Rocky

Klasyka z Filmawką – “Rocky”


Gdy pierwszy raz widziałem w telewizji film z jedną z najbardziej ikonicznych ról Sylvestra Stallone, nie wiedziałem właściwie na czym polega boks. Również wspomniany seans nie był zbyt pomocny – pierwszą częścią z serii Rocky, jaką miałem przyjemność oglądać, była jej piąta odsłona, której akcja znacznie wybiega poza ring bokserski. Wciąż jednak zdołało mnie to przekonać do boksu będącego obecnie jedną z moich ulubionych dyscyplin sportu.

Rocky
Kadr z filmu “Rocky”

Główny bohater filmu, Rocky Balboa,  na co dzień zajmuje się ściąganiem długów dla lokalnego gangstera Gazzo (Joe Spinell), a w czasie wolnym dorabia sobie, walcząc w amatorskich walkach bokserskich. Pewnego razu otrzymuje on szansę na odmianę swojego życia – na skutek kontuzji pierwotnego rywala rywala, spośród innych nieznanych bokserów, to właśnie jego na swojego rywala wybiera Apollo Creed (Carl Weathers), mistrz świata w wadze ciężkiej. Wszystko ze względu na jego chwytliwy przydomek: Włoski Ogier (Italian Stallion).

W międzyczasie poznajemy samego Rocky’ego. Ten jest nieco nieporadnym w relacjach międzyludzkich 30-latkiem, nieustannie starającym się poderwać Adrian (Talia Shire) – siostrę swojego najlepszego przyjaciela, Pauliego (Burt Young). Wszystko zmienia się w momencie, gdy otrzymuje wspomnianą już życiową szansę na odmianę swego losu. Wtedy to odzywa się do niego nawet lokalny trener bokserski, Mickey (w tej roli fenomenalny Burgess Meredith), który do tej pory skutecznie ignorował naszego protagonistę.

Rocky
Kadr z filmu “Rocky”

Drugą część filmu stanowią w głównej mierze ikoniczne już sceny treningu głównego bohatera. Od codziennego picia „koktajlu” z jajek, przez kultowe sceny biegania po mieście (oczywiście ze słynnym motywem muzycznym w tle), po okładanie zamiast worka bokserskiego mięsa w chłodni, w której pracuje Paulie… Nie mogło przy tym zabraknąć również scen zwątpienia – w końcu czeka go walka z samym mistrzem świata. Całość ta tworzy niezapomniane widowisko, w którym idealnie odnalazł się Sylvester Stallone. Gołym okiem da się zauważyć, że podczas pisania scenariusza nie tworzył on postaci anonimowego boksera, a raczej swoje alter ego. Widać to zwłaszcza po pochodzącym od jego nazwiska przydomku głównego bohatera. Również jego imię nie stanowi przypadku – jego mieszkanie zdobi ogromny plakat Rocky’ego Marciano, jednego z najlepszych bokserów w historii.

W recenzji Rocky’ego nie sposób nie wspomnieć o świetnej pracy reżysera. John G. Avildsen otrzymał zresztą za ten film Oscara. To jednak nie koniec historii nagród tej kultowej produkcji. W wyścigu po Oscara za najlepszy film, prześcignął on chociażby Taksówkarza Martina Scorsese czy Sieć Sidneya Lumeta. Film został doceniony również za montaż.

Mimo wielu innych nominacji (w tym za najlepsze pierwszoplanowe role: męską i żeńską, scenariusz, dźwięk, kultową już piosenkę, czy też dla dwóch aktorów drugoplanowych) Rocky na też swoje minusy. Jednym z nich jest schematyczność, z którą film zrywa właściwie dopiero w końcówce. Po samych dialogach widać natomiast, że scenariusz, mimo nominacji do Oscara, był napisany w nieco ponad trzy dni. Stallone, będący pod tym względem kompletnym amatorem, dał jednak radę, inspirując się historią walki Muhammada AlegoChuckiem Wepnerem. W efekcie, emocje pojawiające się w drugiej połowie filmu skutecznie kompensują nam nieco rozczarowujący początek.

Rocky
Kadr z filmu “Rocky”

Niezależnie od tych wszystkich niedoskonałości, często wracam do seansu Rocky’ego. Jest to coś więcej niż tylko film o boksie – to przede wszystkim historia o przyjaźni, determinacji i wierze w samego siebie. Opowieść o realizacji idei amerykańskiego snu. Rocky stanowi seans godny polecenia każdemu, nawet osobom niezainteresowanym boksem i nieznającym postaci Joe Fraziera, który gościnnie pojawia się na ringu przed kończącą film epicką walką. Wszystko dlatego, że przy pierwszym seansie sam niewiele wiedziałem o tym sporcie. Film ten jednak zmienił mnie tak bardzo, że teraz z podwyższonym ciśnieniem oglądam każdą kolejną walkę bokserską. I wiem, że nie jestem w tym odosobniony.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.