Bialy kruk

“Biały Kruk”, czyli kolejny przeciętny film biograficzny [RECENZJA]

Balet stanowi bardzo charakterystyczny element kultury rosyjskiej. Mimo, że swoje korzenie ma we Włoszech i Francji, to właśnie z rosyjskimi baletnikami kojarzony jest na całym świecie. Nigdy wcześniej nie interesowałem się tym tematem na tyle, aby jawić się jako miłośnik tego widowiska. Teraz jednak, ze względu na takie produkcje jak Czarny Łabędź Darrena Aronofsky’ego, czy też recenzowany właśnie przeze mnie Biały Kruk, moje podejście do tej dyscypliny znacznie się zmieniło.

Bialy kruk
Kadr z filmu “Biały Kruk”

Sam balet jest bardzo wdzięczną tematyką do przedstawienia na wielkim ekranie. Efektowne figury w skomplikowanych choreografiach, z grającą w tle świetną muzyką, potrafią przykuć uwagę nawet osób, które nigdy nie miały z nim nic wspólnego. Niemniej jednak, Biały Kruk jest filmem bardziej biograficznym i przez to przedstawiającym historię jednej, bardzo niekonwencjonalnej osoby, niż ukazującym samo piękno tańca.

Zobacz również: „Jutro albo pojutrze”, czyli „Boyhood” na deskorolce [RECENZJA]

To aspekt właśnie biograficzny jest najbardziej istotny w produkcji Ralpha Fiennesa. Głównym bohaterem jest Rudolf Nuriejew, w którego wciela się debiutujący na wielkim ekranie Oleg Ivenko. Rudi, bo tak nasz protagonista nazywany jest przez najbliższych, uchodzi obecnie za jednego z najsłynniejszych i najwybitniejszych tancerzy baletowych w historii. Akcja dzieje się jednak w głównej mierze w 1961 roku, gdy miał okazję występować w Paryżu, gdzie po raz pierwszy jego talent został pokazany zachodniej publice.

Bialy Kruk
Kadr z filmu “Biały Kruk”

Wydarzenia z Paryża przeplatane są zarówno scenami sprzed kilku lat, gdy Nuriejew stawiał swoje pierwsze kroki w profesjonalnym balecie, jak i retrospekcjami z czasów, gdy był zaledwie małym dzieckiem. Efektem tego zabiegu jest chaotyczna konstrukcja całej produkcji, która mocno przeszkadza w jej odbiorze. Wszystko dlatego, że sceny z dzieciństwa wydawały mi się kompletnie zbędne. Nie wnosiły do filmu nic na tyle ważnego, aby miało to znaczący wpływ na pozostałe wydarzenia. Owszem, niektóre z nich miały swoje uzasadnienie, jednak całość by zdecydowanie zyskała na usunięciu zarówno scen z dzieciństwa, jak i tych z późniejszych lat z życia Nuriejewa, które do jego młodości bezpośrednio nawiązywały.

Nadmiar retrospekcji wpłynął moim zdaniem negatywnie na cały obraz, odbierając przynajmniej pół godziny widowiska, w czasie których można było przedstawić inne wydarzenia. Jest to mój główny zarzut wobec filmu, który kończy się w momencie, gdy kariera Nuriejewa zaczyna się dopiero rozwijać. Mam na myśli kluczowe wydarzenie w jego życiu, którym to było uzyskanie azylu politycznego we Francji. Niestety, to właśnie kończy całą historię, sprawiając że cała dalsza kariera, z której rosyjski tancerz zasłynął, została pominięta. Podobnie wygląda kwestia biseksualizmu Rosjanina, który tutaj stanowił wątek trzecioplanowy, choć w jego biografii odgrywał nieco większe znaczenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego śmierć spowodowaną AIDS.

Zobacz również: TOP 30 najlepszych filmów z lat 2000-2009
Bialy Kruk
Kadr z filmu “Biały Kruk”

Również aktorsko film wypadł co najwyżej przyzwoicie. Postać głównego bohatera odznaczała się dużym indywidualizmem, co faktycznie pokrywało się z prawdziwym Nuriejewem. Nie wiem jednak, czy w rzeczywistości zachowywał się on tak nachalnie i egoistycznie jak postać przedstawiona na ekranie. W grze Ivenko widać było, że chce zagrać jak najlepiej, jednak jego Rudi wypadał nieautentycznie, momentami wręcz sztucznie, w dużej mierze ze względu właśnie na to, że był on zbyt teatralnie zagrany. Zaskakująco dobrze wypadł jednak sam reżyser – Ralph Fiennes, wcielający się w Aleksandra Puszkina, legendarnego rosyjskiego nauczyciela baletu. Ze względu na charakterystyczną, wolną artykulację, niemalże nie słychać po nim było angielskiego akcentu, przez co wypadł autentycznie w roli Rosjanina, swą grą przyćmiewając całą resztę obsady.

Najnowsza produkcja Ralpha Fiennesa zdecydowanie nie jest białym krukiem wśród filmów, nawet zawężając je do tych traktujących o balecie. Chaotyczny montaż, przeciętne aktorstwo i słabe ukazanie społeczeństwa rosyjskiego (którego nastroje stanowiły zaledwie tło pojedynczych scen) sprawiły, że przez zdecydowaną większość seansu nie odczuwałem żadnych emocji poza lekkim znużeniem. Największą zaletą czasu spędzonego w kinie jest to, że zostałem zachęcony do dalszego przestudiowania biografii Rudolfa Nuriejewa, który był bardzo interesującą i nieszablonową postacią. Niestety, z samego filmu nie dowiedziałem się o nim zbyt wiele, gdyż dla jego twórców ważniejszy był wielokrotnie powtarzany fakt, że urodził się on w pociągu kolei transsyberyjskiej, niż ukazanie jego pełnej sukcesów kariery na zachodzie.


2.5/5


2 thoughts on ““Biały Kruk”, czyli kolejny przeciętny film biograficzny [RECENZJA]

    1. Według SJP pod redakcją Witolda Doroszewskiego mianem baletnika nazywamy tancerza występującego w balecie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.