Advertisement
FestiwaleFilmyNowe HoryzontyRecenzje

Jak się opalać w Meksyku. „Sundown” | Recenzja | Nowe Horyzonty 2022

Kamil Walczak
"Sundown" / mat. prasowe MFF Nowe Horyzonty

Rodzina Bennettów spędza wakacje w luksusowym ośrodku w rajskim Acapulco. Metyscy pracownicy z uśmiechem na ustach świadczą usługi gastrowypoczynkowe. Wszystko byłoby pięknie, ale wtem ich wywczas zostaje momentalnie zaburzony. Odeszła bliska osoba. Muszą pędem wracać do stolicy Zjednoczonego Królestwa załatwić sprawunki pogrzebowe i odbyć żałobę. Dla Neilla (Tim Roth) to szansa nie do przegapienia – pod pretekstem zgubienia paszportu zostaje, zatrzymuje się w hotelu przy plaży, byczy się pod parasolem z zapasem browarów, czasem pluska się w wodzie. Eskapizm Sundown pozornie realizuje się w starej dobrej maksymie: Żyć, nie umierać.

Oczywiście Michel Franco na tym nie poprzestaje. Niby kreśli swojego bohatera na podobieństwo Meursaulta z Obcego Camusa – człowieka socjopatycznie obojętnego, o raczej nieokreślonych motywacjach. Ale o ile Meursault bywa często interpretowany jako buntownik wobec porządku rzeczy, o tyle Neill nie ma żadnych ambitnych planów. Jego bierność jest równie zagadkowa jak ta głównego bohatera Zawód: reporter Antonioniego, gdzie postać grana przez Jacka Nicholsona istotnie była zdolna do odczuwania, choć nie do końca zrozumiała. I choć Franco finalnie podsuwa jednoznaczne rozwiązanie – psując całą enigmę – to bohater Tima Rotha ma w sobie pokłady niepokoju, ale takiego ludzkiego. Niepokoju wynikającego z samego siebie, ale też wchłaniającego lęki otoczenia. Nawet kiedy Acapulco objawia mu się jako to, czym naprawdę – czyli jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc w Meksyku, on zdaje się nie być zaskoczony, a w tym chłodzie jest stoicka przemyślność.

Przeczytaj również:  Polonezy, mundury i motory w dolinie węży. Moda, samochody, duchologia, transformacja w "Najmro. Kocha, kradnie, szanuje"

A propos przemocy. W twórczości meksykańskiego reżysera to jeden z tematów pierwszoplanowych, o czym widownia szczególnie przekonała się przed dwoma laty, kiedy do dystrybucji trafił Nowy porządek – film o wszechogarniającym okrucieństwie walki klas. Co jednak ciekawe, u Franco sprawcami przemocy jest często miejska biedota. To ona wywołała krwawą rewolucję na ulicach miasta Meksyk w jego poprzednim dziele, a w Sundown żeruje na dzianych anglosaskich turystach, wyciągając od nich pieniądze jak z bankomatu. W tej optyce to biali bogacze bardziej stają się ofiarami tego przemysłu, niż realnie się do niego przyczyniają.

Kadr z filmu „Sundown”
„Sundown” / mat. prasowe MFF Nowe Horyzonty

W wywiadach autor może tłumaczyć, jak równo traktuje obie strony, wytykając im przywary i złe uczynki. Albo jak stereotypowy portret klasy niższej jest tylko niepoprawnym politycznie stwierdzeniem faktu, bo w Meksyku przecież naprawdę jest niebezpiecznie, a strzelaniny w Acapulco zdarzają się codziennie. Twórca Sundown z lekka cynicznie widzi skutki, nie interesując się przyczynami tego stanu rzeczy – zwłaszcza, że przestępstwa mają tu ewidentnie kolor skóry. W swoich filmach operuje kategoriami klasowymi, mówi o nich też publicznie, ale wciąż ukazuje się jako biały Meksykanin, który nie chcąc pochylać się z wyższością nad biedą, wznosi się ponad nią własnym przywilejem. Do tego chlubi się wywołaniem kontrowersji w swojej ojczyźnie, ale są to kontrowersje w rodzaju ostatniego filmu Wojciecha Smarzowskiego – nie wiem zatem, czy to na pewno powód do dumy.

Nie chcę jednak pozostawić niesmaku i sprowadzać Sundown do kategorii marksistowskich, bo dla wielu widzów ważniejsze okażą się te egzystencjalne. Franco podsuwa zresztą ciekawe tropy, czyniąc z Bennettów milionowych potentatów przemysłu wieprzowego. Rozgrywki wycofanego z polityki firmy Neilla i zarządzającej nią Alice (Charlotte Gainsbourg) budziły nieśmiałe skojarzenia z serialową Sukcesją (2017–) – z tym że tu atmosfera jest do bólu pasywna, dynamicznych zbliżeń na twarze aktorów niestety brak. Początkowy setting także stanowił odniesienie do arcydzieła srebrnego ekranu, czyli Białego lotosu (2021–), lecz amerykańscy przybysze z produkcji HBO okazali się nieco większym utrapieniem.

Przeczytaj również:  „Boy from Heaven” – Polityczny thriller nagrodzony w Cannes I Recenzja I Nowe Horyzonty 2022
Kadr z filmu „Sundown”
„Sundown” / mat. prasowe MFF Nowe Horyzonty

Ze względu na temat, Sundown pasuje także do innych pokazywanych na Nowych Horyzontach filmów; tych „z górnej półki”. Zdobywca Złotej Palmy Ruben Ostlund z W trójkącie oraz Ulrich Seidl i jego Rimini to – jeśli spojrzeć pod dobrym kątem – krytyka stosunków turystycznych, choć u Meksykanina wypada ona najsubtelniej (albo po prostu jest jej najmniej).

Myślę, że Sundown to i tak krok naprzód w porównaniu do Nowego porządku czy Pragnienia miłości. Franco trzyma się raczej statycznych kadrów, deficytu dialogów i zimnego spojrzenia na rodzime społeczeństwo. W tym wydaniu najlepiej wypada Tim Roth (który współpracował już z reżyserem przy Opiekunie), spalony słońcem, ze złuszczającą się do bólu skórą, małomówny i oczekujący. Szkoda przegapić tak dobry występ.

Filmawka jest partnerem 22. edycji Festiwalu Nowe Horyzonty

Ocena

5 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

„Zawód: reporter”, „Obcy”, „Sukcesja”.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.