„Słodko-gorzki”, czyli o trzy smaki za mało [RECENZJA]
Mimo lekkiej awersji do filmowych adaptacji mang – podobnie zresztą jak do gatunku, którym jest komedia romantyczna – postanowiłem dać szansę Słodko-gorzkiemu. Film ten skusił mnie przede wszystkim perspektywą bajecznych ujęć jedzenia, jak i sugerowanym przez opis produkcji nieszablonowym scenariuszem. Już na samym początku seansu zauważyłem jednak, że Słodko-gorzki niekoniecznie jest tym, czego po nim oczekiwałem.
Główną bohaterką komedii romantycznej w reżyserii Shogo Kusano jest Maki – młoda kobieta pracująca w agencji reklamowej. Ze względu na dynamiczny tryb życia nie ma ona czasu, aby sobie gotować. Jej dieta składa się więc w większości z dań gotowych, co z kolei wywołuje dezaprobatę koleżanek z pracy. Co więcej, warzywa wywołują w niej obrzydzenie, sprawiając, że słabo się czuje. Ponadto, aby całkowicie nie stracić uznania przyjaciółek z pracy, nie zdradza im całej prawdy o sobie. Wymyśla między innymi fakt posiadania partnera, z którym planuje zamieszkać, w czasie gdy tak naprawdę zostaje zmuszona do przeprowadzki nakazem eksmisji.
Życie Maki zostaje wywrócone na drugą stronę, gdy poznaje Nagisę. Pierwszy raz spotyka go… rano, u siebie w mieszkaniu, gdy mężczyzna gotuje śniadanie. Szybko okazuje się, że został on poproszony o odprowadzenie pijanej Maki do domu, gdy ta poprzedniej nocy przesadziła z alkoholem. Przeglądając rzeczy mężczyzny, kobieta odkrywa jego legitymację służbową, z której wynika, że jest nauczycielem w znanym, elitarnym wręcz liceum. W dodatku przystojnym nauczycielem, co skutkuje nieudaną z jej strony próbą podrywu. Nieudaną, gdyż – jak się szybko okazuje – Nagisa jest gejem.

Nie zniechęca to jednak kobiety, która wciąż o nim fantazjuje. Co więcej, wprowadza się do jego domu, szantażując Nagisę tym, że wyjawi prawdę o jego orientacji w szkole, w której naucza – w rezultacie wywołałoby to dużo kontrowersji, mogących odbić się na karierze zawodowej mężczyzny. Ten ulega bohaterce, wprowadzając jednak pewne warunki – Maki musi jeść wszystko, co on ugotuje. Ma to swoje mankamenty – Nagisa gotuje tylko zdrowe rzeczy. Do tego jest wegetarianinem, więc posiłki składają się niemal wyłącznie z warzyw.
Film jest adaptacją mangi o tym samym tytule, która niestety nie ukazała się dotychczas w Polsce. Tym samym nie dysponuję znajomością materiału źródłowego i nie jestem w stanie stwierdzić, w jakim stopniu treść 13 tomów oryginału znalazła swoje odbicie w filmie. Domyślam się jednak, że w zbyt dużym. Jest to aż za bardzo widoczne w tym, jak została poprowadzona akcja Słodko-gorzkiego. Wydarzenia zdają się zbyt gwałtowne, a tempo ich występowania zbyt szybkie, przez co nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się dostatecznie wiele o naszych bohaterach.
Postacie obecne na ekranie poznajemy jedynie poprzez obserwację tego, jak rozwijają się ich relacje – cała nasza wiedza o nich wynika z ich wzajemnych rozmów, przy czym nie są zbyt wylewni i skorzy do wyrażania wszystkich swoich uczuć. W ten sposób dowiadujemy się jednak, że niechęć Maki do warzyw ma nieco inne źródła niż uwielbienie do fastfoodów. Dowiadujemy się również nieco – choć zdecydowanie za mało – o przeszłości naszych bohaterów. Ten brak informacji sprawia, że postacie wydają się nieco sztuczne i ciężko mi było poczuć cokolwiek w stosunku do którejś z nich. Niektóre elementy historii bohaterów są bardzo ograniczone i w dużej mierze zamykają się w kilku postaciach, które od czasu do czasu przewiną się w trakcie ekranowych zdarzeń. Jedną z nich jest Arata, ekscentryczny przyjaciel Nagisy, który zaprzyjaźnia się z Maki. Epizodycznie pojawia się również Kaito – jej były chłopak.
To co zostało bardzo ładnie, momentami wręcz artystycznie przedstawione w Słodko-gorzkim, to sceny przedstawiające jedzenie i jego przygotowywanie. To zdecydowanie najlepszy element filmu, który jednak nie trafił do mnie ani humorystycznie, ani snutą na ich kanwie historią.
Niestety, Słodko-gorzki do mnie nie przemówił. Tytuł filmu idealnie odwzorowuje jego treść – to słodko-gorzka komedia romantyczna. Zabrakło tu jednak wszystkich pozostałych smaków, co pozostawia spory niedosyt, a wręcz niesmak. Film ma bowiem braki niemalże na każdym podłożu i ładnie nakręcone sceny kulinarne nie są w stanie tego zrekompensować.
Uwielbia kino w każdym wydaniu - zarówno neony u Refna jak i slow cinema spod ręki Tarra, gangsterskie produkcje Scorsese czy niszowe słoweńskie filmy. Z wykształcenia zafascynowany literaturą fantastyczną językoznawca, absolwent filologii słowiańskiej. Pasjonat muzyki, którą stara się nie tylko opisywać, ale również tworzyć. Od niedawna regularnie powiększa swoją kolekcję komiksów.
Ocena
Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:
Dowolną komedię romantyczną