastuje z odpychającą aparycją drugiego. Najlepsze jest jednak to, że twórcy większy potencjał widzą w Niemcu – bo to właśnie takie niejasne i odpychające osobowości tworzą najbardziej barwne i ikoniczne postacie epizodyczne.

Zobacz również: Wywiad z reżyserem “Be My Cat”, filmu found footage o fanatyku Anne Hathaway

W końcu, po paru epizodach nieobecności, ponownie spotykamy Howarda – Jimmy natrafia na niego w sądzie, kiedy zgłasza się na kontrolę do kuratora. Hamlin jest w fatalnym stanie – ma podkrążone oczy, jest beznadziejnie zarośnięty, a zamiast klasycznego garnituru Hamlindigo blue nosi zwykłą marynarkę i czarny, żałobny krawat. Obraz ten szokuje McGilla, który trochę z troski, trochę z przyzwoitości, dopytuje: What’s eating you?. Howard zdradza, że cierpi na bezsenność i dwa razy w tygodniu spotyka się z psychiatrą. Ale jeśli chodzi o to, co go trapi, to powiedział już wystarczająco.

Howarda spotyka to, co prognozowałem już parę tygodni temu. Na początku sezonu Jimmy i Kim wygarnęli mu, jak bardzo przejmuje się śmiercią Chucka. I oni, i my nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę z wagi postaci Hamlina. Mimo że przez wszystkie sezony ukazywany był jedynie jako dyrektor HHM, a nie poznaliśmy go od strony osobistej, dalej jest on pełnowymiarowym bohaterem, który, mówiąc wprost, ma uczucia. On wydaje się jedynym autentycznie przeżywającym żałobę po zmarłym przyjacielu. I można sobie tylko wyobrazić, jak mógł się czuć, kiedy brat tego przyjaciela i jego była koleżanka z pracy wylali na niego takie szambo. Gdy widzimy go w tej nowej postaci – upadłego na duchu i ciele zwykłego człowieka, który nie ma już jak zasłonić się pięknym uśmiechem, idealnym strojem i kontrolowaną mimiką – przeżywamy swoisty anagnoryzm. Bo oto przed nami stoi ktoś zupełnie realny, postać tragiczna, która przejęła cały dramat po odejściu Chucka.

Zobacz również: “Climax”, czyli najbardziej przerażająca impreza w dziejach – Recenzja

Jesteśmy już na półmetku tego sezonu. Fabuła rozwija się przepysznie, zintensyfikowanie wątków Gusa i Nacho nadaje BCS ciekawych kolorów, a teaser z Breaking Bad daje nadzieje na więcej przedstawień oryginalnej serii od kuchni. Ten inteligentny fanservice pozostaje jednym z największych atutów tego serialu. Na kolejny odcinek Better Call Saul zapraszam już w we wtorek 11 września na polskim Netfliksie!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.