“Najgorętszy sierpień” [RECENZJA]

Jako cywilizacja stoimy w obliczu katastrofy. Z każdym rokiem, z każdym miesiącem dociera to do coraz większej rzeszy ludzi, a negowanie tych zmian staje się bardziej wyparciem ze świadomości tego stanu rzeczy niż jego zaprzeczeniem. Tym samym poddajemy naszą projekcję przyszłości rewaloryzacji, aktualizujemy nasze wyobrażenie o świecie i jego składowych. Amerykańska dokumentalistka Brett Story postanowiła wyjść do ludzi Nowego Jorku i zapytać ich, jak widzą swoją przyszłość w obliczu zmian klimatycznych, czego od tej przyszłości oczekują, ale też czym się zajmują, co robią. Nie ma tu schematów pytań czy odpowiedzi. To próba skupienia jak w soczewce panoramy ludzi otoczonych nimbem czegoś strasznego, wyniszczającego w sierpniowy miesiąc A.D. 2017. Taki jest Najgorętszy sierpień.

W skupieniu się na mieszkańcach NYC autorka nie chce popaść w hipstersko-miejską kliszę. Przedstawia The Capital of the World jako mikrokosmos świata, a nie tylko Stanów Zjednoczonych. To tutaj następuje akumulacja niewyobrażalnego bogactwa i przytłaczającej biedy. W jednym mieście upodobały sobie życie liczne zastępy imigrantów, jak i konserwatyści z krwi i kości. Hipsterzy i niezwykłe indywidua z szarymi ludźmi, każdy ze swoimi problemami ekonomicznymi i egzystencjalnymi. The Hottest August wyróżnia to, że zagląda do każdego zakątka miasta, unika stereotypizacji, a Story, choć jest spontaniczna, pozostaje wierna swoim założeniom. Jak nigdzie indziej zatem skaczemy od Bronxu czy Staten Island, przez Queens i Brooklyn, aż do Manhattanu. Na przedmieściach, w biurowcu, w barze, w grupie wsparcia, na plaży, nad wodą, w atmosferze lęku i duchoty – choć, jak przekonuje narratorka, to wcale nie był najgorętszy sierpień w historii. Pogoda funkcjonuje jako pretekst, żeby mówić w znacznie szerszych kontekstach.


Przeczytaj również: “Lillian” [RECENZJA] @ 10. AFF

Dokument tkany jest z dosyć wyrywkowych historii, ale nie jest jakoś wyjątkowo chaotyczny. Ogólną dezorganizację wyimkowych gadających głów i zadumy krajobrazem tonuje wspomniana lektorka – poważny, żeński głos z offu układający ciąg zdarzeń w pewne ramy. Problematyczne pozostaje to, czy rzeczywiście udaje się zbić dyskurs w jedną narrację. Podczas prawdziwej rozmowy z ludźmi akcja tworzy się ad hoc, podejmują oni różne tematy, poszerzając sam zakres opowieści. Często działa to na korzyść filmu, jakkolwiek nadmierne mnożenie bytów i zagęszczanie i tak mglistych dygresji obezwładnia z trzeźwej percepcji nawet najbardziej tolerancyjnego użytkownika (w tym mnie). Ale o tym zaraz.

Najgorętszy sierpień / The Hottest August
fot. Kadr z filmu “Najgorętszy sierpień / The Hottest August”

Tematycznie Najgorętszy sierpień wykracza poza opisówki festiwalowe. Story nie jest w stanie skupić spotkanych osób na obranej przez siebie agendzie, przy czym dokładnie o to jej chodziło. Katastrofa klimatyczna jest najbardziej czytelnym hasłem, które jednak fizycznie nie wizualizuje się przed ludźmi. Na niebie zbierają się od czasu do czasu ciemne chmury, nad okolicą wisi strach przed kolejnymi huraganami, a w powietrzu unosi się niespokojny ambient, muzyczny rzecz jasna. Tamtego roku, akurat w sierpniu, miało miejsce zaćmienie Księżyca, a skromna ekipa filmowa (złożona z czterech osób i paru wymiennych asystentów) skrzętnie wykorzystała tę okazję do sportretowania astronomicznych amatorów z teleskopami i gapiów, którzy przez prowizorycznie skonstruowane kartony i szkiełka obserwowali ten piękny fenomen. Podobnie jak w przypadku zaćmienia, na zmiany klimatyczne nie jesteśmy w stanie spojrzeć w bezpośredni sposób. Obraz rzeczywistości zostaje zakrzywiony przez nasze mankamenty, błędy, ograniczenia.


Przeczytaj również: “Plagiatorzy” [RECENZJA] @ 10. AFF

Nie każdy rozmówca jako priorytet uznawał ekologię i inne tak kosmologiczne problemy. Dla wielu zagrożeniem przyszłości jest niebezpieczeństwo materialne, kłopoty finansowe, stracone nadzieje na lepszą pracę i lepsze życie, czyli rozminięcie się z własnymi projekcjami. Wielu martwi się, czy będzie miało z czego żyć za parę lat, czy państwo zagwarantuje im stałość i stabilizację albo czy ci ludzie, którzy wprowadzili się tu niedawno nic im nie zrobią. Zapytani o istnienie rasizmu w dzisiejszej Ameryce mężczyźni nie mają żadnych wątpliwości – był, jest i będzie. Kapitalizm nie rozwiązał kwestii rozwarstwienia społecznego i prawdopodobnie tego nie zrobi. Jest parę osób, które myślą o tym, co będzie, w optymistycznych aspektach; są też ci, dla których martwienie się o przyszłość to nonsens, bo liczy się teraźniejszość i obecne problemy.

Niepokoje te gnieżdżą się w całym Nowym Jorku. To Stany Zjednoczone i świat doby Donalda Trumpa, ale nie ma co martyrologizować jego prezydentury, bo to w ogóle słabości współczesnego świata. Amerykańskie docsy bardzo często odkrywają, że za Stanami naszych marzeń kryje się tragedia podzielonego klasowo, rasowo i kulturowo narodu, który na firmamencie stawia wspólnotę i bogactwo. Opowieść ta zatem działa niczym synekdocha, ogarniając swoim zasięgiem zjawiska dużo szersze. Choćby dlatego dwa lata po faktycznym nakręceniu wszystkie te groźby i podskórności dalej w nas rezonują, nierzadko jeszcze wyraźniej niż wcześniej.

Najgorętszy sierpień / The Hottest August
fot. Kadr z filmu “Najgorętszy sierpień / The Hottest August”

Przeczytaj również: “Opuść autobus przez wybitą szybę” [RECENZJA] @ 10. AFF

Story nie serwuje jednak zupełnie uspołecznionej i rustykalnej panoramy, jej bohaterowie to zarówno prości ludzie zawarci w systemie, jak i pomysłodawcy czy aktywiści. Jeden z nich opowiada o robokomunizmie, gdzie – ku uciesze proletariatu – automatyzacja i robotyzacja nie będą zagrożeniem ale wybawieniem dla człowieka. Spotykamy też Afroamerykanina, opowiada on o afronaucie z przyszłości, który przybywa do teraźniejszości, żeby rozmawiać z ludźmi o współczesnych problemach i tłumaczyć im, jak mogliby je rozwiązać. Przez to spotkanie z surrealizmem, chwilowe odejście od realnego, będą oni w stanie dojrzeć rozwiązanie ich obecnej sytuacji. Pojawia się tu człowiek złączony z naturą, kochający przyrodę na świętofranciszkańską modłę; grupa skejtów, dla których jutro albo pojutrze nie robi większej różnicy, bo cały establishment jest popaprany.

Holistycznie jako przegląd ludzkich niepokojów The Hottest August sprawdza się rzetelnie, ale zbytni leseferyzm treści odwraca uwagę od konkretu i dekoncentruje samego oglądającego. Pomiędzy rozmowami o niczym, trywialnymi gadającymi głowami i tapetami nieba można zgubić szerszy zamysł autorki. A jest on o tyle szczytny, oddany i nieosądzający, że warto go dostrzec.

Nikt nie podstawia nam w filmie żadnych rozwiązań i jednocześnie nie pozostawia drogi ucieczki, bo zastanego świata nie da się opuścić. To impuls do zmiany albo całkowitego poddania się koniunkturze. Zreflektowania tego, co nazywamy świadomością i zastanowienia się, jak będzie wyglądała moja przyszłość: czy będę samowystarczalny, czy w pracy nie zastąpi mnie ktoś bardziej wydajny, czy na pewno chcę mieć dzieci, a jeśli tak, to jak będzie wyglądało ich życie? Czy to, co jest dla mnie tak pewne dzisiaj, będzie pewne za parędziesiąt lat? W końcu: czy powinniśmy być spokojni o futurę, której trwałość stoi pod znakiem zapytania, czy raczej wpaść w panikę już teraz, dziś, póki nie jest aż tak gorąco?


Film będzie można zobaczyć we Wrocławiu na 10 edycji festiwalu American Film Festival (5.11 – 11.11) w sekcji On the Edge, a konkretnie w sobotę 9 listopada o godz. 10:15 i w niedzielę 10 listopada o godz. 18:15

Najgorętszy sierpień plakat / The Hottest August Poster


Zobacz też nasze inne teksty z American Film Festival!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.