Advertisement
NetflixRecenzjeSeriale

Checked! TOP10 Netflixa – “High Score: Złota era gier” [RECENZJA]

Bartłomiej Rusek
High Score
fot. materiały prasowe / Netflix

Dokumenty Netflixa od zawsze prezentowały wysoki poziom. Zarówno seriale dokumentalne, skupiające się na sprawach kryminalnych (jak Making a Murderer), jak i te o tematyce przyrodniczej (Nasza Planeta) łączy jeden wspólny mianownik, którym jest wysoka jakość produkcji. Dlatego też bardzo chętnie sięgnąłem po High Score: Złota era gier, a więc najnowszy dokument spod szyldu Netflix Originals.

W High Score twórczyni serialu nakreśla widzowi, w dość ogólnym zakresie, historię elektronicznej rozrywki. Tym samym, przez kolejne odcinki widz może zyskać podstawową wiedzę o takich firmach jak Nintendo, Sega czy Atari. Poznaje kulisy powstawania kultowych gier. Już na samym początku w dokumencie France Costrel mamy okazję obejrzeć oryginalne szkice Space Invaders okraszone komentarzem Tomohiro Nishikado (twórcy wspomnianego tytułu). A dalej jest jeszcze lepiej.

Oprócz najbardziej oczywistych faktów, widz poznaje również te nieco mniej znane. Tym samym, twórcy High Score pokazują nam również zapomniane już dzisiaj urządzenia, które dały podstawy do znanych współcześnie technologii, jak Fairchild Channel 5 wymyślone przez Jerry’ego Lawsona, wynalazcę kartridży z grami. Stopniowo poznajemy kulisy powstawania takich marek jak Sonic, Final Fantasy, Donkey Kong czy Madden, a wszystko opowiadają kultowe postacie ze świata gier wideo.

High Score
Howard Scott Warshaw, autor niesławnej gry E.T. / fot. materiały prasowe / Netflix

Wśród nich można wyróżnić chociażby Hirokazu Tanakę, który odpowiedzialny był za efekty dźwiękowe takich produkcji jak Metroid, Duck Hunt czy Donkey Kong lub Tripa Hawkinsa (założyciela Electronic Arts), jak i również samego Johna Romero, opowiadającego o kulisach powstawania Dooma. Oprócz tego dowiadujemy się wielu ciekawostek dotyczących mniej i bardziej znanych gier. Wszystko dlatego, że prócz „czołowych graczy” z rynku gier wideo, High Score pokazuje nam także niszowe produkcje. Przedstawia kontrowersje z nich wynikające, a także opowiada historie pierwszych zawodów e-sportowych. Relacjonowanych przez ludzi, którzy kilkadziesiąt lat temu w nich wygrywali.

Przeczytaj również:  "Batman – Biały Rycerz", czyli jak Joker został bohaterem. [RECENZJA]

Myślałem, że w High Score nic mnie nie zaskoczy, gdyż jestem graczem i osobą, która zawsze lubiła czytać zarówno wywiady z twórcami gier, jak i branżową prasę. Tam właśnie niejednokrotnie nakreślane były przedstawione w serialu historie. Tymczasem okazało się, że produkcja Netflixa, za sprawą wspomnianych ciekawostek i przedstawienia mniej znanych gier, potrafiła i mnie zaskoczyć. W efekcie, oprócz przedstawienia oczywistych kwestii, takich jak kontrowersje wywołane przez serię Mortal Kombat czy „wojnę” Segi z Nintendo, usłyszałem o takich produkcjach jak Night Trap czy… GayBlade.

Ta ostatnia produkcja, której poświęcona została część odcinka trzeciego, wzbudziła spore kontrowersje. Konkretyzując, kontrowersje wzbudziło wspomnienie o tej grze w serialu, gdyż w każdym negatywnym komentarzu dotyczącym High Score, zostało to wypunktowane. Jest to dla mnie niezrozumiałe. Opowieść o zaginionej grze RPG autorstwa Ryana Besta, która była jedną z pierwszych produkcji z wiodącym wątkiem LGBT (a głównym bossem był nie kto inny, a amerykański polityk – Pat Buchanan), była naprawdę ciekawa. Bardzo urozmaicała całą produkcję, która mimo wszystko nie jest skierowana dla kompletnego laika.

Tym samym, przechodząc do meritum. Do kogo twórczyni skierowała High Score: Złota era gier, skoro nie do osób, które nie wiedzą nic o historii gier wideo? Niestety, ciężko mi to określić. Ludzie, którzy od wielu lat są graczami, o sporej części rzeczy wspomnianych w produkcji wiedzieli już dawno temu. Mało co jest w stanie ich zaskoczyć. Oczywiście poza oczywistymi, wspomnianymi przeze mnie, ciekawostkami dotyczącymi kulis powstawania ich ulubionych produkcji. Z nich dowiadujemy się chociażby, jak powstawały postacie z kultowych gier. Z kolei osoby niezainteresowane grami w ogóle po serial Costrel nie sięgną, zwyczajnie nie widząc żadnej potrzeby, by dowiedzieć się czegoś nowego w tym zakresie.

Przeczytaj również:  5 rzeczy, które musicie zrobić na tegorocznym Ars Independent
High Score
fot. materiały prasowe / Netflix

Warto przy tym nadmienić, że High Score wypada naprawdę dobrze, jeżeli chodzi o dostosowanie medium do potencjalnego, nieznającego branży odbiorcy. Komentarze twórców gier okraszone są bowiem przyjemnymi, bardzo przystępnymi, ciekawie zrealizowanymi animacjami. Upraszczają one odbiór, utrzymane przy tym w mocno pixelartowej stylistyce. Całości towarzyszy bardzo przyjemna narracja. Narratorem jest nie kto inny, a Charles Martinet – aktor głosowy, najbardziej znany jako głos sympatycznego, wąsatego hydraulika Mario. Dodatkowo niektóre kwestie są wytłumaczone bardzo dosłownie.

Po raz kolejny Netflix dostarcza nam porządny serial dokumentalny – tym razem jednak o wielbionej przeze mnie tematyce gier wideo. Niestety, nie ustrzegł się on wad. Prócz tych wspomnianych przeze mnie wcześniej, zaznaczyć należy mocno wybiórcze przedstawienie historii. Produkcja skupia się na zaledwie paru elementach historii gier. Omawia je w dodatku bardzo ogólnikowo i szybko przechodzi do kolejnych. Przez to zawarta w serii wiedza nie jest ani w żaden sposób usystematyzowana, ani kompletna. Ten aspekt z pewnością skomplikuje odbiór High Score osobom, które nie znały wcześniej przedstawionych historii.

High Score niestety nie jest produkcją dla każdego. Osoby niezainteresowane tematyką poczują się zagubione wybiórczością i lekkim chaosem w przedstawieniu historii, natomiast ludzie siedzący w tym od dawna, skupią się na odbiorze ciekawostek, przechodząc obojętnie obok reszty. To jednak wciąż jedna z niewielu produkcji, skupiająca się na grach wideo i w dodatku wypadająca w tym dobrze. Mam jednak nadzieję, że twórcy wyciągną sporo wniosków z pierwszego sezonu, tworząc kolejny – w końcu zostało jeszcze tak wiele do opowiedzenia.

Ocena

7.5 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Wirtualną Wojnę, The King of Kong

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.