Advertisement
Publicystyka

John Zorn – najlepszy spoza mainstreamu?

Bartłomiej Rusek
John Zorn

Jestem skłonny zaryzykować stwierdzenie, że obecnie na rynku muzyki filmowej liczą się jedynie głośne tytuły i wielkie nazwiska. Do Oscara nominowane są niemalże jedynie ścieżki dźwiękowe z filmów z głównego nurtu, nawet gdy nie są one faktycznie najlepsze. Najprościej to podsumować liczbami – 46 nominacji dla Johna Williamsa (przy 5 wygranych statuetkach), 11 nominacji dla mocno przereklamowanego Hansa Zimmera czy 9 dla Alexandre’a Desplata. Kompozytorzy ci, którzy faktycznie zapracowali na swoją pozycję na rynku muzyki filmowej, od lat zbierają laury, a każda kolejna kompozycja w ich wykonaniu, często niezależnie od jej faktycznej jakości, otrzymuje nominację. Należy przy tym dodać, że jest mocno wielbiona przez największych fanów tychże kompozytorów.

Czemu jednak służy ten wstęp? Głównym jego celem było ukazanie obecnej sytuacji związanej z muzyką filmową, gdzie ciężko wybić się mało znanej, często niezależnej produkcji. Nawet w przypadku, gdy jej ścieżka dźwiękowa jest na najwyższym, światowym poziomie. Nie chodzi tu nawet o najważniejsze nagrody, takie jak Oscary, co o ogólne uznanie i rozpoznanie w branży, gdzie od wielu lat krążą te same nazwiska. W tym momencie należy przybliżyć sylwetkę bohatera tego tekstu, jakim jest John Zorn.

John Zorn
John Zorn, źródło: roulette.org

Ten 64-letni muzyk, prócz faktu że jest obecnie wymieniany w gronie najlepszych światowych saksofonistów, jako multiinstrumentalista jest również znakomitym kompozytorem. Obok twórczości solowej i wielu projektów, w których u jego boku występowali inni, światowej klasy muzycy, poświęcił dużą część swojego życia muzyce filmowej. Świadczy o tym jego dorobek, w którym znajdziemy całą serię płyt Filmworks, w której znajduje się 26 albumów (plus jeden, z 2005 roku, podsumowujący uprzednie 20 lat tworzenia muzyki filmowej) z jego oryginalnymi kompozycjami, które zostały w większości wydane nakładem założonej przez Zorna wytwórni Tzadik Records.

Z życiorysem amerykańskiego saksofonisty związane są także liczne skandale, które w dużej mierze wynikają z jego negatywnego nastawienia do dziennikarzy. Jest również znany jako twórca ruchu muzycznego Radical Jewish Culture. W swoich projektach stara się rozpowszechniać i przerabiać tradycyjną muzykę żydowską, co widać na wielu z ponad 400 płyt, na których gościnnie wystąpił, bądź które sam wydał. I to właśnie na jego twórczości, a nie skandalach i kontrowersjach, należy się skupić. Jest ona często niedoceniana, ze względu na niszę, w którą wpasowują się filmy, do których John Zorn komponuje muzykę. Wciąż jednak, stanowi ona kwintesencję tego, czego się oczekuje od ścieżki dźwiękowej filmów – podkreśla bowiem w niesamowity sposób ich klimat i pojawiające się na ekranie obrazy.

Przeczytaj również:  "Zaczęliśmy rozmawiać, że reklama konwentu, w której goła laska kąpie się w wannie pełnej kostek do gry to nie jest najlepszy pomysł."  - mówi nam Kasia Babis, autorka komiksów oraz serii "Dziady polskiej fantastyki"

O wspomnianej niszy świadczy również fakt, że w większości przypadków stworzył on ścieżki dźwiękowe do filmów dokumentalnych. W ciągu całej swojej kariery, związanej z komponowaniem muzyki filmowej, sam Zorn nie otrzymał ani jednej nominacji w tej kategorii. Mimo to, jako muzyk, zdobywał już wyróżnienia – od wprowadzenia przez Lou Reeda do pocztu gwiazd Long Island Music Hall of Fame, po honorowe tytuły akademickie na kilku uniwersytetach. Brak nominacji do nagród związanych z muzyką filmową może być także powiązany z ruchem awangardowym, którym sam Zorn podąża w swojej twórczości. Do popularnych nagród nominowane są niekoniecznie najlepsze, co często najgłośniejsze produkcje, a w przypadku nagród związanych z muzyką filmową, znane nazwiska (o których wspominałem już na początku) mają zdecydowane pierwszeństwo. Wychodząc z filmowego mainstreamu można jednak z łatwością znaleźć filmy z prawdziwie genialną ścieżką dźwiękową.

John Zorn
John Zorn, Gyan Riley i Julian Lage, źródło: London Jazz News

Sam Zorn jednak nie tworzył muzyki jedynie do filmów dokumentalnych. Mimo to, właściwie jedynym głośnym tytułem, do którego komponował muzykę, było pierwsze Funny Games (1997) Michaela Haneke. Stworzone tam utwory nagrywał w ramach swojego projektu Naked City. Wśród innych filmów fabularnych, w których można usłyszeć dźwięki skomponowane przez utalentowanego Amerykanina, można wymienić również De Nobelprijswinnaar (2010) Timo Veltkampa (którego recenzja niedawno pojawiła się na łamach naszego serwisu) oraz chociażby niezbyt udane Inivitation to a Suicide z 2004 roku, w reżyserii Loren Marsh.

Ze względu na różnorodność gatunkową w twórczości Zorna, a także ilość podgatunków samego jazzu, z którymi Amerykanin eksperymentuje, każdy w jego muzyce może znaleźć coś dla siebie. Ciekawy jest również fakt, że wiele z jego utworów, nagranych na potrzeby filmów, jest potem wykorzystywana w projektach, gdzie wykonuje je na scenie z innymi, znanymi muzykami. Pojawiają się tam wtedy kolejne, improwizujące w tle instrumenty, a także wokal, śpiewający tekst często napisany specjalnie na potrzeby trasy. Tak było w przypadku The Song Project, które powstało w kooperacji z takimi postaciami jak między innymi Mike Patton, Joey Baron czy John Medeski, i występowało na festiwalu Warsaw Summer Jazz Days w 2013 roku.

Przeczytaj również:  Kres mitu, czyli "Sukcesja" jako arcydzieło współczesnej telewizji [FELIETON]
John Zorn
The Song Project, źródło: jazzforum.com.pl
Zobacz również: “De Nobelprijswinnaar” – Recenzja

Specyficzność muzyki Johna Zorna sprawia, że mimo niewątpliwego geniuszu, nie trafi ona do szeroko pojętego mainstreamu. Nie zdobędzie on nawet nominacji do Oscara czy BAFTY. Wciąż jednak, słysząc pogrywające w tle melodie wymyślone przez tego kompozytora, jestem w stanie podnieść swoją ocenę filmu, patrząc jak idealnie współgrają z tym, co dzieje się w danym momencie na ekranie. Można się o tym z łatwością przekonać oglądając wspomniane przeze mnie filmy lub sięgając po takie płyty jak chociażby The Big Gundown, gdzie John Zorn gra własne interpretacje utworów filmowych autorstwa Ennio Morricone. Jeżeli jednak muzyka instrumentalna do kogoś nie przemawia, odsyłam do wspomnianego koncertu Zorn@60 zagranego przez The Song Project, który jako wydarzenie z Warsaw Summer Jazz Days był transmitowany przez Telewizję Polską i jest łatwo dostępny. Możliwe, że i inne osoby przekona to do mojej tezy, według której Johna Zorna można z łatwością nazwać najlepszym wśród niedocenianych kompozytorów muzyki filmowej.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.