Advertisement
FestiwaleFilmyNowe Horyzonty 2022Recenzje

Praca na żywym organizmie. „De Humani Corporis Fabrica” | Recenzja | Nowe Horyzonty 2022

Kamil Walczak

Andreas Vesalius w swoim najbardziej znanym dziele, anatomicznym siedmioksięgu, dokonał kompleksowego wykładu na temat ludzkiego ciała. Zadał kłam wielu anachronicznym, ale wciąż żywym tezom Galena, którego teorie utrzymywały się przez dobre trzynaście wieków. De Humani Corporis Fabrica Libri Septem to co prawda traktat z XVI w., ale para francuskich antropologów i reżyserów Lucien Castaing-Taylor i Véréna Paravel zdecydowała się właśnie na ten łaciński tytuł.

Podkreślają w ten sposób zarówno ambicje swojego endogennego projektu, ale też rewidują jego znaczenie. „O fabryce ludzkich ciał” brzmi dziś przewrotnie, ironicznie, ale też chłodno. Tym bardziej, że akcja tego eksperymentalnego dokumentu dzieje się w paryskich szpitalach, często na stole operacyjnym. Dziś w epoce postindustrialnej „fabryka” przyjmuje dość XIX-wieczne skojarzenia, ale łacińska etymologia skrywa ciekawsze znaczenia. „Fabryka” także warsztat, sztuka, rzemiosło – hasła, którym bliżej do lekarskiej profesji. Reżyserski duet świetnie wykorzystuje to napięcie. Balansuje na granicy humanistycznego i pozaludzkiego.

Poprzez ujęcia, obserwacje i konstrukcję De Humani Corporis Fabrica staje się niejednoznaczne. Na pewno czuć tu podziw (choć nie czołobitny) wobec umiejętności pracowników ochrony zdrowia, ich wytrwałości na niedocenianych stanowiskach. A to wszystko przy płacy poniżej ich godności. Twórcy dokumentu pokazują empatię, zrozumienie dla trudu kolejnych operacji i wiszącym nad nimi ryzykiem niepowodzenia.

Lecz w bohaterach ujawnia się jeszcze jedna postawa. Jest to zdystansowanie, wyzucie z uczuć, o które tak często oskarża się medyków. Nieprzystojne żarty i humor analny podczas operacji prostaty to początkowo niewinny absurd, ale przy operowaniu na żywym organizmie zaczyna mieć w sobie coś nieodpowiedniego. Alienacja stanowi jeden z mechanizmów obronnych. Zaraz obok otwartej frustracji w „zakulisowych rozmowach”. Skutkiem ubocznym profesjonalizacji staje się znieczulica na cierpienie innych. Ta obojętność bywa konieczna, by zachować resztki zimnej krwi.\

Przeczytaj również:  „Boy from Heaven” – Polityczny thriller nagrodzony w Cannes I Recenzja I Nowe Horyzonty 2022
Kadr z filmu „De Humani Corporis Fabrica”
„De Humani Corporis Fabrica” / mat. prasowe

Twórcy kreślą obraz lekarzy i ich kontaktu z ludzkim ciałem w hiperzbliżeniu. Nawet gdy miejscem akcji staje się przewód pokarmowy lub sala położnicza, medycy wciąż pozostają głównymi aktorami zabiegowego spektaklu. Zjawiskowe ujęcia operacyjne (od otwierającej sceny z gałką oczną po sekcję zwłok) przerywane są wolnymi, wydłużonymi jazdami kamery w towarzystwie dementyczek czy naturalistycznymi narzekaniami na przeciążenie nadgodzinami. Dzięki temu Paravel i Castaing-Taylor odnajdują chwile na wyciszenie po intensywnych, gęstych obrazach. Nadaje to filmowi idealne tempo, które jest w stanie przetrzymać dowolnie długi metraż.

Przyznam, że piszę o De Humani Corporis Fabrica trochę od tyłu. Zacząłem od drugorzędnych niby refleksji. Pierwszym planem są wizaże, zgodnie z ideą sekcji Front Wizualny na MFF Nowe Horyzonty. Z pewnością szokujące okazały się pokazane z taką precyzją kamery kolonoskopia (nawet jeśli ktoś widział swoją, to raczej nie na kinowym ekranie), cesarskie cięcie czy operacja na prąciu. Faktor szokowy jest szczególnie istotny. Pozwala wryć się w narrację wizualną. Oddziela konotacje z Sadistica i skupia się na bardziej sensualnym, cielesnym przeżyciu. Jednocześnie w wywiadzie z Łukaszem Mańkowskim dla Dwutygodnika twórcy sami podkreślają, że w doświadczaniu ich dzieł jest coś masochistycznego. Tym bardziej, że są to widoki organicznie niemożliwe, obce, jakby nadludzkie. Wpatrywanie się w rozkrojone ludzkie ciało przestaje mieć cechy transgresji. Zaczyna być po prostu transem.

Finałowy kwadrans sprawia, że De Humani Corporis Fabrica nabiera jeszcze ciekawszych kolorów. To sekwencja, której towarzyszą jedyne dwa utwory wykorzystane w całej produkcji: „I Will Survive” Glorii Gaynor i „Blue Monday” New Order. Wybrzmiewają one na pożegnalnej imprezie dla jednego z medyków. Poza rytmicznymi pląsami na parkiecie, kamera zaczyna też w detalu sunąć po ogromnym malowidle ściennym. Przedstawia ono w kluczu symbolicznym specjalizacje kolegów i koleżanek po fachu. Są karykatury, motywy demoniczne, mnóstwo kloaczno-seksualnych dowcipów. W poetyce obrazu jest jednak coś dojmującego. Sprawia to, że mimo groteskowości ogląda się ją jak sekwencję z ikonami z zakończenia Andrieja Rublowa. Różnica jest taka, że w tle brzmi niezapomniana nuta New Order. Choćby to ostatnie zdanie sprawia, że seans ten był najbardziej kinowym doświadczeniem całego festiwalu.

Przeczytaj również:  "107 matek" – Macierzyństwo za kratami | Recenzja | Nowe Horyzonty 2022

Projekt Castaing-Taylora i Paravel został zrealizowany na zbiegu dyskursu akademickiego i filmowego. Autorzy funkcjonują w ramach działającego na Harvardzie Sensory Etnography Lab (podobnie jak poprzednie ich filmy). Już samo określenie „film” wydaje się tutaj ograniczające – De Humani Corporis Fabrica to raczej dzieło audiowizualne. Prowokuje inne spojrzenie na ciało i jego elementy, które wyobcowane z kontekstu staje się estetycznym abstraktem. Takie poczucie towarzyszy zwłaszcza wtedy, gdy kamera nagle znajduje się w trakcie zabiegu. W środku ciała czy urządzenia, co całkowicie dezorientuje widza. Mistrzostwo w tego typu obrazowaniu osiągnięto w drugiej godzinie. Pojawia się tam scena ukazująca lekarza umieszczającego pojemnik z krwią w szybie, przez który kamera mknie do laboratorium. I nie żartuję, ta immersyjna podróż ma w sobie coś z Odysei kosmicznej Kubricka.

De Humani Corporis Fabrica okazało się zaskoczeniem i wyjątkowo dobrym tripem. Rozbudziło we mnie pragnienie kina przekraczającego to, co ludzkie. Ponadto, to dzieło niezwykle pojemne w interpretacje (post)humanistyczne, okołotaktylne, cielesne, a także społeczne. W moim tekście postawiłem na ten ostatni aspekt, ale jest w tym jeszcze sporo do odkrycia. Wydaje mi się, że świadczy to o autonomicznej sile tego projektu. Po wyjściu z kina rośnie on gdzieś w nas i doprasza się o powtórny seans.

Filmawka jest partnerem 22. edycji Festiwalu Nowe Horyzonty

Ocena

8 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

„Solaris”, „2001: Odyseja kosmiczna”

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.