Advertisement
Klasyka z FilmawkaRecenzje

Klasyka z Filmawką – “Wschód słońca” (1927) F.W. Murnaua

Kamil Walczak
Wschód słońca, reż. F.W. Murnau

To jedna z najbardziej klasycznych historii opowiedzianych językiem kina. Kiedy bezimienny farmer (George O’Brien) czuje się coraz bardziej znudzony swoją małżonką i ich dzieckiem, wikła się w namiętny romans z dystyngowaną damą z miasta (Margaret Livingstone). Ta namawia go, by sprzedał swoją farmę i utopił Żonę (Janet Gaynor) podczas przejażdżki łódką. W ten sposób zawiązany został uniwersalny filmowy topos, który mimo upływu lat nie stracił na wartości. F.W. Murnau stworzył wiecznie trwałą baśń o miłości i zdradzie. Twórca Nosferatu, odbiegając nieco od ekspresjonistycznej stylistyki, wydobył esencję swojej twórczości, formułując ją w prostym pytaniu człowieka wrażliwego: Jak długo możemy kochać i być szczęśliwi?

Wschód słońca, reż. F.W. Murnau

W połowie lat 20. niemiecki ekspresjonizm doskonale znany był już hollywoodzkim włodarzom w Ameryce. Po artystycznych sukcesach Portiera z hotelu Atlantis (1924 r.) i Fausta (1926 r.), William Fox (założyciel Fox Film Corporation) złożył Murnauowi propozycję stworzenia filmu w fabryce snów. Obraz miał godzić niemiecki artyzm reżysera z komercyjnymi wymaganiami rynku w Stanach Zjednoczonych. Niemiec podpisał kontrakt i wraz ze swoją stałą ekipą udał się do Kalifornii i rozpoczął trwającą 3 lata współpracę ze studiem. Do Hollywood pojechał również scenarzysta Carl Mayer (Gabinet Dr. Caligari, Portier z hotelu Atlantis)

Ta zwyczajna opowieść miłosna ma tu specjalny, bezprecedensowy wręcz wymiar. Murnau unaocznia żywą strukturę kina, jego szczery i moralizujący przekaz, ale też fantazyjną radość, bajeczny, niedościgniony ideał, jaki na taśmie celuloidowej można zapisać językiem sztuki. Bo mężczyzna, kiedy podejmuje próbę zabójstwa swojej żony, dostrzega strach na jej oczach, zapomina o kochance i zaczyna czuć wstyd. Kobieta ucieka, wsiada do pociągu, on ją goni, razem jadą do miasta. Mąż błaga ją o przebaczenie, zrozumiał swój błąd, pokochał ją na nowo. Tam przeżywają bodaj najszczęśliwszy dzień w swoim życiu – razem bawią się w wesołym miasteczku, popisują się na balu ludowym tańcem, robią sobie zdjęcia i odkrywają w sobie uczucie, która, wydawało się, już dawno odeszło w zapomnienie, utraciło datę ważności i jedyne, co można zrobić, to się go pozbyć. Reżyser pobłażliwym okiem spogląda na wieśniacze ekscesy małżonków, którzy nierzadko swoim zachowaniem przynoszą sobie wstyd, a często zachowują się jak dzieci w wielkim świecie.

Przeczytaj również:  "Pinokio", czyli ekonomiczna opowieść o kukiełce, która chciała zostać chłopcem [RECENZJA]

Z drugiej strony ich beztroska idylla kontrastuje z powagą otaczającego ich miasta. Skupieni ludzi z wzrokiem wbity w chodnik, najczęściej sami, zapatrzeni w czubek własnego nosa. Drobne obserwacje reżysera punktują obraz Ameryki, do której przyjechał – potężnej, nowoczesnej metropolii w kapitalistycznym świecie, gdzie większy nacisk kładzie się na status własnego indywidualizmu niż drugiego człowieka.

Wschód słońca, reż. F.W. Murnau

Kiedy wracają do domu na wsi, mężowi przypomina o sobie fatum. Zastaje ich burza, kiedy dobijają do brzegu, kobiety nie ma. Mężczyzna wywołuje alarm, cała lokalna społeczność rozpoczyna poszukiwania. Kobieta z miasta udaje się do kochanka, który obwinia ją za zmanipulowanie nim i zaczyna dusić. Ale w ostatniej chwili żona się odnajduje. Mąż, Żona i dziecko są już razem, a na horyzoncie ukazuje się piękne, wschodzące słońce.

Baśniowy morał historii wg scenariusza Carla Mayera (na podstawie powieści Hermanna Sudermanna) jest prosty i bezpośredni. Murnau nadaje miłosnym perypetiom Kobiety i Mężczyzny dodatkowej uniwersalności, pozbawiając ich imion. Wschód słońca kształtuje się przez to w formę przypowieści – gdzie zła dama kusi męża, by zabił żonę, ale w końcu zwycięża miłość, silniejsza jeszcze niż los. Humanizm reżysera opiera się nie tyle na fascynacji człowiekiem, co na wierze w człowieka, który, jak twierdzi, nie jest istotą z zasady złą, złośliwą, skłonną do zdrady, nienawiści czy nawet zbrodni.

Romans Mężczyzny z Kobietą z miasta (jednym z pierwszych nie-fantastycznych villainów w historii kina) jest zmysłowy, ale pełen żądzy, przemocy i grzechu. Scena ich spotkania na łące najbardziej przypomina postekspresjonistyczną stylistykę z niemieckiego dorobku twórcy. Pełna jest niedopowiedzeń, niepokoju i nieczystości. Na nowo rozbudzona miłość małżeństwa kontrastuje z tym obrazem – ich uczucie odznacza się namiętnością, naiwnością i ślepym optymizmem. Ale to ta właśnie ona jest autentyczna i prawdziwa, a nawet uświęcona. W końcu żona przebacza swojemu mężowi właśnie w kościele.

Przeczytaj również:  "Szarlatan" – Kazus czeskiej uroskopii [RECENZJA]

Wschód słońca, reż. F.W. Murnau

F.W. Murnau był od zawsze wierny niemej formule kina. Brzydził się tablicami z napisami międzyujęciowymi, więc w filmie pojawia się ich naprawdę mało – w miarę postępu fabuły coraz mniej. W ten sposób autor czyni swój obraz czystym i bardzo zrozumiałym, co ułatwia i uatrakcyjnia odbiór. Ale na kurczowym trzymaniu się bezdźwiękowej tradycji Fox niewiele zarobił, bo miesiąc przed premierą Wschodu słońca na ekranach ukazał się Śpiewak jazzbandu (reż. Alan Crosland), pierwszy film z dźwiękowymi dialogami. I choć w obrazie Niemca również zastosowano innowacyjną technologię – po raz pierwszy w dziejach kinematografii nagrano ścieżkę dźwiękową zsynchronizowaną z akcją – nie zrobiło to na widzach wrażenia. Budżet również był niemały, ponieważ na planie filmowym specjalnie zbudowana potężną ulicę, która stałą się głównym miejscem akcji w mieście. Ta bezprecedensowa konstrukcja kosztowała studio 200.000$. Po boxoffice’owej porażce autonomia artystyczna Murnaua uległa znacznemu skurczeniu.

Zobacz również: Klasyka z Filmawką “Hair” Miloša Formana

Wschód słońca zyskał niebywały prestiż głównie dzięki przyznanej mu nagrodzie. Jako jedyny film w historii zdobył Oscara w kategorii Unique and Artistic Production (wyjątkowa produkcja artystyczna). To arcydzieło, które stało się ikoną ery niemej w ostatnim roku jego istnienia. Idealnie kumuluje emocje, radość czerpaną z życia. Dzięki wolności, jaką Fox obdarzył reżysera, Niemiec był w stanie skompresować dotychczasowe osiągnięcia w dziedzinie filmu, w pełni legitymując jego rolę w dyskursie artystycznym. W 1927 r. kino nie tylko po raz pierwszy przemówiło. Kino zaczęło żyć własnym życiem.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.