FestiwaleFilmyMillennium Docs Against Gravity 2024Recenzje

„Mnich” – sztampowe studium nieszablonowej postaci | Recenzja | Millennium Docs Against Gravity 2024

Bartłomiej Rusek
Kadr z filmu „Mnich" / mat. prasowe Millenium Docs Against Gravity
Kadr z filmu „Mnich" / mat. prasowe Millenium Docs Against Gravity

W życiu każdego człowieka przychodzi moment, gdy pragnie on jakiejś zmiany. Dla niektórych wystarczająca jest zmiana pracy, zwyczajów czy stylu. Niektórzy jednak odmieniają całe swoje życie. Taką osobą bez wątpienia był Jan Hansen, wybitny duński naukowiec, będący członkiem grupy topowych badaczy pracujących nad szczepionką przeciwko AIDS. Tytułowy Mnich. W pewnym momencie swojego życia postanowił on bowiem porzucić wszystko, co miał – pracę, rodzinę, a nawet swoją osobowość.

Jan przeszedł na buddyzm. Będąc w pełni wyświęconym mnichem, już nie jako Jan Hansen a jako Bhikkhu Samahita wybrał samotną drogę. Zamieszkał na górze w samym środku dżungli w Sri Lance. Tam, żyjąc w zgodzie z naturą, nie odciął się jednak od nowoczesnych technologii – nagrywał liczne filmy, które publikował na Youtube’ie, gdzie subskrybowało go ponad sto tysięcy osób, oraz na własnej stronie internetowej. Dzielił się w nich naukami buddyzmu, udzielał rad oraz odpowiadał na liczne pytania dotyczące wiary.

Kadr z filmu „Mnich" / mat. prasowe Millenium Docs Against Gravity
Kadr z filmu „Mnich” / mat. prasowe Millenium Docs Against Gravity

W 2015 roku na spotkanie z Janem wyruszyli duńscy filmowcy Mira Jargil i Christian Sonderby Jensen, autorzy Mnicha. Dotarli oni do pustelni, w której zaszył się nasz bohater. Spotykając się z nim, chcieli dowiedzieć się, w jaki sposób mogą porzucić dotychczasowy, pełen stresu styl życia. Pragnęli także poznać i przedstawić na filmie jego historię – tak nieszablonową, biorąc pod uwagę drogę, którą przeszedł. W pewnym momencie jednak, nagrywany reportaż przestał iść po myśli tytułowego Mnicha. Filmowcy zaczęli bowiem zadawać nieco trudniejsze pytania, wykraczające poza nauki buddyzmu i sięgające do jego własnej przeszłości i podjętych przez Jana ciężkich decyzji.

Przeczytaj również:  Nasze ulubione filmy queerowe | Zestawienie z okazji Pride Month

Wtedy to, w trakcie wywiadów przeprowadzanych online, po powrocie ekipy filmowej do Danii, Mnich zaczął ingerować w nagrywany materiał, przez co projekt ostatecznie upadł. Został wznowiony dopiero po latach – po samobójczej śmierci Jana, która miała miejsce kilka lat później, krótko po tym, gdy opuścił swoją zamieszkiwaną przez ponad 17 lat samotnię w Sri Lance i wrócił do Danii. Za sprawą inicjatywy jego syna, filmowcy wznowili nagrania, docierając do kamery Jana i licznych nagrań, które tworzył przez długie lata życia w samotności. Te, choć bez wątpienia ciekawe, nie odpowiadają na większość nurtujących widzów pytań. Co więcej, sprawiają, że w historii pojawia się jeszcze więcej niewiadomych.

W efekcie, widzowie razem z ekipą filmową oraz synem Mnicha poznają historię życia Jana Hansena w Sri Lance. Przedstawione na ekranie nagrania przeplatane są wypowiedziami osób, które znały tytułowego bohatera zarówno przed jak i po przejściu na buddyzm. Na jego temat – zarówno jego poprzedniego życia, jak i decyzji przez niego podjętych – na ekranie wypowiada się między innymi porzucona przez niego przed laty rodzina, przyjaciele (w tym członek grupy badawczej, w której działał), czy chociażby przedstawiciele lokalnej ludności, którzy sporadycznie mieli z nim styczność, gdy zamieszkał w samotni. Momentami jednak, cały projekt filmowy wydaje się być jedynie pretekstem do przestawienia pięknych kadrów i rozważań z pogranicza psychologii i filozofii, traktujących na temat natury człowieka, jego priorytetów, słabości i motywacji. A wszystko to ukazane przez pryzmat życiorysu Jana Hansena.

Przeczytaj również:  „Trzeba zabić w sobie poczucie cringe'u” rozmawiamy z Pauliną Pecio, autorką komiksów i ilustratorką
Kadr z filmu „Mnich" / mat. prasowe Millenium Docs Against Gravity
Kadr z filmu „Mnich” / mat. prasowe Millenium Docs Against Gravity

Same nagrania, będące autorstwem Mnicha, przedstawiają bowiem bardzo wyrywkowo to, czym się zajmował w trakcie spędzonych samotnie lat. Jego dążenia do osiągnięcia stanu nirwany. Życie w zgodzie z naturą. Zdecydowanie brakowało mi jednak w nich konkretów. Nagrania przytoczone w dokumencie przedstawiają jedynie pojedyncze fragmenty jego pustelniczego życia, koncentrując się na ostatnim roku spędzonym w Sri Lance i jednej rzeczy, której chciał dokonać. Było to nagranie lamparta, dziko żyjącego w dżungli, w której osiedlił się Jan. Zastawił on liczne fotopułapki, przemierzał również dżunglę z kamerą w dłoni, chcąc spotkać to groźne stworzenie. Spośród nagrań udostępnionych w filmie to te stanowią największą część, choć niekoniecznie dają odpowiedź na liczne pytania zadawane przez autorów Mnicha.

Film przedstawia studium bardzo skomplikowanej postaci, będące, ze względu na ograniczone materiały i śmierć samego Mnicha, dość mocno wybrakowane. Kadry przedstawiające malowniczą dżunglę i ogół pięknych widoków na Sri Lance to jednak niewystarczające argumenty w przypadku dokumentu traktującego o osobie o tak niesamowitym życiorysie. Stanowią jednak dowód doświadczenia odpowiedzialnych za produkcję dokumentalistów, którzy dodali do filmu również bardzo dobrze nakręcone ujęcia nakręcone dronem. Sam film jest dodatkowo poprowadzony w tak ciekawy sposób, że mimo wszelkich jego wad, ogląda się go bardzo przyjemnie, a seans mija w mgnieniu oka. Niestety, zostawia on widza z większą ilością pytań, niż odpowiedzi, co jednak można interpretować pozytywnie – jako zachętę do samodzielnego zapoznania się z tematem, odrzucenia zabieganego trybu życia na rzecz spokoju i odnalezienia własnego celu, do którego będziemy dążyć.

 

Korekta: Krzysztof Kurdziej

Ocena

6.5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.