FilmyRecenzjeStreaming

„Fanfik” – Poza heteromęczarnią [RECENZJA]

Kamil Walczak
fot. „Fanfik”
fot. „Fanfik” / mat. prasowe

„Polska potrzebuje takiego filmu”; „Dobrze, że powstał”; „Tego w polskim kinie brakuje” – te recenzenckie wyimki znów wybrzmiewają po pojawieniu się Fanfika, tym razem w nowym medium. Są to opinie bliźniaczo podobne do tych wygłaszanych po wydaniu książki Natalii Osińskiej w 2016 roku. Można by ten tekst wypełnić frazesami o doganianiu Zachodu i odhaczaniu pierwszej postaci trans w kinie mainstreamowym, pierwszej roli protagonisty dla osoby niebinarnej, itp. Wiadomo, że nie można całkiem odciąć się od problemu reprezentacji. Osoby queerowe pojawiają się w serialach i filmach zagranicznych – porównania do „naszej sytuacji” są zatem nieuniknione. Ale uznawanie naszej kinematografii za bardziej peryferyjną i wymagającą kolonizacji bardzo określonymi wzorcami – już niekoniecznie. Zatem Fanfik, choć przez międzynarodowy streaming trafia do widzów z całego świata, będę rozpatrywał jako polski film, a nie gorszy wariant queerowych produkcji.

Już od samego początku Fanfik staje przed kilkoma problemami, które warto naświetlić. Jak wspomniałem, to adaptacja powieści młodzieżowej. Sam tekst spotkał się z ciepłym przyjęciem, głównie ze względu na deficyt reprezentacji – to w końcu opowieść o Tośce/Tośku, osobie, która mierzy się z dysforią płciową, fundamentalnym niedostosowaniem do płci przypisanej przy urodzeniu. Z kolei krytyka zwracała uwagę przede wszystkim na odklejenie się autorki od realiów oraz dość nienaturalne opisywanie młodzieży z perspektywy osoby dorosłej. Tutaj Marta Karwowska (reżyserka-scenarzystka) i Grzegorz Jaroszuk (scenarzysta) dokonali istotnych zmian. Wycięli mniej sensowne wątki (np. cioci Idalii), postacie nabrały trójwymiarowości, stały się bardziej ludzkie. Choć z drugiej strony natłok tak ciekawych bohaterów w formie pojedynczego filmu pozostawia niedosyt, a ostatni akt zbyt spieszy z tłumaczeniem i domykaniem fabuły.

Mimo niedociągnięć fabularnych, film wygrywa lekkością, dialogowym wyczuciem licealnego klimatu i wrażliwością w eksplorowaniu seksualności bohaterów i szkolnych realiów. W wersji Karwowskiej Tosiek przechodzi przemianę przypadkowo, przebierając się na imprezie w ciuchy Leona, nowego chłopaka w szkole. Leon sam czuje się outsiderem, ale niebawem ląduje w romantycznym potrzasku między Tośkiem a Konradem. Na drugim-trzecim planie rysują się jeszcze inne wątki: niesprawiedliwego traktowania przez nauczycieli, slut shamingu, więdnącej platonicznej miłości, różnych postaw rodziców (sojuszniczych i tych opresyjnych). Tu świetny przykład daje Marcin, ojciec Tośka, grany przez (jak zwykle!) znakomitego Dobromira Dymeckiego. Otacza on swoje dziecko opieką, lawirując między niezrozumieniem a wyrozumiałością. Otwiera się jednak stopniowo na tranzycję chłopaka.

fot. „Fanfik”
fot. „Fanfik” / mat. prasowe

Warto też pamiętać, że Tosiek to przełomowa rola dla Alina Szewczyka, niebinarnego aktora używającego męskich zaimków. Tworzy on postać zniuansowaną, niekiedy opryskliwą i trudną do zrozumienia, zdolną do empatii, ale czasem zbyt zapatrzoną w siebie. Faszeruje się sertraliną od ojca, miewa epizody depresyjne. Karwowska nie przyjmuje bliskiego wielu polskim narracjom o mniejszościach seksualnych obrazu nędzy, rozpaczy i czarnego scenariusza. Właściwie to wręcz przeciwnie: daje bohaterom wolność queerowania własnej tożsamości. Tak naprawdę Tosiek prawdziwą swobodę odnajduje w pisaniu fanfików, w wyobrażaniu siebie jako Gwiazdora i portretowaniu Leona jako Wkurzonego Kopciuszka. Narracja fanfikowa, spisywana przez protagonistę, przeplata film, tworząc miejsce na utopijną fantazję o wyzwoleniu ekspresji płciowej i zamianie ról kulturowych. Wydaje się też, że przynajmniej po części Tosiek próbuje to zrealizować w prawdziwym życiu, napotykając wciąż na przeszkody rówieśnicze, szkolne i strukturalne.

Finalnie Fanfik wybrzmiewa bardzo pozytywnie, jako emancypująca narracja o opowiadaniu samego siebie. Zapewne słuszne są zarzuty, że wypada to wręcz zbyt łatwo, że tożsamościowa tranzycja w Tośka przychodzi raptownie – sprowadza się do ścięcia włosów i zmiany ubrań (co jest zresztą nieprawdą). Niedopowiedzenia i skróty można zrzucić na karb metrażu, choć mam wrażenie, że formuła serialowa mogłaby zbyt rozwodnić całą historię. Poza tym odczuwam słabość do pewnej romantycznej sekwencji w środku filmu, gdy Tosiek wraz ze swoją sympatią wybierają się w nocną podróż po mieście skradzionym rowerem, a kończą niezwykle czułą scenę pocałunku – takiego niepewnego, młodzieńczego, ale konsensualnego (konsultacje scen intymnych były tutaj grane).

I choć ewidentne pojawiają się tu fabularne kalki z amerykańskich filmów (czy to imitujące Euforię, czy inne teen dramy w pstrokatej stylówce), która rzucają się w oczy i mogą uwierać, liczę, że film Karwowskiej zostanie zapamiętany jako naprawdę porządna queerowa młodzieżówka, w której odejście od heteronormy nie jest przygnębiającym imposybilizmem w smutnym filtrze polskości (patrz: Wasilewski), ale afirmatywną utopią w fanfikowej konwencji, gdzie bycie sobą jest możliwe.


korekta: Amelia Kamińska

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.