Ruchome piaski

“Ruchome piaski”, czyli pierwszy szwedzki serial Netflixa [RECENZJA]

Ruchome piaski to pierwszy szwedzki serial wyprodukowany przez Netflixa. Całość jest adaptacją bestselleru, który w 2017 roku zdobył Szklany Klucz – nagrodę literacką wręczaną nordyckim pisarzom za najlepszą powieść kryminalną w danym roku. Takie wyróżnienie może świadczyć o tym, że materiał źródłowy na którym wzorował się Netflix jest co najmniej dobry. Niestety, nie zawsze to, co dobrze wypada na papierze, podobnie prezentuje się na ekranie.

Zobacz również: „Shazam!”, czyli świąteczna rozrywka dla całej rodziny! [RECENZJA]

Już na samym początku recenzji czuję się zobowiązany napisać, że nie czytałem książki Malin Persson Giolito, na podstawie której powstał serial, którego reżyserem jest Per-Olav Sørensen. Wobec tego recenzja dotyczy jedynie produkcji Netflixa, bez żadnych odniesień do oryginału, który wypada zapewne znacznie lepiej. Wydaje mi się jednak niemożliwe, aby główny zarys fabularny, wobec którego również mam sporo zastrzeżeń, znacznie odbiegał od pierwowzoru.

Ruchome Piaski

Akcja serialu dosłownie zaczyna się w szkole, w klasie lekcyjnej, w której odbyła się strzelanina. Wśród leżących ciał stoi zakrwawiona, płacząca główna bohaterka. W kolejnych scenach dowiadujemy się, że jest to Maja Norberg (Hanna Ardéhn), którą poznajemy przez całą resztę historii. Wszystko zaczyna się od odbywającego się chwilę później przesłuchania, na którym opowiada ona o swojej przeszłości i wydarzeniach, które doprowadziły do tragedii.

Głównym jednak wątkiem całego serialu jest romans, który zaczął się w trakcie wakacji. Wtedy to Maja poznała Sebastiana Fagermana (Felix Sandman) – mocno zarozumiałego, niegrzeszącego znajomością etykiety, lekko nadpobudliwego syna bogacza, któremu od razu wpadła w oko. Uczucie nie było jednostronne, co sprawiło, że wakacyjna przygoda szybko przerodziła się w poważny związek. Co ciekawe, po rozpoczęciu kolejnego roku szkolnego, w którym Sebastian dołączył do klasy Mai, między bohaterami utworzył się pewnego rodzaju trójkąt miłosny. Dołączył do niego bowiem Samir Said, wyraźnie zauroczony w głównej bohaterce syn arabskich imigrantów, którzy osiedlili się w Szwecji. Ten, jako najlepszy uczeń w klasie, bardzo często starał się dyskredytować inteligencję Sebastiana, wypominając mu brak elementarnej wiedzy.

Zobacz również: Złodzieje Rowerów #6 – „Chilling Adventures of Sabrina” [PODCAST]

Nie bez powodu wspomniałem o pochodzeniu Samira, w którego wciela się William Spetz. W jednej z dyskusji między nim a Sebastianem poruszony został bowiem wątek imigrantów w Szwecji. Jak łatwo się domyślić, była to typowa próba urażenia dumy kolegi z klasy, na której najgorzej wyszedł sam bogaty Szwed. Co ciekawe, wątek migracji został później porzucony, będąc wspomnianym co najwyżej w pojedynczych, mało znaczących scenach.

Ruchome piaski

Relacje między bohaterami, w dodatku – w moim odczuciu – nienaturalnie zagranymi, są po prostu sztuczne. Nieracjonalne zachowanie postaci, brak autentyczności w przedstawieniu nastolatków czy wreszcie przeciętnie zagrani i ogólnie słabo wykreowani bohaterowie sprawili, że serial ogląda się niezwykle ciężko. Najciekawszą postacią był moim zdaniem Claes Fagerman (Reuben Sallmander), bogaty ojciec Sebastiana, przedstawiony jako okrutny, niekochający syna tyran. Momentami widać jednak było, że jest nie do końca tak czarno-białą postacią, na jaką był przez większość czasu kreowany i bardzo było mi szkoda tego, że jego wątek nie został lepiej rozwinięty.

Ruchome piaski, ze względu na nietypową formę, można moim zdaniem uznać za pewnego rodzaju eksperyment Netflixa. Sześć 45-minutowych odcinków to więcej czasu niż ma większość filmów, ale mniej niż przeciętny serial. Przez cały seans nie byłem w stanie uzyskać „więzi” z żadnym z przedstawionych bohaterów, a to właśnie tego typu relacja jest moim zdaniem podstawą dobrego serialu. Wszystko dlatego, że bohaterowie są z nami przez dłuższy czas niż w filmie, a z tymi lepiej wykreowanymi każdy może znaleźć kilka wspólnych cech. Tutaj tego brakowało i nie byłem w stanie poczuć empatii wobec żadnej z postaci przedstawionych na ekranie. Te wydawały mi się jakby oderwane od świata rzeczywistego, nienaturalne i po prostu często również źle zagrane.

Zobacz również: „Schyłek dnia”, albo koniec świata, na jaki zasługujemy [RECENZJA]

Zaskakująco, ostatnie dwa odcinki szwedzkiego dramatu prezentują tak wysoki poziom, że gdyby zostały wydane jako film, zostałby on prawdopodobnie okrzyknięty jedną z najlepszych produkcji oryginalnych Netflixa. Otrzymujemy tam bowiem dobrze zrealizowany dramat sądowy.

Ruchome piaski

Ciężko mi odgadnąć co było tak właściwie motywem przewodnim najnowszej produkcji Netflixa. Prawdopodobnie była to nieszczęśliwa, niszcząca miłość, tak irracjonalna, jak tylko dało się to przedstawić. Ostatnie dwa odcinki Ruchomych Piasków tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że cała historia miała naprawdę duży potencjał, który niestety został w widowiskowy sposób zmarnowany. O ile do kwestii technicznych produkcji nie mogę się w żaden sposób przyczepić, patrząc na sam montaż czy zdjęcia, tak nie podobał mi się sposób poprowadzenia postaci przedstawionych na ekranie. A to one stanowiły kwintesencję całego serialu.


2.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.