“Jestem najlepsza. Ja, Tonya” – Recenzja

Jeśli nigdy wcześniej nie słyszeliście o Tonyi Harding, to znak, że jesteście zapyziałymi milennialsami. Lub macie krótką pamięć. W mediach światowych bohaterka miała krótki epizod, ale jej biografia okazuje się bardzo ciekawa, mimo finalnego efektu jej kariery. Temat skupia się wokół łyżwiarstwa figurowego. Obserwujemy poczynania Tonyi od małych początków jej kariery, kiedy mama przyprowadzała ją na zajęcia na lokalne lodowisko. I tak, krok po kroku, po latach pracy, widzimy dorosłą Tonyę, która walczy o finały krajowe i olimpijskie. Jednak nie to wydaje mi się w filmie najważniejsze.

Obraz Gillespie’a tworzą przede wszystkim kreacje aktorskie. Naturalna i dzika Margot Robbie pokazuje więcej charakteru niż postać, którą adaptuje, a Allison Jenney, grająca nieczułą, apodyktyczną, przepełnioną sarkazmem i czarnym humorem matkę Tonyi dostarcza nam rolę na miarę drugiego planu roku. Zawiódł character developing Jeffa (Sebastian Stan), męża Tonyi, którego charakteru nie da się rozszyfrować, bo jest zwyczajnie niewyraźnie i niespójnie napisany. Comic relief w postaci grubiutkiego Shawna, bodyguarda Tonyi, całkiem satysfakcjonuje.

Tonya radzi sobie najlepiej, kiedy się wycisza, a kadr napełnia skupiona Margot Robbie. Oddana swojej roli Australijka piorunuje ambiwalentnym wyrazem i swojską prostotą. Pokazuje walkę o marzenia bez patosu, walkę czystego talentu, bez sztucznych uniesień i wiwatów.

Największym problemem filmu pozostaje narracja. Niestety, jest niespójna i niezdecydowana, co przeszkadza w płynnym odbiorze dzieła, nie wspominając o immersji. Brak tu zdecydowania i konsekwencji. Łamanie czwartej ściany jest używane, “bo jest fajne”, koncepcja wywiadu i retrospekcji jeszcze znajduje jakieś walory dokumentalizujące w moich oczach, ale zmiksowanie ich z razem z narracją z offu i jakimiś nagraniami z lat 90. to znak, że film nie wie, w którym kierunku chce iść. A jak on nie wie, to ja go za rękę prowadził nie będę, o nie.

Proszę się nie zniechęcać jednak! Jest śmiesznie, bo jest gruby ochroniarz i znakomita Allison Jenney, która mam nadzieję namiesza trochę w nadchodzącym sezonie. Gillespie znakomicie rozładowuje ciężkie sceny, ale ich ciężar zawsze przechodzi jakoś z boku, bezpośrednio uderza dosyć rzadko. Jednak kiedy uderza, to serce podchodzi do gardła. Wspaniała, naturalna w swoim występie Robbie całkowicie angażuje widza. Szczerze polecam!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.