Klasyka z Filmawką – “Aguirre, gniew boży”

Reżyserzy często raczą nas filmami szalonymi, gdzie sprawdzone metody wymykają się spod kontroli i w wyniku losowości pomieszanej z ukrytym kunsztem powstają dziwne arcydzieła. Stąd też tematem tegotygodniowej Klasyki miał być kultowy film Toma Greena. Postanowiłem jednak odkopać coś ciekawszego, charakterystycznego i pamiętnego. Projekt, który był bliski upadku, a jego ekipa – zaginięcia gdzieś w odmętach świata. Francis Ford Coppola mógł się wybrać z planem Czasu Apokalipsy na Filipiny. Ale Werner Herzog, by nakręcić Aguirre, gniew Boży o jednym z najkrwawszych konkwistadorów XVI-wieku, udał się z 8-osobowym zespołem w towarzystwie tubylczych Indian do dzikiego serca Amazonki. Nic dziwnego, że Amerykanin inspirował się potem dokonaniami Niemca.

W głębi inkaskiego imperium konkwista Gonzalo Pizarra w poszukiwaniu El Dorado mierzy się z kryzysem. Grupa “zdobywców” ze zniewolonymi Indianami ma za zadanie znaleźć odpowiednie środki dla wyprawy. Wśród nich niebawem podnosi się bunt, na czele którego staje Don Lupe de Aguirre (Klaus Kinski), brutalny i porywczy konkwistador, pragnący zostać władcą podbitych terenów. Rychło okazuje się, że na przeszkodzie staną nie tylko autorytarny model rządów Aguirre’a, ale też pochłaniająca całe towarzystwo bezkresna otchłań amazońskiej dżungli.

Produkcja z 1972 r. mogłaby właściwie być wizytówką Wernera Herzoga. Mamy tu tak charakterystyczne dla jego stylu quasi-dokumentalne zdjęcia, jednocześnie umożliwiające przypatrzenie się naturalistycznej scenerii i aurze oraz relatywizujące całą akcję do poziomu metafizycznego. Kiedy kamera spogląda na bohaterów, czuć tutaj nie tyle próbę ekspozycji, charakterologicznej czy fizycznej, co sformułowanie relacji między postacią, a materialną i niematerialną rzeczywistością. Herzog, w swojej próbie uchwycenia esencji “bożego Gniewu”, przesiąkniętego amoralnością i przemocą potwora (jeszcze nie mowa o Kinskim – red.), wydaje się jedynie wytwornym badaczem.

Może to jego dokumentalistyczna maniera z lat wcześniejszych, ale diagnozuje on Aguirre’a z nieprzystającą ciekawością. Osobiście nie poczułem chłodu krytyki, krzywego spojrzenia czy przejaskrawiania. Twórca wychodzi poza nawias oczywistości. Zamiast łopatologizować i pokazywać palcem, co stało się z człowiekiem, patrzy na jądro ciemności, którego nie inscenizuje, ale dokumentuje, i to z szewską pasją.  Ambient jest tu u niego wszystkim i niczym. Największym osiągnięciem Aguirre, gniew boży jest to, że gdy dochodzi do granic człowieczeństwa, nie stacza się jak pijus w piekielnej degrengoladzie efekciarstwa. Herzog wieńczy swój film wyzwalającym naturę katharsis, udowadniając, jak nieobliczalnym jest szaleńcem.

Aguirre, gniew boży
kadr z filmu “Aguirre, gniew boży”

To również początek współpracy jednego z najbardziej owocnych i nieprzewidywalnych duetów w historii kinematografii. Werner Herzog osobiście złożył propozycję Klausowi Kinskiemu, którego poznał parę lat wcześniej, kiedy młody aktor wynajmował pokój u familii reżysera. Już wtedy Kinski dał się poznać jako porywczy mężczyzna. Panowie działali razem przez 15 lat i wspólnie stworzyli 5 filmów, które bez wątpienia zapisały się na kartach kina. Jeśli chodzi o legendy, jakie obrosły ich niespokojne relacje, w najbardziej egzotyczne obfituje właśnie Aguirre.

W czasie preprodukcji duet nie potrafił dogadać się co do charakteru postaci samego protagonisty i jego temperamentu. W peruwiańskiej puszczy miało dojść do incydentu, w trakcie którego rozzłoszczony Kinski zagroził opuszczeniem planu filmowego (a warto dodać, że jego gaża pokrywała 1/3 budżetu), na co Herzog wymierzył w aktora pistoletem (choć sam Werner mówił w wywiadach, że tylko Kinskiemu groził). Z kolei twórca na potrzeby wyprawy do Ameryki Południowej, ukradł ze swojej szkoły filmowej w Monachium kamerę 35 mm, choć sam utrzymuje, że “miał do niej prawo”. Ponadto, na potrzeby filmu reżyser zakupił od lokalsów 400 małp. Najpierw zapłacił połowę ceny, potem dowiedział się, że panowie próbują je sprzedać jakimś Amerykanom na lotnisku. Tak więc Niemiec wybrał się tamże, podając się za weterynarza chcącego zaszczepić małpy i wystraszył handlarzy. Po nagraniu odpowiedniej sceny, Herzog miał wypuścić je wszystkie do dżungli.

Aguirre, gniew boży
zdjęcie z planu “Aguirre, gniew boży”

46-letni Klaus po części przeraża, po części fascynuje. Najlepiej kiedy łączy oba i prawi elaboraty o małżeństwie ze swoją córką (jako Aguirre). Na szczęście dla widzów, KinskiemuHerzogowi udało się pogodzić co do charakteru postaci (reżyser miał prowokować aktora i doprowadzać go do szału, a kiedy ten ochłonie, dopiero kręcić sceny). Stąd też protagonista jest nieprzewidywalny i niebezpieczny, ale częściej poraża swoją pozawerbalną mocą i wyrazem. Jest antybohaterem skończonym, złym do szpiku kości, ale pasjonującym i hipnotyzującym.

Zobacz również: Klasyka z Filmawką – “Andriej Rublow” Tarkowskiego

Jak wspomniałem, Aguirre był inspiracją dla Coppoli. Wiele osób podejmuje się nawet jakieś analizy porównawczej obu dzieł (najczęściej z wynikiem dodatnim dla Czasu Apokalipsy). Nie zalecałbym tego jednak. Owszem, obu filmom można przylepić łatkę Condradowskiej “podróży do jądra ciemności”, ale Herzogowska metafora kolorowych facetów w rajtuzach odgrywających hiszpańskich konkwistadorów po niemiecku, mimo iście groteskowego wrażenia, ma wymiar głęboki i kontemplacyjny. Godząc realizm przyrody (czego brakuje Coppoli) z kinowym duchem, Niemiec zapisał się na wieki w kronikach kinematografii (jeśli jeszcze kiedyś będą pisane kroniki). Świetnie tuszuje i balansuje między kiczem a historyczną powagą, by spuentować to oczyszczającym występem Kinskiego. Toteż Aguirre, der Zorn Gottes pozostaje niemal niedoścignionym arcydziełem z pogranicza dokumentu, który trudno będzie zastąpić jakimkolwiek innym filmem.


2 thoughts on “Klasyka z Filmawką – “Aguirre, gniew boży”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.